Z perspektywy czasu największym osiągnięciem socjalizmu wydaje się być upowszechnienie relatywizmu, według którego sprawiedliwość, etyka itd. są względne. Żądanie upaństwowienia majątku kapitalistów, będącego rzekomo wynikiem grabieżczego wyzysku robotników, rodziło paradoks „kradzież kradzionego nie jest kradzieżą”. Skoro bowiem majątek kapitalistów był efektem okradania robotników, to aby sprawiedliwości stało się zadość, należałoby zwrócić majątek prawowitym właścicielom czyli robotnikom, i to w zgodzie z zasadami prawa, które ową „kradzież” sankcjonowało. Tymczasem mienie kapitalistów przejmowało według tworzonych ad hoc przepisów państwo, które łamiąc zasadę niedziałania prawa wstecz pozbawiało majątku zarówno potencjalnych „złodziei” jak również ich „ofiary”.
Kliknij tytuł, aby przeczytać cały tekst
środa, 23 grudnia 2009
Postępujący relatywizm
piątek, 18 grudnia 2009
Niestety, konsekwencje
Kiedy Komisja Europejska ogłosiła, że polskie stocznie mają zostać sprywatyzowane albo zlikwidowane stało się jasnym, że właśnie wydany został wyrok śmierci na polski przemysł stoczniowy. Logicznym bowiem był wniosek, że przy takim ultimatum nie znajdzie się żaden inwestor, który zechce się bawić w podpisywanie umów z rządem i związkami zawodowymi, skoro będzie miał możliwość wykupić polską konkurencję za bezcen i bez zobowiązań. W tej sytuacji rząd Donalda Tuska mógł jedynie robić dobrą minę do złej gry, co zresztą zrobił i nadal robi wciąż budząc nadzieję w ludziach przerażonych widmem bezrobocia.
Kliknij tytuł, aby przeczytać cały tekst
niedziela, 13 grudnia 2009
Recydywa im. Szmaciaka
Zgodnie z uzgodnionymi warunkami stacjonowania wojsk amerykańskich na terytorium RP służbowe przestępstwa są objęte eksterytorialnym immunitetem. W tych dniach dopełnia się likwidacja polskiego przemysłu stoczniowego. Od dawna Polska jest właściwie uzależniona od rosyjskich dostaw gazu, względnie dostaw z państw, które Rosja tradycyjnie traktuje jako „bliską zagranicę”, zależną od woli Moskwy. Sektor bankowy praktycznie całkowicie przeszedł w ręce „obcego kapitału”, co zresztą i tak nie ma większego znaczenia, albowiem gospodarka podporządkowana jest całkowicie centralnemu planowaniu brukselskiej międzynarodówki poprzez limity produkcyjne czy limity emisji CO2, co jakiś prześmiewca określił mianem „wolnego rynku”. Prawo unijne jest nadrzędne w stosunku do przepisów polskiego prawa, zaś eurominister spraw zagranicznych wespół z „szefem wszystkich szefów” zadbają o właściwy kierunek polskiej polityki międzynarodowej i wewnętrznej. W tej sytuacji łatwo dojść do wniosku, że historia zatoczywszy koło pędem zmierza ku recydywie PRL.
Kliknij tytuł, aby przeczytać cały tekst
Bratnia armia znowu w Polsce
Media właśnie odtrąbiły kolejny wielki sukces polskich polityków. Otóż dopięto szczegóły i podpisano w blasku fleszy porozumienie o statusie żołnierzy amerykańskich, którzy w przyszłości będą stacjonowali na terytorium RP.
Kliknij tytuł, aby przeczytać cały tekst
sobota, 12 grudnia 2009
List drugi: O świętowaniu
To się zaczęło. Wiatr rozwiał dym z dogasających zniczy na grobach i niemal od razu przywiał świąteczne dekoracje na sklepowe witryny. Już od jakiegoś czasu, wszędzie widać Mikołajów, choinki, bombki, zaś z głośników lecą piosenki, przypominające o nadchodzących świętach. Warszawskie Krakowskie Przedmieście, Nowy Świat i Starówka już całe obwieszone lampkami, bo w końcu walka z globalnym ociepleniem i światowym kryzysem finansowym swoją drogą, a hasło panem et circenses nadal aktualne. I rzecz jasna, świąteczne promocje– może w tym wszystkim ludzie nie zauważą, że kaganiec coraz szczelniejszy, natomiast smycz coraz krótsza?
Kliknij tytuł, aby przeczytać cały tekst
Spotkanie z Tadueszem Hubertem Jakubowskim
16 grudnia o godzinie 17:00 w Klubie Pruszkowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej odbędzie się spotkanie promujące najnowszą publikację Tadeusza Huberta Jakubowskiego „Lata prawie bezgrzeszne”.
Kliknij tytuł, aby przeczytać cały tekst
piątek, 4 grudnia 2009
Relacja ze spotkania z Robertem Gwiazdowskim "Czyje są Twoje pieniądze?"
Serdecznie zapraszamy do wysłuchania relacji MP3 ze spotkania z prezydentem Fundacji im. Adama Smitha dr hab. Robertem Gwiazdowskim, które odbyło się 30 listopada 2009 r. w Warszawie. Temat spotkania - „Czyje są Twoje pieniądze”.
Kliknij tytuł aby przejść do relacji
poniedziałek, 30 listopada 2009
Rzecz o sloganach socjalizmu
Dwadzieścia lat temu chroniczna niewydolność gospodarcza i polityczna skłoniła Środkowo i Wschodnioeuropejskich postępowców „jedynie słusznego systemu” do poluzowania kagańca gospodarczego, w wyniku czego powstały ustroje quasi – kapitalistyczne, zachowujące szereg patologii gospodarczo – politycznych wcześniejszego ustroju. Dzisiaj pokolenie, które dwa lata temu ultrademokratycznie („zabierz babci dowód”) powierzyło władzę w Polsce PO przeżywa pierwsze polityczne rozczarowanie, co stara się wykorzystać socjalistyczna propaganda powszechnego dobrobytu, bezpieczeństwa i pokoju. W sukurs przychodzi im zawodna ludzka pamięć, czasy młodości jakże chętnie malująca jasnymi kolorami. Tymczasem socjalizm już niejednokrotnie był zaszczepiany w różnych częściach świata. Ponieważ wszędzie na przestrzeni dziejów „najbardziej postępowy ustrój” kształtował się tak samo, stąd wniosek, że inaczej być nie może. Ważne, że dzięki temu dziś socjalistyczne slogany można poddać merytorycznej krytyce przy jednoczesnym założeniu, że gdyby były one możliwe do zrealizowania, to cały świat byłby już dawno socjalistyczny.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst
niedziela, 29 listopada 2009
"Lata prawie bezgrzeszne" już są!
Właśnie ukazała się w sprzedaży zapowiadana wcześniej książka Tadeusza Huberta Jakubowskiego „Lata prawie bezgrzeszne”. W wydanej staraniem Pruszkowskiej Książnicy publikacji w formie obrazków i migawek Autor przedstawia swoje wspomnienia z okresu przedwrześniowego do aresztowania w czerwcu 1953 roku.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst
Maverick - recenzja filmu
Jakie elementy pojawiają się w niemal każdym westernie? Konie, kowboje, szeryfowie, Indianie, czarne charaktery, pozytywni bohaterowie, dyliżanse, saloony whiskey oraz piękne kobiety- niekoniecznie będące wzorem cnót. A jak saloon, to i najbardziej męska gra– poker. Zaś jak poker, to i szulerzy.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst
środa, 25 listopada 2009
Zaproszenie na spotkanie z Lidią Kulczyńską-Pilich
W środę 9 grudnia 2009 r. o godzinie 18:00 w Klubie PSM przy Al. Niepodległości 12 w Pruszkowie odbędzie się promocja książki „Mój Komorów” Lidii Kulczyńskiej – Pilich. W ramach promocji odbędzie się spotkanie z autorką, która swą publikacją pragnie rozbudzić w Czytelnikach głód wiedzy o przeszłości Komorowa.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst
Czyje są Twoje pieniądze? - Spotkanie z dr Robertem Gwiazdowskim
Zaproszenie na wykład o ekonomii i polityce 30 listopada 2009.
Klinij tytuł aby przeczytać cały tekst
poniedziałek, 23 listopada 2009
Nie matura, lecz koafiura…
Czas już między bajki włożyć twierdzenie, jakoby pozycja jednostki w demokratycznym społeczeństwie była wynikiem umiejętności, uzdolnień czy pracy. Do tego bowiem właśnie zmierza żądanie tzw. parytetu, w myśl którego co najmniej połowę kandydatów na listach wyborczych mają stanowić kobiety. Nie jest to zresztą nowa idea w dziejach Polski powojennej, wystarczy wspomnieć „punkty za pochodzenie” przyznawane przy egzaminach na studia albo rzeszę „marcowych docentów”.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst
niedziela, 22 listopada 2009
Zaproszenie na spotkanie "Unia już tu była"
Serdecznie zapraszamy na spotkanie poświęcone tematyce Kresów Wschodnich dawnej Polski. W trakcie spotkania wykład pt. Kresowy tygiel narodów, religii i kultur – Unia już tu była wygłosi Tomasz Kuba – Kozłowski z warszawskiego Domu Spotkań z Historią. Autor jest znawcą tematyki kresowej od 25 lat gromadzącym kolekcję dotyczącą dawnych Kresów Rzeczpospolitej.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst
To już pięćdziesiąte urodziny Mikołajka
Serdecznie zapraszamy na uroczyste spotkanie z obchodzącymi pięćdziesiąte urodziny „Nieznanymi przygodami Mikołajka” spółki autorskiej Rene Goscinny oraz Jean - Jacques Sempé.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst
czwartek, 19 listopada 2009
Słowo europejczyków
W ramach rezygnacji z atrybutów państwowości Unia Europejska na mocy traktatu reformującego wybiera właśnie quasi – prezydenta („szef wszystkich szefów”) i quasi – ministra spraw zagranicznych. Uzupełnią oni takie wszechobecne atrybuty państwowości, z których już zdążyła zrezygnować jak: konstytucja, wspólna waluta, godło i flaga, hymn, Parlament i rząd (Rada Komisarzy, prawie Ludowych). Blasku „rezygnacjom” dodaje fakt, że dokonują się one w myśl traktatu reformującego, który w Polsce jeszcze nie obowiązuje (zacznie dopiero po opublikowaniu w dzienniku ustaw), ale dzięki złożeniu depozytariuszowi (rząd Włoch) już nas obowiązuje na arenie międzynarodowej.
Kliknij tytuł, aby przeczytać cały tekst
niedziela, 15 listopada 2009
Umberto Eco: Szaleństwo katalogowania
Wszelkiego rodzaju katalogi, spisy i listy wręcz opanowały nasze życie. Są tak wszechobecne, że praktycznie ich nie dostrzegamy. Program telewizyjny, spis wiktuałów na obiad, zawartość dysku twardego, biblioteka czy wreszcie istny absolut wśród katalogów, list i spisów – internet. Opisując świat mogą wprowadzać zarówno porządek, jak i chaos w nasze życie.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Ilustrując Umberto Eco
Książka w rękach opiekuna oznacza, że pies się raczej nie pożywi. Ale wiadomo, czujnym być trzeba, więc najlepiej ułożyć się gdzieś w pobliżu, coby człowiek niepostrzeżenie do lodówki się nie przemknął. Tak było i tym razem, gdy wciągnęło mnie Szaleństwo katalogowania Umberto Eco.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Jesień w Warszawie
Rewolucja bolszewicka, wojna domowa będąca jej wynikiem, wprowadzany bezwzględnymi metodami socjalizm- to wyjątkowo ponury okres w dziejach Rosji. Wydarzenia te siłą wciągnęły w swój nurt polskich zesłańców oraz ich dzieci. Tylko nielicznym spośród nich udało się przetrwać pierwszy etap budowy czerwonej wersji socjalizmu.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Warszawa 11 listopada 2009
Serdecznie zapraszamy do udziału w stołecznych obchodach Święta Niepodległości 11 listopada 2009 r.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Epitafium Rebelianta, żołnierza wyklętego
Wiersz inspirowany teledyskiem „Myśmy Rebelianci” zespołu De Press.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Tradycja
Stwierdzenie "tradycji stało się zadość” będzie najtrafniejszą charakterystyką relacji mojego labradora z kotami. Najczęściej wygląda to w następujący sposób: udający przerażenie kot niespecjalnie szybko ucieka, udający awersję labrador niespecjalnie szybko goni. Cały "pościg” kończy się po kilku metrach i obaj przedstawiciele "wrogich” ras uznawszy, że tradycji stało się zadość, podejmują przerwane zajęcia.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
XVIII Targi Książki Historycznej
W dniach 26 – 29 XI 2009 na Zamku Królewskim w Warszawie odbędą się XVIII Targi Książki Historycznej. Targom będą towarzyszyły liczne imprezy, promocje autorskie, promocje i sprzedaż książek, spotkania autorskie oraz pokazy filmów fabularnych i dokumentalnych. Celem organizowanych już po raz osiemnasty targów jest popularyzacja literatury historycznej.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Dalecy bliscy
Wiersz na Dzień Zaduszny.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Zaproszenie na Wieczór Poezji Doroty Ryst
Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna im. H. Sienkiewicza w Pruszkowie oraz Klub Pruszkowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej zapraszają na spotkanie z poezją Doroty Ryst.
Gospodarzem wieczoru będzie Leszek Żuliński.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Rafał A. Ziemkiewicz: Michnikowszczyzna. Zapis choroby
Od lat nieodmiennie bawi mnie do łez zjawisko „prasy opiniotwórczej”. Twierdzenie, że dawniej „opiniotwórczość” nazywała się po polsku propagandą, jakie swego czasu wygłosiłem, jest po głębszym zastanowieniu niesprawiedliwym spłyceniem istoty problemu. Bo chociaż w obu przypadkach mamy do czynienia z procesem świadomego wpływania na opinie odbiorców, to w przypadku „opiniotwórczości” niemal niemożliwym dla odbiorcy pozostaje wskazanie celów, a tym samym źródeł, takiego a nie innego kierunku kształtowania jego opinii. Świadomość tego pozwala mi zachować własny osąd sytuacji czy wydarzeń, unikać ulegania suflowanym fałszywym autorytetom oraz większości złudzeń politycznych, będących udziałem Polaków. Krytyczne podejście do informacji i towarzyszących im komentarzy daje komfort niezależności wolnej od kompleksów w końskich dawkach aplikowanych bezkrytycznemu odbiorcy przez chciwych „rządu dusz” samozwańczych demiurgów i samozwańcze autorytety.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Stanisław Kowalczyk: Osty kwitnące
"Osty kwitnące" to dobry tytuł dla tomu poezji. Dobry, bo wiersze słowami jak kwitnący oset boleśnie kolcami czepiają się serca, myśli. Te słowa jak kolce ranią, zmuszając do zastanowienia. Nad sobą, światem, życiem... Dziesięć krótkich wierszy wczepia się w duszę kolcami i szarpiąc kolcami myśli zmusza do refleksji.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
List pierwszy, czyli jak dobrze jest źle
W temacie odpowiedzi na pytanie o zdrowie, to dziękuję – mam na co narzekać, więc pewnie jeszcze żyję, a przynajmniej mogę to podejrzewać, a to zawsze lepsze, niż nic. Bo przecież jakbym nie miał na co narzekać to bym się bał, bo nawet jeśli mimo całego wysiłku medycyny nadal bym żył, to co to za życie?
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Wajrak na tropie
Czy grypa może mieć jakieś „plusy dodatnie”? O dziwo, okazuje się, że może... Leży sobie człowiek w łóżeczku, wszystko go boli, nic mu się nie chce, więc z nudów sięga po pilota od telewizora. Może wówczas trafić na program, którego zapewne normalnie nigdy by nie zobaczył- mając coś ważniejszego do zrobienia.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
9 kompania
Istnieje takie pojęcie jak „trauma wojny” tyle, że jego istotę niezwykle trudno zrozumieć komuś, kto go nie doświadczył. To bez wątpienia wpływ przeżyć wojennych na psychikę żołnierzy. Jeden z uczestników polskich kontyngentów między innymi w Czadzie czy byłej Jugosławii ujął to w sposób następujący: z odległości 200 – 300 metrów przeciwnik jest tylko celem, z odległości 2 – 3 metrów staje się człowiekiem ze wszystkimi cechami swej indywidualności, szczególnie rysami twarzy. Te twarze widziane z tak bliska powracają nocami w snach przerywanych krzykiem. Ale to tylko jedna strona przysłowiowego medalu. Po drugiej stoją przeżycia cywilnych uczestników wojny. W przypadku walki na własnym terenie dotyczą one całego społeczeństwa, zaś w przypadku wysyłania wojsk poza granice państwa – rodzin żołnierzy.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Pożegnanie Macieja Rybińskiego
Odszedł jeden z moich ulubionych felietonistów - Maciej Rybiński. Jedyne, co mogę zrobić, to pożegnać Go tym tekstem. Dziwnie się czuję zasiadając do pisania tego tekstu. Jeszcze wczoraj wieczorem pisząc felieton odwoływałem się do kolejnej bezceremonialnie celnej refleksji Macieja Rybińskiego, a dziś z rana pierwszą informacją, na którą zwróciłem uwagę, była ta o Jego śmierci. Mając świadomość, że już nigdy nie przeczytam jego ironicznie prześmiewczego komentarza „na aktualne tematy” czuję się, jakby mnie kto okradł. Zawsze niecierpliwie czekałem na kolejne felietony autorstwa Macieja Rybińskiego, który zachwycał erudycją, lekkością pióra i nietuzinkowym sposobem ujmowania tematu. Dzięki temu był bez wątpienia wzorem dla wielu pokoleń dziennikarskich.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Ognisko
Dawno, dawno temu pewien mazowiecki chłop miał pole, które oprócz wysiłku służyło mu głównie do popisu. Popisywał się na nim swoją wiedzą rolniczą oraz jednoznaczną erudycją, gdyż pole dawało równie obfite plony, co emerytury z OFE. Koniec końców chłopu się znudziła nie przynosząca profitów harówka, czego i klienteli OFE życzyć należy. Chłop ruszył głową, podzielił nieużytki rolne na działki rekreacyjne, które sprzedał za ciężką gotówkę spragnionym włościańskich doświadczeń mieszczuchom. Wkrótce sąsiedzi pomysłowego chłopa wzięli przykład z sąsiada i obok mazowieckiej wsi w szczerym polu wyrosło osiedle domków działkowych, które odtąd ze wsią żyje w pełnej symbiozie.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Jazzkantine, Hells Kitchen
Z głośników dobiega pogodny jazz w dobrym guście. Swingująca perkusja, wspaniały walkin' gitary basowej, delikatne akordy gitary prowadzącej oraz sekcja „dęciaków” połączone z pianinem i „katuszami adapteru” wspaniale łączą jazzowe tradycje z nowoczesnością. Tylko tekst jakby z innej był bajki wydaje się nie do końca pasować klimatem do muzyki. I′m on the Higway to Hell...
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Janusz Głowacki: Z głowy
Kiedy Januszowi Głowackiemu znudzi się pisanie scenariuszy filmowych, sztuk teatralnych i diabli wiedzą czego jeszcze, będzie mógł otworzyć biuro podróży. Chociaż może lepiej nie? Sądząc z tenoru jego wspomnień zawartych w książeczce Z głowy każdorazowo uczestnicy wycieczki kończyliby wojaże na oddziale dla bardzo, bardzo nerwowo chorych.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Bykowe ogłoszenie matrymonialne...
Naprawdę nie jest tak źle, ale jak która odpowie ;)
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Tadeusz Isakowicz Zaleski - Przemilczane ludobójstwo na Kresach
Tragicznym skutkiem jałtańskiego podziału świata na strefy wpływów stała się cenzura badań historycznych. I choć już od dwu dekad w Polsce obowiązuje konstytucyjny zapis swobody badań naukowych i publikacji, polska historiografia ciągle jeszcze nie wypełniła treścią wielu „białych plam”. Trudno też oprzeć się wrażeniu dysproporcji zarówno w zainteresowaniach badaczy jak i ogólnym postrzeganiu przeszłości, ze szczególnym uwzględnieniem losów Polaków z przedwojennych Kresów Wschodnich podczas drugiej wojny światowej. Część publicystów jak i badaczy przyczyn owego stanu rzeczy doszukuje się w aktualnych uwarunkowaniach politycznych, co pozostawiam bez komentarza.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Paradny terrorysta!
...czyli mój osobisty wkład w walce z terroryzmem i homofobią!
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Zza okna
Prozaiczna poezja o spotkaniach cymbałów grzmiących klaksonami.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Tadeusz Hubert Jakubowski: Lata prawie bezgrzeszne
Nie istnieje dziedzina życia, która nie znajdowałaby się w kręgu zainteresowań badaczy, a już szczególnie historyków. Badaniom podlega wszystko, od życia codziennego kolonów po najbardziej skomplikowane procesy dziejowe czy społeczne. I każdy, komu przyjdzie na to ochota w dowolnej chwili ma możliwość dowiedzieć się, jak wyglądały różne sprawy na przestrzeni dziejów. Warto jednak pamiętać, że – oprócz biografii – otrzymujemy syntezę problemu. Dokładną analizę włącznie z uwzględnieniem anomalii, ale nadal syntezę. Ponieważ zaś elementarną cechą syntezy jest jej uniwersalność, tedy analizując problem abstrahuje ona od znaczenia i różnic udziału jednostek. Innymi słowy – jednostka w syntezie traktowana jest jedynie jako składnik masy, nie zaś podmiot indywidualnie kształtujący rzeczywistość i przeżywający ją na swój własny sposób.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Iluzjonista
Młody stolarczyk Edward Abramovitz po spotkaniu wędrownego magika odkrywa w sobie Moc. Pojawia się też piękna księżniczka, którą okrutny los rozdziela z ukochanym. Przyszłość obojga rysuje się w ponurych barwach ale przecież to człowiek kształtuje swój los. Mijają lata, mały Edward już jako sławny iluzjonista Eisenheim wraca, by odzyskać serce ukochanej. Wszelako na przeszkodzie staje „zły wilk”, którym okazuje się być niezwykle inteligentny książę korony, mający w nieodległej przyszłości posiąść rękę księżniczki, a oprócz tego snujący inne, rozległe plany. Nad powodzeniem interesów „złego wilka” czuwa „przebiegły lis” wraz ze sforą pomagierów. W świecie, gdzie związki międzyludzkie są jedynie środkami do osiągania celów politycznych, iluzja zaczyna odgrywać rolę sumienia rzeczywistości. Rozpoczyna się wielka rozgrywka. Czy iluzjoniście uda się wyrwać ukochaną z łap potężnego „złego wilka”?
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Skazani na Shawshank
Niesłuszne podejrzenie, niesłuszne oskarżenie, niesłuszny wyrok, niesłuszne bezterminowe osadzenie. Za murami więzienia bankier Andy Dufresne poznaje całkiem nowy, rządzący się okrutnymi prawami świat. To, że tam nie pasuje, to już czysty truizm, choć nie da się ukryć, że owy fakt silnie wpływa na jego losy. Najpierw determinując relacje z współwięźniami, później z administracją, przez co znowu odmienia relacje Andy′ego z osadzonymi.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Naukowa rewolucja - suplement
W swym tekście "Naukowa rewolucja" Dawid Nawrocki opisał pomysły reform polskiej nauki zespołu ds. nauki i szkolnictwa oraz opinie środowisk uczelnianych na ten temat. W skrócie sprawa przedstawia się następująco: 2 miliony studentów + brak kadry = problem. Rozwiązaniem problemu mają być likwidacja habilitacji oraz możliwość uzyskiwania tytułu naukowego doktora tuż po licencjacie.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Equilibrium
Wizje świata po trzeciej wojnie nie napawają optymizmem. Ludzie stają się niewolnikami zwierząt (cykl „Planeta małp”), względnie pełnią rolę bateryjek (cykl „Matrix”). Jeżeli zaś ponury los niewolników – zasilaczy – zostanie im akurat oszczędzony, to mordują się wzajemnie, walcząc o przetrwanie na pustyniach (cykl Mad Max) albo we wszechogarniającej sadzawce (Waterworld). To krótkie zestawienie nie wyczerpuje mimo wszystko możliwych scenariuszy wydarzeń, które od lat przedstawia się w filmach. Niemniej jednak wniosek jest jeden – tak czy siak, mamy przerąbane jak w trabancie na autostradzie między dwoma TIR-ami.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Mam (trudny) talent!
Programy typu reality show po prostu mnie męczą. Ile można wybierać muzycznego idola, żeby karierę zrobił juror? Albo oglądać jak gwiazdy śpiewają, tańczą i diabli wiedzą co jeszcze robią na lodzie? A żeby było ciekawiej czasem gwiazdą jest osoba, której życiowym osiągnięciem jest stanowisko tatusia. Albo kto się da zamknąć na dłużej, czy zeżre więcej robactwa. I tak dalej aż do utraty tętna i kwadratowych oczu. Być może do takich osób jak ja, które widząc reality show beznamiętnie zmieniają kanał, adresowany był program „Mam talent”. Od innych tego typu produkcji odróżnia go przede wszystkim otwarta formuła, gdzie każdy może przyjść i zaprezentować swoje umiejętności (albo marzenia o umiejętnościach) w każdej dowolnej dziedzinie. Paradoksalnie to, co jest rzeczywiście zaletą tego programu, jest również jego największą wadą.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Jaka rasa?
„Cześć ciociu!”- rzucone w słuchawkę telefonu- oznacza początek pasjonującej rozmowy. Z góry wiadomo, że będzie to kolejna próba osiągnięcia absolutu komunikacyjnego, czyli powiedzenia wszystkiego ważnego i błahego jednocześnie. Dla labradora tymczasem to przerwa w zabawie. Smutna, bo przecież nie ma lepszej zabawy niż „upolowanie” jakiegoś smakołyku. Dzwonek telefonu tym razem oznacza przerwę w owym, pasjonującym zajęciu tego wesołego łakomczucha.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Narcyzm
Czy deszcz, czy śnieg, zdrowie czy choroba – z psem na spacer wyjść trzeba. Kolejne kłopoty z gardłem negatywnie wpływały na mój sposób postrzegania świata. Tego dnia spacer z psem nie zapowiadał się na przygodę, już prędzej na pańszczyznę. Nieogolony z ciemnym zarostem założyłem strój spacerowy, który za wybitną kreację wieczorową żadną miarą wzięty być nie mógł.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Ryszard Kapuściński: Szachinszach
Rewolucja to proces nieprzewidywalny nawet dla jej architektów. Nigdy nie wiadomo kiedy i gdzie tak naprawdę wybuchnie i w jakim kierunku się rozwinie. „Rewolucja pożera własne dzieci” komentuje ten stan rzeczy znane porzekadło. Rewolucje przerażają, ale zarazem to, czym przerażają sprawia, że fascynują. W czym tkwi tego przyczyna? W spontaniczności? Nieprzewidywalności? Niszczycielskim amoku? Bezkompromisowości? Traumie i amnezji? Chyba nikt nie udzieli na to jednoznacznej odpowiedzi. I nie w tym rzecz, lecz w samej fascynacji wyrażającej się w syzyfowym pędzie do badania, analizowania, opisywania rewolucji. Roztrząsania z każdej strony.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
K. J. Yeskov: Ostatni władca pierścienia
Wydawać by się mogło, że trudno o bardziej oczywisty przepis na sukces komercyjny – powszechnie znaną i lubianą historię opowiedzieć z alternatywnej perspektywy. Ot, chociażby losy cyberpunkowego herosa Neo z Matrixa rodzeństwa Wachowskich widziane oczami agenta Smith′a, słynną sagę Andrzeja Sapkowskiego ukazać oczami maga Vilgefortza. Sienkiewiczowskich Krzyżaków napisać z perspektywy Ulricha von Jungingena, czy wreszcie oddziałującego na masową wyobraźnię Harrego Pottera ukazać oczami lorda Voldemorta. Przykłady możliwego „odwracania kota ogonem” można mnożyć praktycznie w nieskończoność stosując zasadę alternatywnej rzeczywistości. Po mistrzowsku wykorzystał to w jednym ze swych filmów Akira Kurosawa ukazując jedno wydarzenie poprzez osobne opowieści jego uczestników – każdy opowiedział je inaczej mając w tym swój cel.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Stanisław Lem: Bajki robotów
Jakoś tak się poskładało w życiu, że zawsze lubiłem czytać. Ale to, że lubiłem, wcale nie oznaczało jakiejś systematyki w doborze lektur. Wręcz przeciwnie, a najmniej w tym względzie miał do powiedzenia system edukacji. Prawdę mówiąc nikt nie potrafił zapanować nad tym co i kiedy czytam. W psychologii wychowawczej istnieje pojęcie doboru odpowiednich lektur do wieku człowieka. W moim przypadku zasada ta zawiodła całkowicie. Być może dzięki temu Bajki robotów Stanisława Lema należą do lektur, do których chętnie wracam.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
J. Hasek: Przygody dobrego wojaka Szwejka
Choć to nie jedyne jego dzieło, Jaroslav Hašek najlepiej czytelnikom jest znany jako autor czterech tomów Przygód dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej. Tłumaczenia na 57 języków, liczne ekranizacje i wznowienia, pomniki Szwejka (np. w Sanoku czy Przemyślu), knajpy „pod wezwaniem” znanego praskiego miłośnika trunków, wreszcie powstanie tzw. ruchu szwejkologicznego, czyli towarzystwa żartobliwie propagującego książkę oraz „szwejkowy” sposób na życie... Wszystko to razem świadczy o niesłabnącej popularności powieści i jej głównego bohatera.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
T.H. Jakubowski: Znakiem tego oskarżony
Nie jest łatwo mówić i pisać o najnowszej historii Polski. Widać to w każdej publicznej debacie dotyczącej okresu PRL – u, od emocji wywołanych procesem autorów stanu wojennego, poprzez wszystko to, co dzieje się wokół przeszłości Lecha Wałęsy i szerzej – problemu lustracji, po publikacje o postawie księży, dziennikarzy czy elit intelektualnych wobec komunistycznej bezpieki. Być może dzieje się tak dlatego, że system komunistyczny, podobnie jak każdy inny, to przede wszystkim ludzie. Ci, którzy system tworzyli, utrzymywali, ale również i ci, którzy w tym systemie żyli, bo nie mieli innego wyjścia. Wciąż nie zamknięte rachunki krzywd sprawiają, że tak trudno jest mówić i pisać o powojennych losach Polski i Polaków sine irae et studio.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Blind Guardian, Nightfall in Middle - Earth
Tak się jakoś porobiło na tym najdziwniejszym ze światów, że nader często zespoły kojarzone z szeroko rozumianą muzyką metalową odwołują się do historii, religii, mitologii, filmu oraz literatury, szczególnie związanych z fantastyką. Owo zjawisko nie ominęło również twórczości J.R.R. Tolkiena, która stała się kopalnią pomysłów nie tylko dla muzyków. Inna sprawa, że z tymi odwołaniami to różnie bywa. Najczęściej przejawiają się w nazwach zespołów (czy pseudonimach członków), z reguły akcentując negatywny stosunek do otaczającego świata. Wystarczy wspomnieć takie nazwy zespołów jak Vader, Mordred, Morgoth, Mordor czy Gorgoroth, odwołujących się do ewidentnie negatywnych postaci czy miejsc. Wartość literacka czy merytoryczna tekstów bywa dyskusyjna, czego powodem jest często spłycanie istoty problemu. Ale w końcu jak kto szuka rzetelnej informacji...
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Czesław Mozil, Czesław śpiewa
Przede wszystkim zwraca uwagę muzyka komponowana przez akordeonistę Czesława Mozila. Szaleńczy collage stylów swój niepowtarzalny klimat zawdzięcza w dużej mierze ironicznemu dystansowi, jaki ów absolwent Royal Danish Music Academy najwyraźniej zachowuje wobec świata, swojej twórczości i siebie samego. Za każdym razem jednak, czy to słuchając nagrań Tesco Value, którego Czesław Mozil jest założycielem, czy komentowanej właśnie płyty, nie ma najmniejszych wątpliwości co do osoby twórcy. I jeszcze ten wokal Czesława – zahaczający o brak umiejętności, ocierający się o fałsz, dziecinny, niedorzeczny, a przez to tak wspaniale synchronizujący z muzyką Mozila. To zarazem olbrzymi kontrast i wyzwanie rzucone paździerzowym plastikowo chrypiącym tandeciarzom czy silikonowym blond idiotkom o tak bezbarwnych głosach, że ich teledyski najwięcej zyskują na wyłączeniu dźwięku.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Al Di Meola, Consequence of Chaos
Muzyka Ala di Meoli jest doprawdy niezwykła. Bardzo dużo dla odbioru jego twórczości zależy od okoliczności – decydujących o poziomie skupienia – w jakich jest słuchana. Gdy zachodzi potrzeba rozdzielenia koncentracji, w odbiorze dominuje gitara ze swą niezwykłą barwą i niepowtarzalną ekspresją. Tak jest np. podczas jazdy samochodem, szczególnie w dłuższej trasie. Lecz gdy wszelkie bodźce zewnętrze ustaną (ciemny pokój, słuchawki na uszach), wtedy uderza niezwykłe bogactwo dźwięków, którego wcześniej nie można było wyłapać z powodu rozdzielenia koncentracji.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Rzecz o czynie niepodległościowym
Tradycje czynu niepodległościowego są w polskim społeczeństwie bardzo silne. Podczas drugiej wojny światowej jedynie Polacy stworzyli obok armii walczących u boku sojuszników oraz oddziałów partyzanckich fenomen na skalę światową – Polskie Państwo Podziemne. Szkolnictwo, sądownictwo, opieka społeczna, media – a wszystko w konspiracji.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Totalitarny liberalizm
Zachwycił mnie jeden z komentarzy do próbnej matury z matematyki. Wynikało z niego, że jeżeli za mało osób „zda” próbny egzamin, konieczne będzie obniżenie poziomu na maturze właściwej. Po pierwsze dzięki takiej postawie zapomniane już określenie „osioł patentowany” ma szanse nie tylko na renesans w wielkim stylu, ale nawet na zdobycie nowego znaczenia.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Okiem żyranta czyli co będzie z publicznym długiem?
Teoretycznie nikt przytomny nie zgodziłby się, aby osoba trzecia w jego imieniu zaciągała długi. W dodatku osoba, o której oprócz tego, co na swój temat powiedziała (i ukryła) wiadomo, że z zasady danego słowa nie dotrzymuje. No i jeszcze tak naprawdę nikt nie wie, gdzie i na jakich warunkach spłaty ów dług zostanie zaciągnięty ani też tego, na co pieniądze tak naprawdę zostaną przeznaczone.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Tekst bynajmniej nie o polityce
Aktualnie media zajmują się dostarczaniem społeczeństwu kolejnej edycji spektaklu w stylu political combat, przy czym znane z poprzednich osłon postaci coraz nieudolniej stosują swoje popisowe techniki. Pałacowe intrygi nadal konstruowane są według tego samego, oklepanego schematu „mataczenia w celu zarobienia”, zatem i koniec w postaci radosnej parady świętych krów, którym żadna rzeźnia niestraszna, też można przewidzieć. Całkiem przy tym prawdopodobne jest, że cały łomot spadnie ponownie na chroniące stado i tępych pastuszków brytany. Najgorsze w tym wszystkim są ceny biletów połączone z obecnością obowiązkową oraz to, że scenarzystami, reżyserami i głównymi aktorami tego poronionego przedstawienia są tzw. elity polityczne.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
W przewidywaniu skutków
Od wygranych w 2005 r. przez PiS wyborów wszyscy wiedzą – PiS to niekompetentne oszołomy żywiące ksenofobiczny lęk przed Unią Europejską, ostoją światłości i sprawiedliwości dziejowej. Fora internetowe zapełniały wypowiedzi, jaki to obciach, że w RP jest coś takiego jak eurosceptycyzm, bo przecież to już XXI wiek… Kulturalnej inaczej „inteligencji” nie przeszkadzało to wszelako domagać się natychmiastowej ratyfikacji traktatu lizbońskiego, wynegocjowanego przez antyeuropejskich ksenofobów z PiS – u, LPR – u i Samoobrony. Prounijny już parlament po wyborach w 2007 r. wykazał swoje wybitne kwalifikacje podpisując traktat lizboński bez czytania!
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Recenzja filmu: Apocalypto
Groza nadciąga cicho, niespodziewanie, by utopić ludzką radość w potokach krwi i łez. Przegraną walką w obronie domów niewoli serca i umysły strachem. Lecz od strachu silniejsze są miłość i nadzieja, które zmuszają do podjęcia beznadziejnej z pozoru walki.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Lustra Pustki
Wiersz o samotności.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Stanisław Michalkiewicz, Protector traditorum
Dla każdego, kto choć trochę interesuje się przeszłością i jej wpływem na teraźniejszość jest najzupełniej oczywistym, że mówiąc czy pisząc np. o drugiej wojnie światowej odwołujemy się do ogromu zjawisk jakie były jej istotą. Nikt chyba nie rozpatruje wojny wyłącznie jako sumy operacji militarnych. Coraz częściej badane są aspekty całkowicie dotąd pomijane jako mało istotne bądź ciekawe – logistyka, transport, kwestie ekonomiczne, fiskalne, społeczne, moralne, kulturowe i cała masa innych. Pominięcie któregokolwiek ze zjawisk, niejako wykreślenie z listy badań, przyniesie skutek w postaci wypaczenia obrazu wojny. Fałszywy obraz prowadzić może wyłącznie do wyciągnięcia fałszywych wniosków, a przecież nie o to chyba chodzi? Utrzymywanie tego stanu patologii poznawczej wcześniej czy później przerodzi się w zjawisko degeneracji myśli historycznej.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Kaktus
Mięsiste liście kaktusa pokrywał delikatny, biały puszek. Sprawiało to wrażenie, jakby roślinka była przyprószona śniegiem czy jakąś watą. Widok był tak uroczy, że zachęcał wręcz do pogłaskania kaktusa. Jednak każdy, kto by tego spróbował wnet by się przekonał, jaki to zły pomysł, albowiem owy, delikatny puszek, pokrywający liście kaktusa, czepiał się wszystkiego- nawet paznokci. Usunięcie go wcale nie należało do rzeczy prostych.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
Katie Melua, Piece by Piece
Kilka prostych akordów. Subtelnie rozmieszczane dźwięki wzbogacają aranżację. Fortepian, podkreślający dramatyzm. Gdzieś w tle smyczki rzewnie płaczą. I głos. Czysty, niezwykle sugestywny. Piękny, nienachalnie operujący szeroką gamą dźwięków. Spokojnie zadający trudne pytanie o murzyński rasizm i jego przyczyny. Dramatycznie narastający krzyk sprzeciwu – wciąż czysty, piękny.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
New Blog Order ;)
Oj, dawno mnie tu nie było! Ale też sporo się zmieniło w moim życiu, a skoro wpłynęło to na mojego bloga, to i czas wreszcie uporządkować te sprawy. Przede wszystkim zmienia się (ponownie) formuła strony. Ponieważ od dłuższego już czasu publikuję na dwu portalach, tedy na stronie będą pojawiały się jedynie „zajawki” tekstów z odsyłaczami, co od pewnego czasu miało miejsce w odniesieniu do portalu proKapitalizm.pl. Powracają też tagi, aby ułatwić wyszukiwanie tekstów.
Innymi słowy blog staje się przede wszystkim katalogiem informacji o moich tekstach. Zapraszam serdecznie do odwiedzania stron - teraz wystarczy kliknąć tytuł, aby się przenieść do danego tekstu.
sobota, 10 października 2009
Przewartościowania różne
Czytając uzasadnienia i komentarze poświęcone przyznaniu prezydentowi USA Barakowi Obamie pokojowej nagrody Nobla trudno nie oprzeć się refleksji, że dostał ją za to kim nie jest, czego nie zrobił i co obiecał...
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
czwartek, 8 października 2009
Geopolityka psychiatryka
Irlandczycy najwyraźniej zrozumieli, o co chodzi w bełkocie traktatu lizbońskiego, więc teraz wreszcie prezydent Lech Kaczyński będzie mógł go w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej ratyfikować. Dotąd bowiem zarówno on, jak i posłowie PiS – u deklarowali sceptyczny stosunek wobec umowy negocjowanej onegdaj przez minister Annę Fotygę.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
niedziela, 4 października 2009
Zasługi w księgach wieczystych
Na warszawskiej Woli od zmierzchu dekady gomułkowskiej stoi sobie budynek, będący integralną częścią założenia urbanistycznego, szumnie nazwanego osiedlem. W latach osiemdziesiątych władze zgodziły się na sprzedaż kilku lokali w budynku, których właścicielem uwiecznionym w księgach wieczystych był skarb państwa. Poza tym dzieje nieruchomości niczym szczególnym się nie wyróżniały spośród losów innych nieruchomości w całej PRL aż do pamiętnego roku 1989, kiedy to jak wiadomo komunizm się skończył i zaczął twórczo transformować.
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst.
czwartek, 24 września 2009
Racjonalizacja inaczej
Wydawać by się mogło, że postępująca w lawinowym tempie komputeryzacja urzędów sama w sobie poprawi jakość ich działania i pozwoli na ograniczenie liczby urzędników. Bo komputer można zaprogramować tak, aby do minimum ograniczyć skutki „radosnej twórczości” biurokratów. Okazało się jednak, że nic z tych rzeczy i urzędników stale przybywa. A że nadchodzi rok kampanii wyborczych, rząd postanowił się wykazać i zgłosił projekt ustawy o „racjonalizacji zatrudnienia w urzędach”...
piątek, 18 września 2009
Demencja absolutna
„Zbrodnia wojenna o charakterze ludobójstwa” to nowe wydanie starego „misia na miarę naszych obecnych możliwości”. Pokazuje dobitnie poziom upadku politycznego Rzeczypospolitej, która systematycznie jest spychana do roli państewka już nawet nie drugiej, lecz trzeciej a może czwartej kategorii. Polacy tracą coraz bardziej prawo do prawdy o własnej przeszłości, którą media i politycy przedstawiają jako coś wręcz niestosownego. Jakby kamieniem obrazy było, że pamięć historyczna to nie tylko czczenie bohaterów, ale również i ofiar zakrętów historii. Skoro zaś w polskiej przeszłości jest więcej ofiar niż bohaterów, to twierdzenie, iż dopominanie się o prawdę o ich losie nas „ośmiesza”, gdyż jest przejawem „zaściankowości”, bardzo dużo mówi o swoich autorach...
środa, 9 września 2009
Bitwa o wojnę
Co roku zaczyna się pod koniec lipca a kończy na początku października. Batalia o pamięć, nieprzejednana walka o historię drugiej wojny światowej. Kolejne rocznice wybuchu powstania warszawskiego, kampanii wrześniowej, agresji ZSRR, czasem nawet głośniej zabrzmią echa rzezi wołyńskiej... W zażartych dyskusjach biorą udział zarówno publicyści i historycy rozumiejący ideę prowadzenia polityki historycznej, jak i zwolennicy „jedynie słusznej wizji”, na co dzień postulujący zostawienie historii historykom, rzecz jasna o słusznych poglądach. I wreszcie całe rzesze Polaków, którym internet pozwala swobodnie dyskutować na forach.
wtorek, 8 września 2009
Bankrutujemy z humorem
No i proszę – ledwie rząd odpalił pakiet antykryzysowy, minister Grad skończył (g)ratować rodzimy przemysł stoczniowy, a już kryzys który miał nas ominąć raczył się skończyć. I chociaż media donoszą, że Polacy mają koszmarne długi, system „ubezpieczeń społecznych” stanowi ekonomiczne zagrożenie dla społeczeństwa a nieznanego pochodzenia dziura budżetowa mimo zaklęć nie znika, to już wiadomo – jest super.
niedziela, 6 września 2009
Raport z lenistwa
Aby jednak nie było, że lenię się tak do końca, czas zrobić to, co obiecywałem sobie wielokrotnie już wcześniej. Czyli trochę się pochwalić i podać linki do swoich tekstów, które ukazały się poza blogiem (tytuły działają jak linki).
Recenzje (ciągle nieruszający portal Stacja Kultura):
S. Michalkiewicz, Protector traditorum
Cz. Mozli, Czesław śpiewa (recenzja płyty)
Niestety, portal wprowadzając korektę raczył spieprzyć interpunkcję, przez co niektóre zdania brzmią co najmniej kretyńsko, na szczęście można się domyślić.
Publicystyka (portal proKapitalizm.pl):
Kanty okrągłego stołu (tekst nadesłany na konkurs portalu III RP - czas sukcesu czy zmarnowanych szans? w którym zająłem 2. miejsce - wyniki)
Samobójcza krucjata przeciw moralności
czwartek, 27 sierpnia 2009
Polemika historyczno – polityczna
Gdyby prowadzenie polityki historycznej nie miało żadnego sensu, to zapewne nikt by jej nie prowadził. Tyle, że polityka historyczna przynosi ogrom korzyści zarówno politycznych jak i materialnych, które można wymienić na polityczne. Do korzyści czysto politycznych należy konsolidacja narodu, przekładająca się zresztą na kwestie materialne. Potencjalne korzyści materialne osiągane dzięki uprawianiu polityki historycznej pojawiają się również w stosunkach międzynarodowych, często zresztą jedynie po to, aby zostać zamienione na wpływy polityczne.
Do elementarnych przykładów, gdzie potencjalne korzyści materialne są zamieniane na wpływy polityczne (i na odwrót) należą działania Niemiec i Izraela wobec Polski. Wysuwane żądania restytucji bądź zadośćuczynienia o charakterze historycznym są tym groźniejsze, że prowadzą do rewizjonizmu, w konsekwencji którego Polska staje się wręcz jedynym winnym zbrodni II wojny światowej. To, że np. ginący w komorach gazowych obozów koncentracyjnych III Rzeszy Niemieckiej Żydzi byli obywatelami polskimi, a państwo Izrael powstało wiele lat po zakończeniu holokaustu, wydaje się nie mieć znaczenia dla autorów roszczeń.
Ostatnimi czasy do grona państw aktywnie uprawiających antypolską politykę historyczną dołączyła Rosja. Zapoznając się z argumentami rosyjskich historyków wypada zadać jedno podstawowe pytanie – dlaczego dopiero teraz? Dlaczego ziejący organiczną nienawiścią do II Rzeczpospolitej ZSRR nie ogłosił rewelacji na temat sojuszu Polski z III Rzeszą Niemiecką w trakcie procesu norymberskiego, skoro potwierdzające owe rewelacje dokumenty mogły poszerzyć krąg oskarżonych i sądzonych przez Trybunał Norymberski o żyjących przywódców II RP?
Szczególną uwagę zwraca powracający stalinowski argument roku 1612. A co z udziałem Rosji w rozbiorach państwa polskiego pod koniec XVIII wieku? Podobnie można skomentować twierdzenie, że 1/3 obecnego terytorium Polska zawdzięcza Armii Czerwonej. Tyle, że dzięki tej samej armii utraciła blisko połowę swojego przedwojennego terytorium, o stratach ludnościowych nie wspominając. Jeżeli przypominanie faktów ubliża rosyjskim historykom, to świadczy to wyłącznie o nich. Wartym jest też odnotowania z dziedziny geografii historycznej fakt, że pierwej Ukraina i Białoruś jako część Wielkiego Księstwa Litewskiego weszły w skład Rzeczpospolitej Obojga Narodów, niż powstało Imperium Rosyjskie.
Historycy rosyjscy szermują argumentem o celowym zagłodzeniu przez Polaków 100 tysięcy krasnoarmiejców w 1920 r. Ciekaw jestem miejsca pochówków owych „100 tysięcy” jak również wyjaśnienia kwestii bestialstwa, z jakim w czasie wojny polsko – bolszewickiej Armia Czerwona traktowała polskich jeńców i cywili. Zresztą sposobu traktowania przez władze sowieckie powracających z polskiej niewoli czerwonoarmistów też. Wartym uwagi jest też argument walczących po stronie bolszewickiej „całych dywizji Polaków” w wojnie domowej. A co z armią Własowa, która w czasie II wojny światowej walczyła po stronie Niemieckiej – też bohaterowie? Warto również zauważyć, że sprawa Katynia dotąd nie została w pełni wyjaśniona w znacznej mierze dzięki postawie demokratycznych władz rosyjskich.
Gdyby władze polskie zdecydowały się wreszcie uprawiać politykę historyczną na korzyść Polski, powinny zacząć od podniesienia na arenie międzynarodowej grabieży, jakiej władze III Rzeszy i ZSRR (które swoją przyjaźń przypieczętowały rozbiorem II RP) dokonały w ramach „wymiany” walut na okupowanych ziemiach polskich. Niekorzystne przeliczniki oraz ograniczenie wysokości środków podlegających wymianie doprowadziły do skrajnej pauperyzacji polskich obywateli na ziemiach „wyzwolonych” przez bratnie armie dwu wąsaczy. Więc jeśli podnoszone zostają kwestie restytucji majątkowych oraz odszkodowań, to Polska też ma coś ważnego do powiedzenia.
Linki:
wtorek, 25 sierpnia 2009
Nowe kryteria podziału
Baraszkująca wieczorami w osiedlowych krzakach młodzież szkolna przypomina swym wyciem, że oto sezon ogórkowy dobiega końca i już za parę dni przyjdzie stawić czoła brutalnej rzeczywistości, tym razem już bez przemysłu stoczniowego. Nasycenie „łaciną” dyskusji wspomaganych legalnym „oktanażem” i mniej legalnym „ziołem” nasuwa podejrzenia, że oto na oczach i uszach zaspanych mieszkańców powstaje książka, której treść może nawet Doda zrozumie. Kto wie, przyszłość wielką tajemnicą jest...
Podobnie wielką tajemnicą jest wpływ „nieudanej” sprzedaży przemysłu stoczniowego na budżet polskiego państwa. Ciekawi mnie niezmiernie, czy planowane wpływy z prywatyzacji polskich stoczni były ujęte w budżecie na ten rok, względnie w planach budżetu na rok przyszły. Podobnie jak i ewentualne bankructwo polskich kontrahentów przemysłu stoczniowego. Oczywiście istnieje możliwość, że nie dojdzie do spełnienia czarnego scenariusza, ale jakoś trudno mi uwierzyć, żeby rząd w ciągu niecałego tygodnia znalazł nowego inwestora. Prędzej Komisja Europejska, która to onegdaj nakazała sprzedaż polskiego przemysłu stoczniowego, przesunie ostateczny termin prywatyzacji.
Warto już dziś pytać o ekonomiczne skutki bankructwa przemysłu stoczniowego w świetle kolejnej dziury budżetowej, którą politycy tradycyjnie łatają zaciągając kredyty pod przyszłe „dochody”. Owa tradycja łatania manka w kasie lichwiarskimi kredytami, które potem spłaca społeczeństwo, ukazuje ciągłość polityczną działań kolejnych rządów. Dodać do tego trzeba, że zaciąganie kolejnych „pożyczek” tradycyjnie tłumaczone jest dobrem społeczeństwa, które z braku kasy pozbawione dobrodziejstwa państwowej opieki socjalnej musiałoby liczyć na siebie i swoją pracę.
Tradycje socjalistyczne są niezwykle silne w polskiej myśli politycznej niezależnie od tego, do jakiej opcji ugrupowanie zostanie oficjalnie przypisane. Ciekawy jest też fenomen budowania wizerunku politycznego nie w oparciu o własne poglądy czy dokonania, ale o negację bądź afirmację cudzych. To skłania ku rewizji sensu tradycyjnego podziału polskiej sceny politycznej. Zastąpienie dotychczasowego podziałem na ugrupowania rządzące i zrzędzące, wydaje się sprawiedliwiej oddawać realia.
wtorek, 18 sierpnia 2009
Prounijni eurosceptycy
Politycy w kwestiach gospodarczych jak mantrę powtarzają słowo „prywatyzacja”. Podobnie w początkach Polski ludowej towarzysze pokroju Hilarego Minca szermowali hasłem „nacjonalizacji”. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w obu przypadkach tzw. władza uzurpuje sobie prawo do dysponowania majątkiem, który do niej nie należy. To, czy ów majątek powstał wysiłkiem jednego człowieka, niechby nawet z rodziną, czy całego narodu w niczym nie zmienia faktu, że nie jest on własnością polityków.
Tymczasem kolejne rządy „demokratyczne”, tworzone po 1989 r., majątek państwowy traktowały podobnie jak władze PRL, czyli jak chłop pańszczyźniany folwark pod nieobecność właściciela. I „prywatyzowały” w sposób, który równie dobrze można określić mianem wtórnego podziału dóbr. Ponieważ do dziś prawie cały majątek został już sprywatyzowany więc budżet został z jednej strony odciążony utrzymywaniem nierentownych zakładów, z drugiej – zasilony kasą z prywatyzacji. Tylko skąd się w takim razie biorą kolejne „dziury budżetowe”?
Rozwiązaniem „problemu” istnienia majątku państwowego byłoby jego wydzierżawienie. W takim układzie państwo zarabia na dzierżawie pozostając właścicielem. Dzierżawca martwi się tym, żeby jego działalność przynosiła zyski i nie kolidowała z prawem. No, ale do tego to politycy powinni się utożsamiać z krajem, którego obywatele im zawierzyli. Tyle, że dzierżawy ograniczyłoby zarówno wszechwładzę gospodarczą tak polityków, jak i związków zawodowych, a nikomu na tym rzecz jasna nie zależało.
I oto teraz możemy oglądać kolejną odsłonę działań „prywatyzacyjnych”. Losy polskiego przemysłu stoczniowego wróżą jak najgorzej dla tych przedsiębiorstw, które dotąd nie zostały objęte „prywatyzacją”. Zapewne wkrótce któryś z felietonistów uraczy świat odkrywczymi dywagacjami, co by było gdyby taka wpadka przydarzyła się ekipie PiS – u. Mnie natomiast do łez rozśmieszyło zasłyszane gdzieś w radiu twierdzenie, że „rząd będzie walczył o przyszłość polskich stoczni”. Mam nadzieję, że „niezależne” i „opiniotwórcze” media zrobią transmisję z tej walki prounijnego do granic możliwości rządu polskiego z Komisją Europejską, która jako faktyczne władze UE właśnie zadecydowała o losie polskich stoczni.
sobota, 15 sierpnia 2009
Masa krytyczna biurokracji
Odkąd urzędy zaczęły „tworzyć” dokumenty, zidiocenie w Polsce osiągnęło poziom, o którego wysokości PKB czy indeksy giełdowe mogą jedynie pomarzyć. Ponieważ praca twórcza dla jednostek o ograniczonej refleksji jest wyzwaniem ponad siły, sposób wskazało staropolskie przysłowie „co dwie głowy, to nie jedna”. Dzięki jego zastosowaniu w praktyce możemy podziwiać z jednej strony ciągłe mnożenie urzędów i urzędników, z drugiej zaś – płodów ich twórczej bezmyślności względnie bezmyślnej twórczości, jak kto woli.
Bogactwo urzędów, które miast rozwiązywać częściej generują trudności, oznacza problemy finansowe instytucji bądź gałęzi gospodarki, nad którymi owe urzędy sprawują kontrolę. Przykładem może być sytuacja w tzw. resorcie ochrony zdrowia, gdzie bizantyjski przepych pałaców ZUS i NFZ poprzez kontrast wspaniale podkreśla bankructwo zadłużonych do granic możliwości szpitali. Odpowiedzialnych jak zawsze brak, podobnie jak logicznej refleksji czy konstruktywnych planów rozwiązania problemu. Chyba, że za takowe uznać pomysły na podniesienie wysokości składki przy jednoczesnym wprowadzeniu odpłatności „ubezpieczonych” za „procedury medyczne”. Konsekwencją takiego podejścia powinna być blokada stadionów piłkarskich przez strajkujące pielęgniarki, co zresztą w socjalizmie z „ludzką twarzą” gołej d... nie jest wcale pozbawione głębszego sensu.
Zresztą i tak nie to jest najważniejsze. Wygląda bowiem na to, że przy wsparciu bratniej biurokracji UE generujące horrendalne koszty urzędy wkrótce mogą wykreować taką „dziurą budżetową”, że żaden system tego nie wytrzyma. Osiągnięcie masy krytycznej, gdzie nie będzie już komu utrzymywać pasożytniczej biurokracji roszczącej sobie prawo do kontroli wszystkich i wszystkiego wydaje się coraz bliższe. Czy biurokracja zachodnia przetrwa dłużej niż nasza, tego nie wiadomo, ale losy PRL i ZSRR napawają optymizmem, że i tym razem nie.
Paradoksalne w tym wszystkim jest to, że dopiero „demokracja” i „kapitalizm” made in UE pozwolą doświadczalnie sprawdzić twierdzenie socjalistycznego rzecznika Jerzego Urbana, że „rząd sam się wyżywi”.
środa, 12 sierpnia 2009
Patriotyczna blotka?
Władze Ukrainy, które ogłosiły rok 2009 „Rokiem Stepana Bandery”, ideologa odpowiedzialnego za 150 tysięcy bestialsko pomordowanych polskich, ormiańskich i żydowskich cywili, przedstawiają „Rajd śladami Stepana Bandery” jako „prywatną inicjatywę”. Ze strony polskiej godny odnotowania jest fakt, że odmowy wjazdu nie komentował patriotyczny prezydent, liberalno – demokratyczny premier, waleczny minister spraw zagranicznych ani „przyjaciel kibiców” – minister spraw wewnętrznych PO.
Tymczasem nad Ukrainą, a konkretnie jej probanderowskimi władzami, zaczęły się zbierać czarne chmury. Prezydent Rosji Miedwiediew raczył opieprzyć prezydenta Wiktora Juszczenkę przed całym światem. W związku z tym prezydent Juszczenko kaptując stronników nie opieprzył władz RP – Ludowej za niewpuszczenie rajdu śladami bandyty, właśnie ogłaszanego na Ukrainie „bohaterem”. Mało tego, zgodził się na „odkrycie” grobów polskich obywateli pomordowanych przez NKWD oraz stosownej dokumentacji, którą zresztą obiecał się przekazać stronie polskiej. Strona rosyjska z kolei tradycyjnie odmawiając przyznania się do odpowiedzialności za to i owo, grozi przykręceniem kurka z gazem. Rzecz jasna nie bratniej Rzeszy Niemieckiej, tylko buforowej swołoczy, której patriotyzm jak dawniej jest blotką w pokerze potęg dominujących.
Pytanie, czy w zaistniałych okolicznościach Polacy znów poprą banderowców z kijowskiego majdanu, czy też wybiorą gaz w kuchenkach i grzejnikach? No, ale któż może przewidzieć łaskę pańską, co to na pstrym koniu jeżdżąc różne SMS – y wysyła...
piątek, 7 sierpnia 2009
Głupie komentarze mądrej decyzji
I tak jako motyw przewodni odmowy Tomasz Siemoniak (MSWiA) podał „podejrzenia”, że wnioski złożone konsulowi nie odpowiadały rzeczywistemu celowi pobytu tej grupy ale też zaraz dodał, że nie oceniamy poglądów obywateli innych państw, którzy chcą wjechać na terytorium RP. Sekundowała mu wiceminister spraw zagranicznych Grażyna Bernatowicz, dla której od losu bestialsko pomordowanych ofiar OUN – UPA najwyraźniej ważniejsze jest nasze wsparcie i pełne poparcie dla aspiracji euroatlantyckich Ukrainy. Szkoda, że p. Siemoniak nie raczył wyjaśnić skąd się wzięły i na czym polegały owe „podejrzenia”, będące przyczyną odmowy, ani też jaki, w świetle „podejrzeń”, był rzeczywisty cel pobytu tej grupy. Z kolei łącząc wypowiedzi p. Bernatowicz i p. Siemoniaka dowiadujemy się, że są kwestie ważniejsze, niż ludobójstwo Polaków i jeśli grupa poda „rzeczywisty cel pobytu”, to zgodę dostanie, bo przecież nikt nie będzie oceniał poglądów obywateli innych państw, którzy chcą wjechać na terytorium RP. Komentarz Andrzeja Talagi (z – cy redaktora naczelnego „Dziennika”) jednoznacznie potwierdza ową hipotezę ukazując rajd jako prywatną inicjatywę grupy osób, a Polska nie powiedziała, że nie wpuszcza ich dlatego, że są neobanderowcami. Zapewne co innego, gdyby byli na przykład neonazistami, niechby nawet byłymi.
Poseł Karpiniuk Sebastian z kolei zaleca, aby we wspólnej historii szukać tego, co nas łączy, nie wywołując błędnych, historycznych resentymentów ani innych złych, historycznych emocji. Radzi też, aby młodzież obu narodów szukała wspólnego dziedzictwa historycznego. Najwyraźniej do łba mu nie przyszło, że krew ofiar OUN – UPA również jest częścią łączącego oba narody „wspólnego dziedzictwa historycznego” a domaganie się sprawiedliwości dla ofiar nie zawsze jest „błędnymi historycznymi resentymentami” tudzież „złymi emocjami”. Zresztą może myśleć, co mu się tam uroi, ale skoro jako polski poseł tak postrzega zakatowanie ok. 150 tys. obywateli polskich, to cóż jako człowiek konsekwentny zrobi spotkawszy Jana Tomasza Grossa na zgliszczach pewnej stodoły w Jedwabnem?
Tyle urzędnicy państwowi, którzy jak wiadomo muszą się odznaczać innymi zaletami, niż kompetencje. Kiedy jednak zaczęło dyskutować dwu „dziennikarzy”, z których jeden był cytowanym wcześniej Andrzejem Talagą, zrobiło się ponuro. Obaj panowie wspólnie doszli do genialnego wniosku, że skoro Stepan Bandera w czasie mordów siedział w obozie koncentracyjnym, to jest za nie odpowiedzialny tylko „ideologicznie”. I znów bezmyślność w pełnej krasie, bo czyż stworzenie ideologii nawołującej do mordowania na tle narodowościowym umniejsza jego rolę, która można zdefiniować jako „sprawstwo kierownicze”? Mało tego, to nie było zwykłe morderstwo, ale ludobójstwo dokonywane ze szczególnym okrucieństwem. I proszę mi nie wmawiać, że Bandera walczył z państwem polskim. W okresie, w którym jego bandyci swobodnie hulali miast dotrzymywać mu towarzystwa, państwo polskie na terenach działalności OUN – UPA faktycznie nie istniało! Brednia totalna, równa twierdzeniu, że „Hitler mordując Żydów walczył z Izraelem”.
„Uroczo” wyglądają w kontekście losu ofiar ludobójstwa ukraińskiego twierdzenia, że renesans jego ideologi nie stanowi problemu, gdyż Bandera nie jest kultywowany na całej Ukrainie a większość społeczeństwa ukraińskiego odrzuca ten nurt historii. Faktycznie „odrzuca”, ale nie jakiś „nurt historii”, tylko prawdę o historii. Czym zatem jest nadawanie przez oficjalne władze imion szczególnie bestialskich dowódców UPA szkołom, placom i ulicom, skoro nie jest „kultywowaniem”? Trzeba też być kompletnym analfabetą historycznym, żeby beztrosko powtarzać brednie zrównujące polskie ofiary ukraińskiego ludobójstwa z „Akcją Wisła”, której głównym celem było rozbicie bandyckiego OUN – UPA, a w dalszej części repatriacja (ale nie eksterminacja) ludności ukraińskiej. A tak przy okazji – czy takie zestawianie nie jest ze strony ukraińskiej próbą rehabilitacji OUN – UPA? Podobnie zresztą, jak Jeremiego Wiśniowieckiego, który krwawo bo krwawo, ale bronił ojczyzny przed siłami, które nawiasem mówiąc ludności ukraińskiej wcale nie traktowały lepiej niż Żydów czy Lachów.
Gdyby przypadkiem wymienieni powyżej zainteresowali się ciągle jeszcze obowiązującą Konstytucją RP, to w Artykule 13 delegalizuje ona występowanie w Polsce partii politycznych i innych organizacji, które odwołują się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową. Czyżby z jakiś przyczyn ukraińskie ludobójstwo dokonane na polskiej, ormiańskiej i żydowskiej ludności cywilnej oraz organizacja rajdów, upamiętniających ich ojca „ideologicznego”, nie stały w sprzeczności z owym artykułem?
A swoją drogą – czy to nie zastanawiające, że w owej „konstruktywnej dyskusji merytorycznej” nie wypowiedział się żaden zajmujący się tematyką banderowską historyk?
czwartek, 6 sierpnia 2009
Symulanci zdrowia
Mania wielkości jest chorobą, która atakuje społeczeństwo coraz skuteczniej. O ile jednak pijany menel owładnięty manią jest postacią tragikomiczną, o tyle, gdy dotyka ona osób mających realny wpływ na politykę i gospodarkę, przestaje być wesoło. Tym bardziej, że nader często w ich przypadku występuje uodpornienie na wszelką racjonalną krytykę i argumentację. Całość skutkuje oderwaniem od rzeczywistości, błędną oceną faktów i fałszywymi wnioskami.
Weźmy dla przykładu takich „działaczy ekologicznych”, którzy onegdaj wsławili się blokowaniem inwestycji drogowych. Nie wiedzieć czemu uznali oni, że przyroda bez nich sobie nie poradzi z kolejną drogą i nastąpi kolejne zlodowacenie, a całe życie organiczne na Ziemi szlag trafi. Do głów im nie przyszło, że w dziejach naszej planety okresy zlodowaceń są czymś naturalnym, podobnie jak i to, że natura od tysięcy lat radzi sobie z różnymi formami nie zawsze mądrej działalności człowieka. Nie raczyli przy tym zauważyć, że prawdziwym problemem, stanowiącym zagrożenie dla wszystkich ekosystemów, stanowią TIR – y. Jakoś żaden ekolog nie zaprotestował przeciwko rozjeżdżającym i tak już kiepskie polskie drogi tabunom olbrzymich ciężarówek. Hałas i smród to tylko jedna strona medalu. Drugą stanowi część kierowców TIR – ów i ich wyczyny, z rozsądkiem, przepisami, wyobraźnią czy kulturą nie mające nic wspólnego. No, ale przecież skądś trzeba czerpać fundusze na walkę z globalnym ociepleniem, więc i TIR – y i „czerwona fala” na sygnalizatorach głównych ulic miast najwyraźniej mają swoje uzasadnienie ekonomiczne.
To jednak i tak drobne zmartwienie wobec polityków wszystkich opcji, którzy licytują się, kto więcej wyciśnie od podatników „walkę z biedą”. Gdyby miarą oceny bogactw naturalnych Polski były przepojone duchem socjalizmu programy polityczne, to na pierwszym miejscu znalazłaby się bieda. Jest ona tak cenna dla socjalistycznej gospodarki, że kolejne ekipy rządzące raczej złupią ze skóry podatników, niż zatroszczą się o to, aby była uczciwa praca i jak najmniej biedy. No, ale w końcu jeśli wierzyć mediom, to populizm jest domeną środowisk prawicowych, w szczególności zaś tych, które na bogactwo każą zapracować.
Ostatnio ofiarą manii wielkości stała się minister zdrowia Kopacz Ewa, której sodówka uderzyła do głowy po wprowadzeniu dla ubezpieczonych odpłatności za „procedury medyczne”. Ostatnio pani minister postanowiła wyposażyć ZUS w nowe uprawnienia. Specjalni funkcjonariusze ZUS będą sprawdzać, czy chory jest chory, czy leży zgodnie z zaleceniami i czy wykupił przepisane leki. Ponieważ jednak na receptach brak wskazań, gdzie należy odbywać kurację, jak również nigdzie nie ma zapisanego obowiązku wykupywania przepisanych leków i wpuszczania kontrolerów ZUS - u, więc najwyraźniej mamy do czynienia z tresowaniem społeczeństwa do permanentnej inwigilacji ze strony urzędów.
W porównaniu z wszechogarniającą manią wielkości wszelkie świńskie czy ptasie grypy to jedynie dziecięce igraszki. To zwalczaniem manii wielkości, jako prowadzącej do kompletnego skretynienia powinna się zająć służba zdrowia. No ale cóż, skoro minister najwyraźniej też symuluje zdrowie a na stosowną kontrolę nie ma co liczyć.
poniedziałek, 3 sierpnia 2009
Buraki gniją, ryby się psują
W PRL – u krążył taki dowcip: Co się zbiera, gdy buraki zgniją na polu? Plenum. Ten dowcip nieodmiennie nasuwa mi się, gdy słucham kolejnych rewelacji, jak to ZUS pogoni symulantów. Rzecz jasna nikt nie lubi oszustów i trudno mieć zastrzeżenia do samej akcji. Jednocześnie jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że ZUS, czego by nie powiedzieć – instytucja nie słynąca z gospodarności, przeraził się w tym momencie konkurencji. O kontroli wydatków ZUS i Ministerstwa Zdrowia jakoś nie słychać. No, ale kto normalny strzela sobie w kolano.
Warte podkreślenia w całej sprawie jest to, że akcja „kontroli” ubezpieczonych zbiegła się w czasie z „komercjalizacją” służby zdrowia, w której nikt na razie nie wie dokładnie, ile i za jakie „procedury medyczne” zapłaci ubezpieczony. Za to można przypuszczać, że „zaoszczędzone” w ten sposób pieniądze w pierwszej kolejności zasilą konta bankowe kontrolerów ZUS – u.
Żeby było weselej UOKiK nałożył na, jakże by inaczej – NFZ karę w wysokości 1,1 miliona złotych za łamanie zasad konkurencji przy zawieraniu kontraktów na świadczenia medyczne. Kto w rzeczywistości zapłaci ową karę i pokryje inne wydatki urzędasów związanych ze „służbą zdrowia” (a o chorych ani słowa), pozostawiam domyślności czytelników.
No cóż, nie od dziś wiadomo, że resort zdrowia czasy świetności ma dawno za sobą. Widać rację miała szlachta, która twierdziła, że jaki pan, taki kram. Inne powiedzenie dawnej szlachty głosiło, że ryba psuje się od głowy, co zwolennikom kolejnych kontroli polecam jako wytyczną.
Linki:
sobota, 1 sierpnia 2009
Triki polskiej polityki
O tym, że w Polsce do zostania politykiem nie trzeba wielkich kwalifikacji każdy może się przekonać osobiście. Wystarczy włączyć jakiś serwis informacyjny, program publicystyczny czy – wersja dla miłośników ekstremy – transmisję obrad sejmu. Żeby jednak nie było, że bycie politykiem jest tak banalnie proste, przyznać trzeba, że konieczne jest opanowanie pewnych umiejętności, wymagających nielichych predyspozycji moralnych.
Pierwszą z nich jest nęcenie. Chodzi w nim o znęcenie możliwie najszerszego elektoratu różnymi obietnicami, czyli obiecywaniu wszystkim wszystkiego. W nęceniu niezwykle ważne jest, aby umieć wykpić obietnice konkurencji, a jeżeli obiecuje ona dokładnie to samo, to udowodnić, że nasza obietnica jest korzystniejsza. Oprócz tego w nęceniu ogromną rolę odgrywa umiejętność zaprzeczania złożonym w kampanii obietnicom tudzież udowadnianie, że na ich realizacji elektorat więcej straci, niż zyska.
Drugą umiejętnością, jeśli już elektorat został skutecznie zanęcony i wybrał nas na z góry upatrzone stanowisko, jest mądre bredzenie. Chodzi mniej więcej o to, aby z mądrą miną bredzić na każdy temat, jak nie przymierzając Najwybitniejszy Noblista Wśród Stoczniowców (i nie tylko). Dobrze jest, jeżeli brednie będą podchwytywane przez media. Wtedy można wyrobić sobie opinię błyskotliwego, kontrowersyjnego lub znaczącego na polskiej scenie polityka, co w przyszłości znacznie ułatwi nęcenie na następna kadencję.
Wszelako najważniejszą sprawnością polityka jest opanowanie tzw. manewrów napoleońskich. No bo wiadomo, każdy chciałby pożyć, a przy takiej okazji łatwo zrobić coś, czego elektorat może nie zaakceptować i nie wybaczyć. I tu w sukurs przychodzą manewry napoleońskie, których zadaniem jest odwrócenie uwagi elektoratu od spraw istotnych ku sprawom mniej istotnym. Dzięki skutecznie przeprowadzonym manewrom napoleońskim można przeprowadzać różne „dochodowe” pomysły, typu kryzysowe 71 milionów zł na nagrody dla urzędników miejskich, komercjalizację państwowej służby zdrowia bądź też sprzedać bez zapłaty stocznie nie wiadomo komu.
Manewry napoleońskie występują w trzech odmianach, które oferują szeroki wachlarz możliwości. Pierwszą odmianą, z racji wieloletnich tradycji, są zadymy. Pałowanie zawsze wzbudzało ogromne emocje społeczne. Warto przy tym tradycyjnie pałowanych post factum obrzucić błotem i wyzwiskami. Zadymy nadto stwarzają władzy możliwości wprowadzenia przepisów godzących w wolność jednostki, często sprzecznych z konstytucją, i to przy pełnej akceptacji społecznej. Ot, chociażby nowe prawo o bezpieczeństwie na stadionach, przekazujące władzom klubów sportowych prawa dotychczas zastrzeżone dla dla instytucji państwowych. Co ciekawe, nikt z admiratorów tegoż prawa nie wspomina ani słowem o tym, jak i za co krytykował sądy dwudziestoczterogodzinne.
Drugą odmianą manewrów napoleońskich jest kierowanie debaty na tematykę drażliwą społecznie. W Polsce jest spory wybór takowej tematyki: aborcja, in vitro, małżeństwa homoseksualne, adopcje dzieci przez te małżeństwa itd., a ostatnio doszło prawo do posiadania broni. Ten ostatni temat jest o tyle ciekawy, że akurat na dniach opracowywana jest nowelizacja ustawy o policji i teraz będzie mogła strzelać bez ostrzeżenia, jeśli poczuje się „zagrożona”. Ponieważ nie wiadomo właściwie, na czym owo zagrożenia ma polegać, w takim kontekście dyskusja nad pomysłem uzbrajania społeczeństwa wygląda doprawdy kuriozalnie.
Trzecia odmiana jest stosowana, kiedy żadną miarą nonsensu danej inicjatywy ukryć się nie da. Wtedy w sukurs przychodzą eksperci i sporządzane przez nich ekspertyzy. Najlepiej, żeby byli to eksperci „niezależni”, co trzeba mocno akcentować tym bardziej, że nikt nie wie od czego są właściwie „niezależni” ani też, w czym i dlaczego są lepsi od ekspertów „zależnych”.
Przykładem trzeciej wersji manewru napoleońskiego jest reforma programowa szkolnictwa, sygnowana przez minister edukacji Katarzynę Hall. Oto w publikacjach dotyczących tejże reformy najpierw wraz z grupą ekspertów opisują, jak rozciągnięcie obowiązku szkolnego oraz obniżenie wymagań na maturze obniżyło ogólny poziom wykształcenia młodego pokolenia. Teraz maturę zdają osoby, które dawniej nie miały szans na wyjście poza szkolnictwo zawodowe, potem idą na studia... To nie kryzys, to rezultat, można podsumować za Stefanem Kisielewskim.
Publikacja jest dostępna w internecie, więc nie ma sensu jej streszczać. Warto jednak zwrócić uwagę na kluczowy argument w sprawie reformy. Oto, jak konstatują eksperci, nowa organizacja kształcenia pozwoli uczniom osiągnąć poziom, którego oczekiwaliśmy od absolwentów liceów w latach ich świetności (t. 4, s. 9). Szkoda, że eksperci pod wodzą minister Hall nie zaczęli od wskazania źródeł owej minionej świetności, która przejawiała się niebotycznym poziomem oraz osób odpowiedzialnych za obecny stan rzeczy. Mieliby znacznie mniej pracy przy wyważaniu drzwi otwartych na oścież. Ale – kto to zauważy, skoro wypowiedzieli się eksperci?
Linki:
sobota, 25 lipca 2009
O KDT bez emocji
Poruszenie tematu pacyfikacji KDT wywołuje olbrzymie emocje. Gdy to uczyniłem w tekście Drożej żyje się lepiej, spotkałem się z zarzutami, że popieram i bronię łamiących prawo kupców z KDT. Czuję się w obowiązku wyjaśnić swoje stanowisko w tej sprawie.
Nie bronię i nie popieram kupców z KDT. Nigdy nie uważałem Placu Defilad za właściwe miejsce do stawiania targowisk. Przypominam też, że awantura wokół KDT jest rezultatem wcześniejszych wyborów i czy się to komu podoba, czy nie, jest też potwierdzeniem powiedzenia, że żaden dobry uczynek nie pozostanie bezkarny, szczególnie bezinteresowne popieranie polityków.
Zdecydowanie sprzeciwiam się metodom rozwiązania sporu. W moim odczuciu obie strony konfliktu dały żenujące widowisko rodem z piaskownicy. Tym niemniej od władzy należałoby oczekiwać, że w rozwiązywaniu sporów argument siły nastąpi po fiasku siły argumentów, nie zaś odwrotnie. Podpieranie się twierdzeniem przedstawiającym przemoc jako jedyny środek „egzekucji prawa” pod znakiem zapytania stawia kompetencje urzędników. Nadto należy postawić pytanie, jakie jeszcze prawa i na czyje polecenie w ten właśnie sposób będą „egzekwowane”?
Zwracam uwagę na skutki likwidacji KDT przed oddaniem do użytku kupców nowego miejsca w uzgodnionej lokalizacji . Takie postępowanie oznacza (w założeniach czasową) likwidację tańszej alternatywy dla centrów handlowych. Innymi słowy – władza swym działaniem ograniczyła prawa wyboru konsumentów, w tym również moje, przeciwko czemu mam prawo protestować.
Ważniejsze moim zdaniem było i jest to, co awantury na Placu Defilad oraz płomienne dyskusje zagłuszyły. Po pierwsze są to ciągłe niejasności wokół sprzedaży polskich stoczni. Po drugie – komercjalizacja publicznej służby zdrowia, która nadal ma być utrzymywana z budżetu, czyli de facto – kieszeni podatnika. Po trzecie – udzielenie policji prawa strzelania bez ostrzeżenia w „poczuciu zagrożenia”, bez definiowania na czym owo „zagrożenie” ma polegać. Po czwarte – planowane 71 milionów zł na nagrody dla miejskich urzędasów w Warszawie, co w czasach tzw. kryzysu i „oszczędności budżetowych” zakrawa na kpiny ze społeczeństwa. Podziw z jednej, a niepokój z drugiej strony budzi fakt, jak łatwo można odwrócić uwagę ludzi od spraw naprawdę istotnych, których koszty przecież tak czy owak poniosą. I temu między innymi poświęcony był tekst Drożej żyje się lepiej.
Linki:
http://www.dziennik.pl/polityka/article418135/Tak_zmieni_sie_polska_sluzba_zdrowia.html
http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news/kdt-bezprawie-w-majestacie-prawa,1342155
http://biznes.onet.pl/nasz-dziennik-isd-topi-stocznie-gdanska,18490,3023615,1,prasa-detal
http://hgw-watch.pl/2009/07/se-o-nagrodach-w-nowym-regulaminie.html
czwartek, 23 lipca 2009
Drożej żyje się lepiej
Ostatnie dni zdominowały informacje z frontu batalii o handel, jaki w iście sowiecko – hitlerowskim stylu zaserwowała nam Hanna Gronkiewicz – Waltz. Najpierw pałowanie, potem godzina na spakowanie maneli i wypad. Szczególnie uroczo wyglądają tłumaczenia owej godziny „ograniczonym zaufaniem”. A gdyby tak ową zasadę rozszerzyć i politykom wszelkiego szczebla przez pierwsze trzy lata płacić najniższą gwarantowaną pensję, a jak się sprawdzą, to wtedy podnieść? Pomarzyć dobra rzecz, ale na razie dzięki „liberalnej” prezydent z „liberalnej” PO wiemy już, że trzeba przepłacać, by żyło się lepiej.
Tymczasem w cieniu bijatyk na Placu Defilad prezydent Kaczyński podpisał ustawę komercjalizującą służbę zdrowia. Czy podpisze ustawę rehabilitującą Beatę Sawicką, nie wiadomo, ale że sprawiedliwość społeczna bliska jest i „liberałom” i „prawicy” – to rzecz pewna. W skrócie bowiem pomysł minister Kopacz sprowadza się do tego, że pacjenci będą płacić rachunki za usługi finansowane z budżetu, czyli ich podatków. Ci, którzy zarabiają dużo i płacą duże składki będą płacić tyle samo co ci, którzy zarabiają mało, składki płacą minimalne i jeszcze dostają specjalne bony, które ktoś przecież musi sfinansować. Na to, żeby cena i ilość „usług medycznych” finansowanych z budżetu zależały od wysokości wpłaconych składek (łatwo to wyliczyć), nikt nie pomyślał. O obniżeniu składek też, bo przecież trzeba przepłacać, by żyło się lepiej.
Rzecz jasna istnieje zagrożenie, że stado baranów zirytowane takim „liberalizmem” znów złapie taczki i paru łachmytów wywiezie. W przewidywaniu takich wypadków policja już może strzelać bez ostrzeżenia, gdy tylko poczuje się zagrożona. Co ma robić obywatel, gdy poczuje się zagrożony widokiem umundurowanego buraka z bronią, nie wiadomo. Ale przecież żyje się lepiej, choć drożej.
Linki:
http://www.dziennik.pl/polityka/article418135/Tak_zmieni_sie_polska_sluzba_zdrowia.html
poniedziałek, 20 lipca 2009
Garbate herezje
Kiedy Rzecznik Praw Obywatelskich skutecznie zaskarżył do lokalnego Trybunału Konstytucyjnego przepis, nakazujący ściganie i karanie osób, oskarżających Polaków o udział w zbrodniach hitlerowskich Niemiec czy sowieckich socjalistów, dokonał legalizacji stanu faktycznego. Szkoda tylko, że nie wpadł na pomysł, aby Niemcy, Ukraina, Izrael i inne państwa wpisały do swoich konstytucji, że Polacy też mają prawo do własnego zdania, również na tematy historyczne. Tak się jednak nie stało i skutki możemy obserwować na każdym kroku, szczególnie jeśli nasze poglądy nie zostały zatwierdzone przez Ministerstwo Prawdy, czyli tzw. salon polityczno – biznesowo – medialno – towarzyski. I tak mamy do czynienia z sytuacją, gdy Mariusz Kamiński z PiS jest atakowany jako antysemita przez brytyjskiego rabina, zaś nieżyjący działacz PZPR, propagującej nienawiść klasową, ma swoją salę w PE i jest patronem nagród. Najwyraźniej można popełniać różne „błędy” i różne mieć racje, ale i tak o ich ostatecznym osądzie decyduje nie ilość, lecz przynależność etniczna ofiar.
Dzięki powyższemu media opiniotwórcze wyjątkowo niezależnie i zgodnie 16 lipca raczyły przemilczeć wystąpienie Nigela Farage'a. No, ale z drugiej strony – jak tu emitować takie herezje? Przecież Farage dość jednoznacznie wskazał, że obietnice UE są nic nie warte i zmierza ona prostą drogą ku nowemu Związkowi Radzieckiemu. A skoro UE łamie dobrowolnie przyjęte przez siebie zasady, wręcz afiszuje się ze swą hipokryzją, to łatwo można sobie wyobrazić jak potraktuje gwarancje, ochoczo udzielone Irlandii. Zresztą mniejsza z tym, ważniejsze jest, że jeśli wierzyć propagandzie, to UE buduje nowy sojuz pod przewodem większości parlamentarnej. A że do owej większości spośród polskich europosłów zaliczają się lansowani przez media „liberałowie” i „socjaliści”...
Ale przecież nikt nie będzie miał pretensji do garbatego, że ma dzieci proste. I tylko Polacy, jako od 1000. lat obciążeni dziedzicznym antysemityzmem muszą zostać poddani surowej resocjalizacji.
Link:
http://www.prokapitalizm.pl/panie-buzek-walczyl-pan-z-zsrr-a-teraz-buduje-pan-nowy-zsrr-video.html
czwartek, 16 lipca 2009
Ludzie listy piszą
Politycy Europy Środkowo – Wschodniej, w tym Polski, podpisali list do prezydenta USA. W liście tym „ubolewają” nad zaniedbaniem regionu przez obecną administrację USA. Oprócz banalnych rad dotyczących podstaw polityki z Rosją „wywierają nacisk”, aby rząd USA potwierdził i umocnił swoje zobowiązania w zakresie bezpieczeństwa Europy Środkowo – Wschodniej. Zachowując powagę minister Sikorski zażartował, że Białemu Domowi trzeba przypominać o tej części globusa, chociaż powinien wiedzieć, że to pierwszy tego typu list. Ale mniejsza z tym.
Istotne bowiem jest to, czego w newsach zabrakło. Po pierwsze – wyjaśnienia na czym polega owo „zaniedbanie regionu” czynione przez amerykańską administrację? Po drugie – na czym miałoby polegać owo „zainteresowanie”? Po trzecie – dlaczego USA mają bronić bezpieczeństwa w tym regionie, skoro wokół sami przyjaciele? A jeżeli jednak nie, to czy nie warto zrewidować polityki obronnej kraju?
Tym bardziej, że Niemcy i Rosja nie czują się zagrożone, czemu dały wyraz nie podpisując owego listu. Mało tego – zarówno Niemcy jak i Rosja zgodnie budują Gazociąg Północny, a Południowy pewnie też nie mniej zgodnie. Z tym „bezpieczeństwem”, to też żart, bo przecież USA nie zapewni ochrony „odczuwającym zagrożenie” policjantom, i muszą sami strzelać do kierowców.
Linki:
http://www.polskieradio.pl/iar/wiadomosci/artykul106255.html
http://wyborcza.pl/1,91446,6829645,Ekspert__Obama_nie_moze_zignorowac_listu_od_liderow.html
środa, 15 lipca 2009
Polityczna dziura w ...
Zwykły śmiertelnik, jak mu się rachunki nie zgadzają, to zaczyna poszukiwać przyczyn owej niezgodności. Nader często samo jej znalezienie albo likwiduje ową niezgodność, albo wskazuje sposób jej usunięcia. Tymczasem polityk, jak mu się rachunki nie zgadzają, rozpoczyna kampanię na rzecz programu naprawczego czy innej bzdury. Tak stan rzeczy jasno pokazuje, że aby być politykiem nie trzeba kwalifikacji czy intelektu, ale innych zalet. Dzięki temu też to, co normalnie nazywa się mankiem w polityce nosi szumne miano dziury budżetowej. I chociaż zarówno w manku jak i dziurze budżetowej stan kasy jest mniejszy, niż być powinien, to w przypadku dziury nikt nawet nie usiłuje wskazać przyczyn jej powstania. Choć wystarczyłoby przejrzeć rachunki.
A wracając do naszych baranów, czyli aktualnej dziury budżetowej. Jeszcze kilka dni temu stanowiła ona główny temat dyskusji politycznych i rozmów towarzyskich, a kiedy rząd ogłosił projekt nowelizacji budżetu – zaległa taka krępująca cisza.
Ciszę medialną nad propozycjami rządu tłumaczy po części fakt, że większość cięć odczuje społeczeństwo tak przywiązane do socjalizmu. Nie ma natomiast słowa o ograniczeniu pasożytniczej biurokracji czy likwidacji całkowicie zbędnych organizacji typu straż miejska. Trudno przy tym odmówić słuszności argumentacji, że skoro obniżane są wydatki, to i podatki też powinny zostać zmniejszone. Na koniec pozwolę sobie przypomnieć, że to właśnie PO reklamowała się onegdaj jako partia specjalistów w pozyskiwaniu funduszy unijnych. Gdzież oni teraz, na zasiłkach?
Linki:
http://biznes.interia.pl/news/najbardziej-ucierpia-rodziny,1339357
wtorek, 14 lipca 2009
Dysonans poznawczy
O tym, że polscy politycy to osobowości nieszablonowe, wie chyba każdy. Zapewne temu zawdzięczamy, że tzw. prawica ma program socjalistyczny, lewica zajmuje się budowaniem nowej burżuazji, zaś liberałowie gospodarczy wprowadzając etatystyczno – biurokratyczny socjalizm, którego celem jest powszechna kontrola wszystkiego i wszystkich. Populiści mają programy, a poważne ugrupowania – hasła wyborcze.
Osoby dysponujące ową wiedzą tajemną nie będą miały problemów ze zrozumieniem znaczenia działań protegowanego przez opozycyjny PiS rzecznika praw obywatelskich, który realizując obietnice wyborcze rządzącej PO słusznie zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego podatek progresywny. Nie będą też zapewne zdziwione, gdy rządząca ekipa liberałów gospodarczych odetchnie z ulgą po odrzuceniu wniosku RPO przez TK, uzasadnionym konstytucyjną zasadą sprawiedliwości społecznej.
Wszystkim innym grozi dysonans poznawczy mogący się objawić niską frekwencją w wyborach. Tym bardziej, że PO zapowiada „spektakularne akcje” socjalne typu „żłobek w każdej gminie” (winno być „żłoby w każdej gminie”), a nocami cichcem prywatyzuje stołeczny SPEC. W wymiarze praktycznym tłumaczy się to tak: wsadzimy do firmy naszych ignorantów, pozwalniamy wszystkich specjalistów i założymy sieć biur, które będą się zajmowały ustalaniem, kto powinien naprawić usterki, i dlaczego nie SPEC. Tak przynajmniej działa radna miejska Maria Łukaszewicz.
Tymczasem na marginesie owych oberków sezonu ogórkowego dzieją się rzeczy poważne i niepokojące. Oto bowiem orzeczeniem Najwyższego Sądu Administracyjnego do niewiadomego pochodzenia dziury budżetowej trzeba doliczyć, bagatela, 10 miliardów złotych. Tyle bowiem będzie musiał zwrócić fiskus niesłusznie pobranej akcyzy za energię elektryczną. To znaczy akcyza sama w sobie jest słuszna, tyle że do budżetu odprowadzali ją nie ci, co trzeba. Tego, że tak czy siak płacili konsumenci, NSA pod uwagę nie wzięło. I tak podatnicy zwrócą za niesłusznie pobraną od konsumentów akcyzę. I to się nazywa sprawiedliwość społeczna.
Linki:
http://www.prokapitalizm.pl/dziura-budzetowa-bez-dna.html
http://hgw-watch.pl/2009/07/lepiej-sie-platformie-gosuje-pod-osona.html
niedziela, 12 lipca 2009
Przyczynek do beatyfikacji PO
Polska, jak wiadomo, krajem przesadnie normalnym nie jest, zatem i realizacja obietnic wyborczych do zadań łatwych nie należy. Konwencjonalnymi metodami, takimi jak zmiany przepisów i działania ekonomiczne, osiągnąć się tego nie da. Tedy stosowane są metody niekonwencjonalne, a wiele wskazuje na to, że mistrzostwo w tej dziedzinie osiągnęła Platforma Obywatelska.
Weźmy dla przykładu złożoną w 2007 r. obietnicę budowy w Polsce „drugiej Irlandii” (a nie jak utrzymują złośliwi „drugiej Islandii”). Od czegoś tę budowę trzeba zacząć, a jak Irlandia, to i ruch lewostronny. Tedy rząd nastawiał tyle fotoradarów przy drogach, że tylko patrzeć jak w ramach inicjatywy obywatelskiej kierowcy zaczną jeździć lewą stroną. By żyło się lepiej.
Albo taki „cud gospodarczy”, na który Polska zasługuje, o czym każde dziecko wie. Gospodarka rzecz skomplikowana, więc tu jeden cud nie wystarczy. Zatem trzeba wielu cudów i co by nie powiedzieć, ale w polskiej gospodarce wyrabiają się cuda nie spotykane w normalnych ustrojach. I tak jeszcze 6. czerwca nie było potrzeby zwiększania deficytu budżetowego ustalonego na poziomie ok. 18 miliardów zł, a już 10. lipca mowa jest o przewidywanym deficycie rzędu ok. 50 miliardów zł. I wszyscy się głowią skąd wziąć pieniądze, a przecież mamy tu do czynienia z oczywistym cudem. Jak bowiem wytłumaczyć bezsporny fakt, że w ciągu miesiąca planowany deficyt budżetowy zwiększył się przeszło dwukrotnie i to w kraju, gdzie państwowa gospodarka praktycznie nie istnieje, wydatki budżetu są wciąż zmniejszane, zaś PKB rośnie i rośnie? Ekonomiczną wersją Kany Galilejskiej?
piątek, 10 lipca 2009
Na rocznicę „krwawej niedzieli”
11. lipca 1943 r. na dawnych Kresach Wschodnich przedwojennej Rzeczypospolitej doszło do wydarzeń, które przez ocalałych zostały nazwane „krwawą niedzielą”. Tego dnia ukraińscy bandyci z OUN – UPA napadli na około 167 zamieszkałych głównie przez Polaków miejscowości na Wołyniu. Prowadzoną przez OUN – UPA „walkę o niepodległą Ukrainę” charakteryzowało bezprzykładne okrucieństwo wobec ludności cywilnej połączone z tępym szowinizmem. Dokonane przez OUN – UPA ludobójstwo na Kresach, którego ofiarami stawali się bezbronni obcoplemieńcy bez względu na wiek czy płeć, z różnym nasileniem trwało od 1939 r. aż po 1946 r., zaś „krwawa niedziela” była jego „szczytowym osiągnięciem”. Różne źródła podają, że ofiarami siekier i noży bandytów z OUN – UPA stało się około 80 – 150 tysięcy (a może i więcej) Polaków, Ormian i Żydów. Wielkość podawanego przedziału daje do myślenia. Jest ona wynikiem dokładnego zacierania śladów zbrodni zarówno w okresie ich dokonywania, jak i czasach obecnych. Olbrzymim wysiłkiem wymazywane były i są z map ślady polskości na Ukrainie, a zwłaszcza polskie cmentarze. W tym i ten, na którym w czerwcu 1943 r. spoczął mój pradziadek zamordowany ukraińską siekierą.
Jest ponurym paradoksem historii, że w czasach PRL – u częściej pojawiały się publikacje dotyczące zbrodni OUN – UPA, niż po 1989 r. Nawiązuję tu do modnego w pewnym okresie nurtu beletrystyki historycznej podawanej w formie „pamiętników dowódców oddziałów partyzanckich”. Dziś kwestia zbrodni ukraińskich, podobnie jak np. zbrodni katyńskiej, w sferze publicznej istnieje niemal wyłącznie dzięki wysiłkowi rodzin ofiar i tworzonych przez nie organizacji. Kolejne ekipy sprawujące władzę w Polsce jak ognia unikają tematu, a przyparte do muru swoje, co najmniej dwuznaczne, stanowisko tłumaczą „interesem narodowym” czy inną „racją stanu” typu organizacja Euro 2012.
W historii świata można znaleźć przykłady, gdzie naród pozbawiony państwowości trwa na przekór wszystkiemu. Natomiast nie znam ani jednego przykładu, gdy przetrwało państwo pozbawione narodu. Nawet w utworzonych przez emigrantów z całego świata USA Konstytucja zaczyna się od słów We, the people... - „My, Naród...”. To czym u licha jest ten „polski interes”, dla którego konieczne jest poświęcanie krwi bestialsko pomordowanych obywateli?
