sobota, 25 lipca 2009

O KDT bez emocji

Poruszenie tematu pacyfikacji KDT wywołuje olbrzymie emocje. Gdy to uczyniłem w tekście Drożej żyje się lepiej, spotkałem się z zarzutami, że popieram i bronię łamiących prawo kupców z KDT. Czuję się w obowiązku wyjaśnić swoje stanowisko w tej sprawie.

Nie bronię i nie popieram kupców z KDT. Nigdy nie uważałem Placu Defilad za właściwe miejsce do stawiania targowisk. Przypominam też, że awantura wokół KDT jest rezultatem wcześniejszych wyborów i czy się to komu podoba, czy nie, jest też potwierdzeniem powiedzenia, że żaden dobry uczynek nie pozostanie bezkarny, szczególnie bezinteresowne popieranie polityków.

Zdecydowanie sprzeciwiam się metodom rozwiązania sporu. W moim odczuciu obie strony konfliktu dały żenujące widowisko rodem z piaskownicy. Tym niemniej od władzy należałoby oczekiwać, że w rozwiązywaniu sporów argument siły nastąpi po fiasku siły argumentów, nie zaś odwrotnie. Podpieranie się twierdzeniem przedstawiającym przemoc jako jedyny środek „egzekucji prawa” pod znakiem zapytania stawia kompetencje urzędników. Nadto należy postawić pytanie, jakie jeszcze prawa i na czyje polecenie w ten właśnie sposób będą „egzekwowane”?

Zwracam uwagę na skutki likwidacji KDT przed oddaniem do użytku kupców nowego miejsca w uzgodnionej lokalizacji . Takie postępowanie oznacza (w założeniach czasową) likwidację tańszej alternatywy dla centrów handlowych. Innymi słowy – władza swym działaniem ograniczyła prawa wyboru konsumentów, w tym również moje, przeciwko czemu mam prawo protestować.

Ważniejsze moim zdaniem było i jest to, co awantury na Placu Defilad oraz płomienne dyskusje zagłuszyły. Po pierwsze są to ciągłe niejasności wokół sprzedaży polskich stoczni. Po drugie – komercjalizacja publicznej służby zdrowia, która nadal ma być utrzymywana z budżetu, czyli de facto – kieszeni podatnika. Po trzecie – udzielenie policji prawa strzelania bez ostrzeżenia w „poczuciu zagrożenia”, bez definiowania na czym owo „zagrożenie” ma polegać. Po czwarte – planowane 71 milionów zł na nagrody dla miejskich urzędasów w Warszawie, co w czasach tzw. kryzysu i „oszczędności budżetowych” zakrawa na kpiny ze społeczeństwa. Podziw z jednej, a niepokój z drugiej strony budzi fakt, jak łatwo można odwrócić uwagę ludzi od spraw naprawdę istotnych, których koszty przecież tak czy owak poniosą. I temu między innymi poświęcony był tekst Drożej żyje się lepiej.

Linki:

http://www.dziennik.pl/polityka/article418135/Tak_zmieni_sie_polska_sluzba_zdrowia.html

http://www.bankier.pl/wiadomosc/Policjant-bedzie-mogl-zrezygnowac-z-oddania-strzalu-ostrzegawczego-1990529.html

http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news/kdt-bezprawie-w-majestacie-prawa,1342155

http://biznes.onet.pl/nasz-dziennik-isd-topi-stocznie-gdanska,18490,3023615,1,prasa-detal

http://hgw-watch.pl/2009/07/se-o-nagrodach-w-nowym-regulaminie.html

czwartek, 23 lipca 2009

Drożej żyje się lepiej

Ostatnie dni zdominowały informacje z frontu batalii o handel, jaki w iście sowiecko – hitlerowskim stylu zaserwowała nam Hanna Gronkiewicz – Waltz. Najpierw pałowanie, potem godzina na spakowanie maneli i wypad. Szczególnie uroczo wyglądają tłumaczenia owej godziny „ograniczonym zaufaniem”. A gdyby tak ową zasadę rozszerzyć i politykom wszelkiego szczebla przez pierwsze trzy lata płacić najniższą gwarantowaną pensję, a jak się sprawdzą, to wtedy podnieść? Pomarzyć dobra rzecz, ale na razie dzięki „liberalnej” prezydent z „liberalnej” PO wiemy już, że trzeba przepłacać, by żyło się lepiej.

Tymczasem w cieniu bijatyk na Placu Defilad prezydent Kaczyński podpisał ustawę komercjalizującą służbę zdrowia. Czy podpisze ustawę rehabilitującą Beatę Sawicką, nie wiadomo, ale że sprawiedliwość społeczna bliska jest i „liberałom” i „prawicy” – to rzecz pewna. W skrócie bowiem pomysł minister Kopacz sprowadza się do tego, że pacjenci będą płacić rachunki za usługi finansowane z budżetu, czyli ich podatków. Ci, którzy zarabiają dużo i płacą duże składki będą płacić tyle samo co ci, którzy zarabiają mało, składki płacą minimalne i jeszcze dostają specjalne bony, które ktoś przecież musi sfinansować. Na to, żeby cena i ilość „usług medycznych” finansowanych z budżetu zależały od wysokości wpłaconych składek (łatwo to wyliczyć), nikt nie pomyślał. O obniżeniu składek też, bo przecież trzeba przepłacać, by żyło się lepiej.

Rzecz jasna istnieje zagrożenie, że stado baranów zirytowane takim „liberalizmem” znów złapie taczki i paru łachmytów wywiezie. W przewidywaniu takich wypadków policja już może strzelać bez ostrzeżenia, gdy tylko poczuje się zagrożona. Co ma robić obywatel, gdy poczuje się zagrożony widokiem umundurowanego buraka z bronią, nie wiadomo. Ale przecież żyje się lepiej, choć drożej.

Linki:

http://www.dziennik.pl/polityka/article418135/Tak_zmieni_sie_polska_sluzba_zdrowia.html

http://www.bankier.pl/wiadomosc/Policjant-bedzie-mogl-zrezygnowac-z-oddania-strzalu-ostrzegawczego-1990529.html

poniedziałek, 20 lipca 2009

Garbate herezje

Kiedy Rzecznik Praw Obywatelskich skutecznie zaskarżył do lokalnego Trybunału Konstytucyjnego przepis, nakazujący ściganie i karanie osób, oskarżających Polaków o udział w zbrodniach hitlerowskich Niemiec czy sowieckich socjalistów, dokonał legalizacji stanu faktycznego. Szkoda tylko, że nie wpadł na pomysł, aby Niemcy, Ukraina, Izrael i inne państwa wpisały do swoich konstytucji, że Polacy też mają prawo do własnego zdania, również na tematy historyczne. Tak się jednak nie stało i skutki możemy obserwować na każdym kroku, szczególnie jeśli nasze poglądy nie zostały zatwierdzone przez Ministerstwo Prawdy, czyli tzw. salon polityczno – biznesowo – medialno – towarzyski. I tak mamy do czynienia z sytuacją, gdy Mariusz Kamiński z PiS jest atakowany jako antysemita przez brytyjskiego rabina, zaś nieżyjący działacz PZPR, propagującej nienawiść klasową, ma swoją salę w PE i jest patronem nagród. Najwyraźniej można popełniać różne „błędy” i różne mieć racje, ale i tak o ich ostatecznym osądzie decyduje nie ilość, lecz przynależność etniczna ofiar.

Dzięki powyższemu media opiniotwórcze wyjątkowo niezależnie i zgodnie 16 lipca raczyły przemilczeć wystąpienie Nigela Farage'a. No, ale z drugiej strony – jak tu emitować takie herezje? Przecież Farage dość jednoznacznie wskazał, że obietnice UE są nic nie warte i zmierza ona prostą drogą ku nowemu Związkowi Radzieckiemu. A skoro UE łamie dobrowolnie przyjęte przez siebie zasady, wręcz afiszuje się ze swą hipokryzją, to łatwo można sobie wyobrazić jak potraktuje gwarancje, ochoczo udzielone Irlandii. Zresztą mniejsza z tym, ważniejsze jest, że jeśli wierzyć propagandzie, to UE buduje nowy sojuz pod przewodem większości parlamentarnej. A że do owej większości spośród polskich europosłów zaliczają się lansowani przez media „liberałowie” i „socjaliści”...

Ale przecież nikt nie będzie miał pretensji do garbatego, że ma dzieci proste. I tylko Polacy, jako od 1000. lat obciążeni dziedzicznym antysemityzmem muszą zostać poddani surowej resocjalizacji.

Link:

http://www.prokapitalizm.pl/panie-buzek-walczyl-pan-z-zsrr-a-teraz-buduje-pan-nowy-zsrr-video.html

czwartek, 16 lipca 2009

Ludzie listy piszą

Politycy Europy Środkowo – Wschodniej, w tym Polski, podpisali list do prezydenta USA. W liście tym „ubolewają” nad zaniedbaniem regionu przez obecną administrację USA. Oprócz banalnych rad dotyczących podstaw polityki z Rosją „wywierają nacisk”, aby rząd USA potwierdził i umocnił swoje zobowiązania w zakresie bezpieczeństwa Europy Środkowo – Wschodniej. Zachowując powagę minister Sikorski zażartował, że Białemu Domowi trzeba przypominać o tej części globusa, chociaż powinien wiedzieć, że to pierwszy tego typu list. Ale mniejsza z tym.

Istotne bowiem jest to, czego w newsach zabrakło. Po pierwsze – wyjaśnienia na czym polega owo „zaniedbanie regionu” czynione przez amerykańską administrację? Po drugie – na czym miałoby polegać owo „zainteresowanie”? Po trzecie – dlaczego USA mają bronić bezpieczeństwa w tym regionie, skoro wokół sami przyjaciele? A jeżeli jednak nie, to czy nie warto zrewidować polityki obronnej kraju?

Tym bardziej, że Niemcy i Rosja nie czują się zagrożone, czemu dały wyraz nie podpisując owego listu. Mało tego – zarówno Niemcy jak i Rosja zgodnie budują Gazociąg Północny, a Południowy pewnie też nie mniej zgodnie. Z tym „bezpieczeństwem”, to też żart, bo przecież USA nie zapewni ochrony „odczuwającym zagrożenie” policjantom, i muszą sami strzelać do kierowców.

Linki:

http://www.polskieradio.pl/iar/wiadomosci/artykul106255.html

http://wyborcza.pl/1,91446,6829645,Ekspert__Obama_nie_moze_zignorowac_listu_od_liderow.html

środa, 15 lipca 2009

Polityczna dziura w ...

Zwykły śmiertelnik, jak mu się rachunki nie zgadzają, to zaczyna poszukiwać przyczyn owej niezgodności. Nader często samo jej znalezienie albo likwiduje ową niezgodność, albo wskazuje sposób jej usunięcia. Tymczasem polityk, jak mu się rachunki nie zgadzają, rozpoczyna kampanię na rzecz programu naprawczego czy innej bzdury. Tak stan rzeczy jasno pokazuje, że aby być politykiem nie trzeba kwalifikacji czy intelektu, ale innych zalet. Dzięki temu też to, co normalnie nazywa się mankiem w polityce nosi szumne miano dziury budżetowej. I chociaż zarówno w manku jak i dziurze budżetowej stan kasy jest mniejszy, niż być powinien, to w przypadku dziury nikt nawet nie usiłuje wskazać przyczyn jej powstania. Choć wystarczyłoby przejrzeć rachunki.

A wracając do naszych baranów, czyli aktualnej dziury budżetowej. Jeszcze kilka dni temu stanowiła ona główny temat dyskusji politycznych i rozmów towarzyskich, a kiedy rząd ogłosił projekt nowelizacji budżetu – zaległa taka krępująca cisza.

Ciszę medialną nad propozycjami rządu tłumaczy po części fakt, że większość cięć odczuje społeczeństwo tak przywiązane do socjalizmu. Nie ma natomiast słowa o ograniczeniu pasożytniczej biurokracji czy likwidacji całkowicie zbędnych organizacji typu straż miejska. Trudno przy tym odmówić słuszności argumentacji, że skoro obniżane są wydatki, to i podatki też powinny zostać zmniejszone. Na koniec pozwolę sobie przypomnieć, że to właśnie PO reklamowała się onegdaj jako partia specjalistów w pozyskiwaniu funduszy unijnych. Gdzież oni teraz, na zasiłkach?

Linki:

http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/ciecia;budzetowe;kogo;dotkna;najbardziej,171,0,491435.html

http://biznes.interia.pl/news/najbardziej-ucierpia-rodziny,1339357

wtorek, 14 lipca 2009

Dysonans poznawczy

O tym, że polscy politycy to osobowości nieszablonowe, wie chyba każdy. Zapewne temu zawdzięczamy, że tzw. prawica ma program socjalistyczny, lewica zajmuje się budowaniem nowej burżuazji, zaś liberałowie gospodarczy wprowadzając etatystyczno – biurokratyczny socjalizm, którego celem jest powszechna kontrola wszystkiego i wszystkich. Populiści mają programy, a poważne ugrupowania – hasła wyborcze.

Osoby dysponujące ową wiedzą tajemną nie będą miały problemów ze zrozumieniem znaczenia działań protegowanego przez opozycyjny PiS rzecznika praw obywatelskich, który realizując obietnice wyborcze rządzącej PO słusznie zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego podatek progresywny. Nie będą też zapewne zdziwione, gdy rządząca ekipa liberałów gospodarczych odetchnie z ulgą po odrzuceniu wniosku RPO przez TK, uzasadnionym konstytucyjną zasadą sprawiedliwości społecznej.

Wszystkim innym grozi dysonans poznawczy mogący się objawić niską frekwencją w wyborach. Tym bardziej, że PO zapowiada „spektakularne akcje” socjalne typu „żłobek w każdej gminie” (winno być „żłoby w każdej gminie”), a nocami cichcem prywatyzuje stołeczny SPEC. W wymiarze praktycznym tłumaczy się to tak: wsadzimy do firmy naszych ignorantów, pozwalniamy wszystkich specjalistów i założymy sieć biur, które będą się zajmowały ustalaniem, kto powinien naprawić usterki, i dlaczego nie SPEC. Tak przynajmniej działa radna miejska Maria Łukaszewicz.

Tymczasem na marginesie owych oberków sezonu ogórkowego dzieją się rzeczy poważne i niepokojące. Oto bowiem orzeczeniem Najwyższego Sądu Administracyjnego do niewiadomego pochodzenia dziury budżetowej trzeba doliczyć, bagatela, 10 miliardów złotych. Tyle bowiem będzie musiał zwrócić fiskus niesłusznie pobranej akcyzy za energię elektryczną. To znaczy akcyza sama w sobie jest słuszna, tyle że do budżetu odprowadzali ją nie ci, co trzeba. Tego, że tak czy siak płacili konsumenci, NSA pod uwagę nie wzięło. I tak podatnicy zwrócą za niesłusznie pobraną od konsumentów akcyzę. I to się nazywa sprawiedliwość społeczna.

Linki:

http://www.prokapitalizm.pl/dziura-budzetowa-bez-dna.html

http://hgw-watch.pl/2009/07/lepiej-sie-platformie-gosuje-pod-osona.html

http://prawo.money.pl/aktualnosci/wiadomosci/artykul/trybunalem;w;pit;podatki;niekonstytucyjne,130,0,490882.html

niedziela, 12 lipca 2009

Przyczynek do beatyfikacji PO

Polska, jak wiadomo, krajem przesadnie normalnym nie jest, zatem i realizacja obietnic wyborczych do zadań łatwych nie należy. Konwencjonalnymi metodami, takimi jak zmiany przepisów i działania ekonomiczne, osiągnąć się tego nie da. Tedy stosowane są metody niekonwencjonalne, a wiele wskazuje na to, że mistrzostwo w tej dziedzinie osiągnęła Platforma Obywatelska.

Weźmy dla przykładu złożoną w 2007 r. obietnicę budowy w Polsce „drugiej Irlandii” (a nie jak utrzymują złośliwi „drugiej Islandii”). Od czegoś tę budowę trzeba zacząć, a jak Irlandia, to i ruch lewostronny. Tedy rząd nastawiał tyle fotoradarów przy drogach, że tylko patrzeć jak w ramach inicjatywy obywatelskiej kierowcy zaczną jeździć lewą stroną. By żyło się lepiej.

Albo taki „cud gospodarczy”, na który Polska zasługuje, o czym każde dziecko wie. Gospodarka rzecz skomplikowana, więc tu jeden cud nie wystarczy. Zatem trzeba wielu cudów i co by nie powiedzieć, ale w polskiej gospodarce wyrabiają się cuda nie spotykane w normalnych ustrojach. I tak jeszcze 6. czerwca nie było potrzeby zwiększania deficytu budżetowego ustalonego na poziomie ok. 18 miliardów zł, a już 10. lipca mowa jest o przewidywanym deficycie rzędu ok. 50 miliardów zł. I wszyscy się głowią skąd wziąć pieniądze, a przecież mamy tu do czynienia z oczywistym cudem. Jak bowiem wytłumaczyć bezsporny fakt, że w ciągu miesiąca planowany deficyt budżetowy zwiększył się przeszło dwukrotnie i to w kraju, gdzie państwowa gospodarka praktycznie nie istnieje, wydatki budżetu są wciąż zmniejszane, zaś PKB rośnie i rośnie? Ekonomiczną wersją Kany Galilejskiej?

piątek, 10 lipca 2009

Na rocznicę „krwawej niedzieli”

11. lipca 1943 r. na dawnych Kresach Wschodnich przedwojennej Rzeczypospolitej doszło do wydarzeń, które przez ocalałych zostały nazwane „krwawą niedzielą”. Tego dnia ukraińscy bandyci z OUN – UPA napadli na około 167 zamieszkałych głównie przez Polaków miejscowości na Wołyniu. Prowadzoną przez OUN – UPA „walkę o niepodległą Ukrainę” charakteryzowało bezprzykładne okrucieństwo wobec ludności cywilnej połączone z tępym szowinizmem. Dokonane przez OUN – UPA ludobójstwo na Kresach, którego ofiarami stawali się bezbronni obcoplemieńcy bez względu na wiek czy płeć, z różnym nasileniem trwało od 1939 r. aż po 1946 r., zaś „krwawa niedziela” była jego „szczytowym osiągnięciem”. Różne źródła podają, że ofiarami siekier i noży bandytów z OUN – UPA stało się około 80 – 150 tysięcy (a może i więcej) Polaków, Ormian i Żydów. Wielkość podawanego przedziału daje do myślenia. Jest ona wynikiem dokładnego zacierania śladów zbrodni zarówno w okresie ich dokonywania, jak i czasach obecnych. Olbrzymim wysiłkiem wymazywane były i są z map ślady polskości na Ukrainie, a zwłaszcza polskie cmentarze. W tym i ten, na którym w czerwcu 1943 r. spoczął mój pradziadek zamordowany ukraińską siekierą.

Jest ponurym paradoksem historii, że w czasach PRL – u częściej pojawiały się publikacje dotyczące zbrodni OUN – UPA, niż po 1989 r. Nawiązuję tu do modnego w pewnym okresie nurtu beletrystyki historycznej podawanej w formie „pamiętników dowódców oddziałów partyzanckich”. Dziś kwestia zbrodni ukraińskich, podobnie jak np. zbrodni katyńskiej, w sferze publicznej istnieje niemal wyłącznie dzięki wysiłkowi rodzin ofiar i tworzonych przez nie organizacji. Kolejne ekipy sprawujące władzę w Polsce jak ognia unikają tematu, a przyparte do muru swoje, co najmniej dwuznaczne, stanowisko tłumaczą „interesem narodowym” czy inną „racją stanu” typu organizacja Euro 2012.

W historii świata można znaleźć przykłady, gdzie naród pozbawiony państwowości trwa na przekór wszystkiemu. Natomiast nie znam ani jednego przykładu, gdy przetrwało państwo pozbawione narodu. Nawet w utworzonych przez emigrantów z całego świata USA Konstytucja zaczyna się od słów We, the people... - „My, Naród...”. To czym u licha jest ten „polski interes”, dla którego konieczne jest poświęcanie krwi bestialsko pomordowanych obywateli?

poniedziałek, 6 lipca 2009

Tradycja i kabareton

Jak powszechnie wiadomo Polacy są wielkimi zwolennikami tradycji, a już szczególnie tradycji suflowanych przez „autorytety”. I tak kiedy w 2005 r. głównym podmiotem skeczy kabaretowych stał się rząd PiS – u (poniekąd zresztą słusznie), to jest nim tradycyjnie po dziś dzień. Widać nie tylko „niezależne” nie wiadomo od czego media przeoczyły drobny fakt przejęcia władzy i odpowiedzialności przez ekipę „liberałów” z PO. Argumenty, jakoby PiS lepiej nadawał się do kpin i dlatego był ich ciągłym oraz jedynym obiektem padają w zetknięciu z rzeczywistością. Jan Pietrzak ma się dobrze i nadal bezlitośnie satyrą piętnuje idiotyzmy kolejnych ekip rządzących Polską. Czyli można, chociaż trzeba nieco intelekt wysilić, co w zestawieniu z poziomem kolejnych „kabaretonów” wydaje się zadaniem przerastającym siły nowego pokolenia „satyryków”.

Tymczasem kampanię prezydencką zainicjował sensacyjny transfer Andrzeja Olechowskiego z PO do SD oraz list, jaki przy tej okazji wystosował. Napisał w nim to, co mniej więcej każdy myślący człowiek widzi na co dzień, ale mniejsza z tym. Ważne jednak, że jest sensacja i od razu tyle z niej pociech. Polacy dowiedzieli się, że SD żyje i się rozrasta. Społeczeństwu przypomnieli się zarówno Paweł Piskorski jak i Andrzej Olechowski, według pierwszego „idealny kandydat na urząd prezydenta RP”. Obaj panowie natychmiast też zdominowali media. „Fakty” TVN nagle przypomniały deklaracje Donalda Tuska z 2005 r. o natychmiastowym wprowadzeniu podatku liniowego, i to co gorsza w kontekście dyskusji o planowanym wzroście wymiaru haraczu, zwanego eufemistycznie podatkami. TVN „Uwaga!” zaś grozi emisją materiału porównującego polskie drogi z niemieckimi.

Prawdopodobnie przebieg wydarzeń będzie taki: społeczeństwo najpierw się zdecydowanie podzieli, potem w obliczu zagrożenia jakimś nowym „kaczyzmem” patriotycznie zjednoczy, a na końcu tradycyjnie obudzi z ręką w nocniku. Jan Pietrzak zrobi z tego wszystkiego kabaret, pozostali zaś – kabareton.

piątek, 3 lipca 2009

Raport opiniotwórczy

Kształtowanie opinii społecznej to, zdawałoby się, sztuka subtelna. Tyle, że albo nie w Polsce, albo też lokalni opiniotwórcy subtelność odziedziczyli po stalinowskiej gadzinówce dla wtórnych analfabetów. Wspaniałym przykładem takiej subtelności jest raport NIK – u dotyczący stanu polskich dróg.

Dzięki wytężonej pracy kontrolerów wytrząsający sobie wnętrzności na wybojach obywatele dowiedzieli się, że większość polskich dróg nie nadaje się do użytku, zaś przeznaczone na remonty fundusze są bezmyślnie trwonione. Sami to zapewne w życiu by się nie domyślili. Podobnie, jak i tego, że cudownym panaceum na bezmyślność jest tworzenie stanowiska koordynatora. Dawniej w technikum np. budowlanym uczono, że wszelkie prace rozpoczyna się między innymi od sporządzenia harmonogramu robót, czyli takiego rozplanowania prac, aby nie trzeba było np. zrywać świeżo położnej nawierzchni dla naprawy przerdzewiałych rur. Wystarczyć powinien zatem zdrowy rozsądek.

Po wtóre o wybitnie propagandowym charakterze raportu NIK świadczy fakt, że mimo tak jednoznacznych wniosków nie zostały wskazane osoby odpowiedzialne za taki stan rzeczy ani też nie zostały w związku z tym wszczęte żadne postępowania. A jeśli tak, to po co było prowadzić kontrolę zjawiska opisywanego i komentowanego nieskończoną ilość razy?

Wcale bym się nie zdziwił, gdyby za jakiś czas powołując się na raporty NIK – u oraz policji (dotyczący bezpieczeństwa na polskich drogach) rząd ogłosił podniesienie podatku drogowego. Pomysły łatania dziury budżetowej wzrostem VAT – u i akcyzy w znacznej mierze uprawdopodabniają powyższą hipotezę. Dla pamięci przypomnę, iż jeszcze w lipcu 2007 r. obecny premier i jego pretorianie jednym tchem obiecywali podatek liniowy 3x15% oraz budowę sieci dróg z prawdziwego zdarzenia. O ograniczeniu biurokracji nie wspominając.

Link: http://motoryzacja.interia.pl/news/polowa-drog-do-zamkniecia,1333306,415