niedziela, 24 maja 2009

Nim barany wybiorą „fryzjerów”

Przy okazji nadchodzącego plebiscytu do PE (bo wybór praktycznie żaden) co i rusz jesteśmy mamieni mirażami wielkości i potęgi w ramach eurokołchozu. Jak każda propaganda tak i ta pozostaje w jawnej sprzeczności z elementarnymi faktami ekonomicznymi, jak choćby upadkiem polskiego przemysłu stoczniowego, do czego w taki czy inny sposób przyczyniły się unijne dyrektywy. Rzecz jasna to skutek decyzji z czerwca 2003 r., ale o tym milczy się tym bardziej.

Jednakże UE to nie tylko wymiar ekonomiczny (jak być powinno), ale również społeczny i polityczny. Powracając do pamiętnej kampanii z 2003 r. warto przypomnieć, że po wejściu do UE Polska miała zyskać wsparcie państw członkowskich w polityce międzynarodowej. Iluzoryczność owych perspektyw ukazała się w stanowisku Unii wobec kolejnych embarg nakładanych przez Rosję na polski eksport. 

Pozostaje jeszcze kwestia tzw. polityki historycznej, którą kolejne rządy „wolnej” Polski najwyraźniej postrzegają jako przemilczanie kłopotliwych faktów bądź powielanie kłamstw zarówno z czasów PRL – u, jak i współczesnych. Przykładem może tu być sprawa bojkotu przez urzędników państwowych sesji poświęconej bestialskiemu ludobójstwu polskich (również ormiańskich i żydowskich) mężczyzn, kobiet, dzieci i starców na Wołyniu, dokonanego głównie przez bandytów z OUN – UPA. Urzędnicy państwowi raczyli po prostu zbojkotować zorganizowaną pod patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich w dniu 20 maja 2009 r. sesję, najwyraźniej mając na widoku ważniejsze cele, choć nie wiadomo jakie. Niewiele lepiej dzieje się w tzw. sprawie katyńskiej, gdzie gdyby nie upór rodzin pomordowanych przez reżim sowiecki polskich oficerów, żołnierzy, policjantów oraz urzędników państwowych, to szczerze wątpię, czy w ogóle jeszcze ktoś by o tym mówił. Zresztą jakże wspaniale „nowa Europa” się do tego odniosła – podczas odbytej 23 maja 2009 r. dorocznej sesji katyńskiej na Zamku Królewskim zza okien dobiegały skoczne melodyjki, wygrywane ku uciesze gawiedzi na specjalnie ustawionej w tym celu scenie. 

Do tego wszystkiego dopisywać można by wiele pytań o polską politykę w sprawie oszczerstw o „polskich obozach koncentracyjnych”, odpowiedzialności Polaków za holokaust, konsekwencje przegranej przez Niemców wojny itd. Dotychczasowe działania władz podsumować można przestrogą marszałka Józefa Piłsudskiego - Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości. Czy tak być musi?

Źródła:

czwartek, 14 maja 2009

Ministerstwo sp. zoo

Przypominająca własne zdjęcie rentgenowskie mister zdrowia Kopacz ogłosiła pomysł wprowadzenia dodatkowych dobrowolnych polis zdrowotnych, które będą mogli sobie wykupić Polacy. Aby deklarowanemu liberalizmowi stało się zadość ministerstwo finansów ogłosiło, że koszta takiej polisy będzie można odliczyć od dochodu.

Wszystko jest bardzo piękne do momentu, gdy się nad tym dokładniej nie zastanowić. I tak jako pierwsza nasuwa się refleksja, że skoro coś jest dobrowolne i nie jest sprzeczne z prawem, to władzy nic do tego. A skoro nic do tego, to i sankcje prawne są zbędne. Zbędne rzecz jasna obywatelowi, władzy już nie, bo przecież „kto ustanowił – może znieść”. A jak zniesie i okaże się, że dodatkowe polisy zdrowotne nie są dobrowolne tylko obowiązkowe, jak nie przymierzając ubezpieczenia emerytalne OFE?

Ten aspekt wydaje się tym istotniejszy, że o środkach, które Polacy bez zachęt i zwolnień wydają na dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne, sama minister mówi: Chcemy aby pieniądze, które w tej chwili chodzą poza systemem, to jest blisko 28 mld złotych, które w tej chwili mogą zasilić polskie szpitale, polskie przychodnie, powinny poprzez legalnie funkcjonujące firmy ubezpieczające wejść do systemu. Wspiera ją wiceminister zdrowia, Jakub Szulc, mówiąc: Pieniądze, które są teraz wydatkowane poza Narodowym Funduszem Zdrowia, to jest ponad połowa tego czym dysponuje fundusz. Należy do tego dodać, że owe ubezpieczenia mają dotyczyć jedynie zakresu nieobjętego refundacją przez NFZ i tylko w niepublicznych zakładach opieki zdrowotnej (NZOZ). Rodzą się podejrzenia, że w następstwie tego wszystkie publiczne ZOZ – y zostaną „przekształcone”, czyli sprywatyzowane. Przypominają się tutaj słowa Beaty Sawickiej o „kręceniu lodów” w służbie zdrowia, bo przecież o to właśnie chodzi! O pieniądze, które Polacy wydają „poza systemem”, a więc władza ma ograniczone możliwości ich marnotrawienia.

Na koniec warto zauważyć, że Polacy i bez regulacji władzy korzystają z dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych i to pomimo, że i tak z tego tytułu płacą haracz państwu. Zatem „leberałowie” z obecnego rządu nie tworzą tu żadnej nowej jakości. Warto też przypomnieć, że to właśnie dzięki działalności obecnego rządu, dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne, jakie zakład pracy mógł zafundować pracownikom, są wliczane obecnie do dochodu tychże pracowników.

Podsumowując: nie kradnij – rząd nie lubi konkurencji (by żyło się lepiej).

Źródła:

http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/kopacz;ulga;za;dodatkowe;ubezpieczenia;zdrowotne,204,0,451532.html

http://www.polskieradio.pl/iar/wiadomosci/artykul98742.html

niedziela, 10 maja 2009

Oślepianie Temidy

7 maja 2009 r. sejm RP zmienił ciągle jeszcze obowiązującą Konstytucję i zakazał kandydowania do parlamentu osobom skazanym prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego.

Treść zapisu, przytaczana przez media, sugeruje kolejny okres prosperity dla prawników i właściwych specjalistów, którzy jako drzewiej będą udowadniać, że przestępstwo zostało popełnione w stanie „pomroczności jasnej” (albo innej filipińskiej francy), więc jako takie nie zostało popełnione „umyślnie”. Warto też zwrócić uwagę na zapis mówiący o „oskarżeniu publicznym”. Czyli jeśli np. jakiś stary pierdziel, pełniący stanowisko państwowe, nazwie mnie „bydłem” tylko dlatego, że mam inne niż on poglądy (bo myślę), to nawet jeśli w sądzie wygram sprawę w sądzie z powództwa cywilnego, to jemu to nie przeszkodzi w dalszym „kreowaniu prawa”. Ot, demokracja...

Z trudem mi to przez gardło przechodzi, ale muszę oddać słuszność posłance (tfu!) „Lewicy” (tfu!) Joannie Senyszyn (pfe!). Komentując nowalijkę konstytucyjną zauważyła, cytuję, że zgodnie z nowym prawem, nie będą mogły kandydować osoby skazane, np. za obrazę urzędu prezydenta. No to się po prostu „w pale” nie mieści! Jakże to tak od razu „pozbawiać prawa” za parę słów prawdy na temat Kwaśniewskiego, Wałęsy, Jaruzelskiego czy chociaż Bieruta... Może jeszcze za premiera Millera?

Zastanawia w tym wszystkim, dlaczego dopiero teraz politycy zdecydowali się uchwalić takie prawo? Przecież dla każdego uczciwego obywatela oczywistym jest, że osoby łamiące prawo i z tego tytułu skazane nie powinny decydować o kształcie tegoż prawa! I dopiero po dwudziestu latach „wolności” się tego doczekaliśmy. Gdybym wierzył, że nasze „elity polityczne” mają na uwadze dobro państwa polskiego, to bym się cieszył. Ale ponieważ nie wierzę, więc sądzę, że nadchodzące wybory do PE to ostatnie wybory, w których głos Polaków chociaż iluzorycznie ma wartość. Wszak to w perspektywie „ratyfikacja” traktatu lizbońskiego. A że prawo unijne jest nadrzędne wobec lokalnego należy spytać, czy w unijnym na pewno jest adekwatny zapis?

Linki:

http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/sejm-zmienil-konstytucje-zakaz-kandydowania-skazanym,1302789

sobota, 9 maja 2009

Schizofrenia

Ruszyły matury i powróciła sprawa tzw. „klucza”, czyli zestawu odgórnie zatwierdzonych pojęć, które maturzysta musi wyskandować aby zostać uznanym za dojrzałego. Osobiście uważam, że bezmyślne skandowanie haseł jest dokładnie przeciwne pojęciu jakiejkolwiek dojrzałości, ale z drugiej strony jest to jedyne chyba możliwe kryterium oceny w obecnym systemie edukacji, ukształtowanym na obraz i podobieństwo polskich „elit politycznych”. Bezczelnie podejrzewam też, że w powyższej opinii nie jestem całkiem odosobniony.

Wszelako ciekawe jest, że władze na co dzień tak popierające „indywidualności” poprzez różne komitety zwalczania antysemityzmu, homofobii itd..., tutaj akurat postępują dokładnie odwrotnie dyskryminując jakiejkolwiek przejawy intelektu i osobowości na wszelkie możliwe sposoby. Taka zabawa w schizofrenię typu „jestem za, a nawet przeciw” nie może się dobrze skończyć dla ludzkości. Pierwsze skutki już są – jak trafnie zauważył Maciej Rybiński Polska jest pierwszym krajem, w którym powstała intelektualna opozycja prorządowa. W dodatku w kilku odmianach – TVN, „Gazeta Wyborcza”, papier toaletowy...

czwartek, 7 maja 2009

Krytyka cnoty się nie boi

Jak widać takie są koleje losu, że po propagandzie sukcesu przychodzi etap krytyki błędów i wypaczeń. Wprawdzie nie da się przewidzieć, czy potępiająca przewrót majowy z 1926 r. lewica osiągnie moment samokrytyki przed wyborami do europarlamentu, ale wszystko to być może tym bardziej, że „człowiek honoru” Czesław Kiszczak swymi zeznaniami podważył nieco legendę zdobyczy Solidarności jako organizacji, a tym samym Lecha Wałęsy.

Krytyce zaczyna podlegać wszystko. Tradycyjnie prezydent i jego świta, ale pojawiają się również nowalijki. Profesor „dla opornych” Niesiołowski Stefan skrytykował dla przykładu Lecha Wałęsę za udział w rzymskim kongresie Libertasu. Z kolei część eurosceptyków z tego samego powodu skrytykowała Libertas. Sekundujący bankietowi pielęgniarek pod sejmem TVN skrytykował stoczniowców i okiem bystrym jak woda w klozecie dostrzegł, że związkowcy obecnie walczą wyłącznie o swoje stołki i przywileje. Nie odmawiając słuszności temu stwierdzeniu należy wszelako zapytać, o co niby mają walczyć związkowcy w kraju, gdzie praktycznie zlikwidowano przemysł?

Z kolei, jeśli wierzyć sondażom, Polacy skrytykowali premiera Tuska za przeniesienie obchodów rocznicy 4 czerwca z Gdańska do Krakowa. Że to niby ugiął się przez związkowcami, którzy mogą narobić smrodu, a i obić też mogą. Wśród domniemanych wyjaśnień pojawiły się i takie, że premier nie chce zostać bohaterem kolejnego „polskiego czerwca” po 1956 i 1990 r. Dla porządku warto odnotować sugestie, aby w ogóle obchody rocznicowe 4 czerwca przenieść do Peru, albo chociaż w Dolomity.

Wszelako w odniesieniu do rocznicy 4 czerwca pojawiają się zasadnicze kwestie – co takiego właściwie świętujemy? To, że w 1990 r. wrzucając kartki do urn wyborczych Polacy wykonali plan ustalony przy Okrągłym Stole? Czy może to, że powołany w ich wyniku „sejm kontraktowy” (sic!) wybrał prezydentem autora stanu wojennego (i nie tylko), generała Wojciecha Jaruzelskiego?

Mnie osobiście intryguje jeszcze coś – dlaczego Kraków? Tradycyjne dla socjalistów skłonności do fetowania kolejnych przekrętów w pałacach i zbytnia aluzyjność warszawskiego im. Józefa Stalina nie są wystarczającym wyjaśnieniem. A może chodzi o nową świecką tradycję, że to kiedyś na Wawelu rezydował niemiecki generał – gubernator Hans Frank? Też socjalista, chociaż narodowy.

środa, 6 maja 2009

Świnka po meksykańsku

To straszne, jak szybko te wirusy mutują – normalnie szybciej niż komuniści w demokratów! Jeszcze parę dni temu świat drżał przed świńską grypą, która później była określana różnymi naukowymi eufemizmami, aż pojawił się dylemat, czy aby świńska grypa jest koszerna, więc zmutowała w meksykańską. W zasadzie to po chorobie filipińskiej Kwaśniewskiego Aleksandra (jakże podobnej do pomroczności jasnej) nasze elity są najwyraźniej uodpornione na wszelkie zagraniczne świństwa, ale ostrożności nigdy nie zawadzi. W sumie to może jednak lepiej nie drażnić Meksyku, bo gotów jeszcze, jak onegdaj Filipiny, domagać się przeprosin. A przecież pod ręką w charakterze potencjalnego dawcy nazwy jest poseł Palikot Janusz, który jak wieść niesie poświntuszyć sobie lubi, wibratorem pomachać, a i z ryjkiem wiadomej nierogacizny obnosić się nie ma wstydu. I w ogóle to z niego taki mucho, że studenci i emeryci tysiące wpłacają na jego kampanie wyborcze. Pewien młodzieniec akuratnie zdający maturę, gdy o tym wszystkim usłyszał, z zachwytem ogłosił, że wyjeżdża na Lubelszczyznę studiować aż do emerytury.

Zresztą i bez importu mamy własnych smrodów bez liku. Oto po przyspieszonej wyborami wymianie opon mózgowych na letnie, posłowie SLD i PSL postanowili potępić przewrót majowy z 1926 r. A jakże uroczo argumentują – W wyniku przewrotu majowego Polska znalazła się na krawędzi wojny domowej. Jego autorzy skazali na śmierć setki niewinnych ludzi: żołnierzy i mieszkańców Warszawy. Kazali Polakom strzelać do Polaków. Stworzyli w Berezie Kartuskiej obóz dla przeciwników politycznych [utworzony 12 lipca 1934 r. - dopisek M.N.]. Zamiast służyć Narodowi podzielili go na zwalczające się obozy [...] Zamach majowy był ciemną kartą polskiej historii. Obalono legalne władze i wprowadzono dyktatorskie. Szanownym pomysłodawcom życzę wytrwałości w lekturze podręczników historii – w końcu to już trzecia klasa gimnazjum! Jako historyk szczególnie polecam ich uwadze domagające się potępienia następujące wydarzenia (i ich autorów) w dziejach Polski XX wieku: 1 września 1939, 17 września 1939, 5 marca 1940 (decyzja Stalina o wymordowaniu polskich oficerów przebywających w niewoli sowieckiej), 22 lipca 1944, 4 – 11 lutego 1945 (konferencja jałtańska), ludobójstwo Polaków na Kresach (1942 – 1946), czerwiec 1956, marzec 1968, grudzień 1970, 13 grudnia 1981. Gwałtów, terroru, ciemnych kart, niewinnych ofiar, obozów dla przeciwników politycznych itd. – multum. A i Polacy do Polaków strzelać musieli, a i rozkazy strzelania wydawali – np. w sprawie generała Fieldorfa i wielu innych.

Swoją drogą to znamienne, że większość przytoczonych powyżej wydarzeń związanych jest z naszym wschodnim sąsiadem i jego, hm..., entuzjastami. Tylko jakoś owe wydarzenia nie spędzają snu z powiek autorom programu Partnerstwa Wschodniego, choć już z uwagą i troską pochylają się nad postulatami naszych zachodnich sąsiadów, domagających się przeprosin i odszkodowań za drugą wojnę światową. Widać serce nie sługa, ale mniejsza z tym, albowiem najprawdopodobniej z owego Partnerstwa wyjdzie to, co zawsze. Programu nie uznała Rosja, a firmować nie chcą Francuzi, Anglicy, a nawet bliscy socjalnie zapateryści z Hiszpanii. Za to na czwartkowy szczyt inauguracyjny PW przybędzie Angela Merkel, zapewne pilnować, aby polscy wyrobnicy nazbyt się nie rozdokazywali.

A na koniec najlepsze – w obawie przed zadymami związków zawodowych, które pewnie kiedyś radośnie poparły akces do WE nie myśląc o skutkach, obchody rocznicowe 4 czerwca najprawdopodobniej nie odbędą się w Gdańsku, skąd pochodzi premier. Jak to drzewiej mawiano nie sr... tam, gdzie jesz!

Źródła:

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,6576828,SLD_i_PSL_chca_potepic_zamach_majowy_dokonany_przez.html

http://www.tvn24.pl/12691,1598903,0,1,na-partnerstwie-wschodnim-skorzysta-rosja,wiadomosc.html

http://wiadomosci.onet.pl/1965804,11,item.html

poniedziałek, 4 maja 2009

Pantha degenera

Drzewiej na każdym dworze zatrudniano trefnisia, którego rolą było rozśmieszanie dworzan. Świat poszedł do przodu a że wszystko parszywieje, to trefnisie pojawiają się już nie to, że na dworach, ale nawet w czworakach. Tak przynajmniej każe postrzegać polski parlament poziom toczącej się w nim debaty publicznej, w której rej wodzą takie creatures jak Palikot Janusz. Zadał on ostatnio szpanu komentując pracę doktorską Lecha Kaczyńskiego, aktualnie prezydenta RP. Okazało się, że posłowi Palikotowi przeszkadza „marksizm” poglądów wyzierających z pracy. Strach pomyśleć, cóż to się będzie działo, gdy poseł Palikot zapozna się dokładnie z działalnością guru polskich „leberałów”, czyli Geremka Bronisława. A i część osób startujących z list PO do PE też ma w życiorysie epizod marksistowsko – pezetpeerowski.

Wszelako należy podejrzewać, że o ile w przypadku Lecha Kaczyńskiego jakiekolwiek zająknięcia socjalistyczne są dyskredytujące, to już sama przynależność do słusznej partii nie tylko nobilituje, ale również socjalistycznym a nawet marksistowskim poglądom nadaje kształt wizjonerski i genialny. Taki oto komunikat wysłało do ludu TVN komentując powrót do polityki Gabriela Janowskiego. Cokolwiek karkołomnie wygląda tu argumentacja typu „a w normalnym kraju”. Wprawdzie dzisiejszą Polskę faktycznie trudno uznać za normalny kraj, ale wszak również TVN jako telewizja „opiniotwórcza” znacznie wpłynęła na taki właśnie stan. I dlatego zarówno w przypadku posła Palikota jak i TVN – u wypowiedzi można równie dobrze tłumaczyć idiotyzmem, hipokryzją jak i złą wolą, a co paradoksalne – każde tłumaczenie będzie trafne.

Bo co by nie mówić, czepianie się czyjegoś dorobku naukowego podczas gdy inni czynem i pismem wspierali reżim socjalistyczny, co odpowiednie służby skwapliwie rejestrowały... Mniejsza wszelako z tym. W sumie sytuacja wygląda następująco: decyzje w sprawach Polski zapadają za granicą, politycy nie mają programu a społeczeństwo ma to wszystko wiadomo gdzie. Sytuacja przypominałaby ostatnie lata niepodległości Rzeczypospolitej szlacheckiej, gdyby nie zasadnicze różnice. Brak mężów stanu pokroju Kołłątaja, Staszica, Krasickiego. Repniny siedzą dobrze pochowane, Rejtanom krzywo z pyska patrzy. Nie ma nawet porządnych warchołów pokroju Karola „Panie Kochanku” Radziwiłła, czy karierowiczów pokroju Czartoryskich. Wszystko inne się zgadza, jak najbardziej, tylko mocno sparszywiało przez te wszystkie lata „dobrobytu”.