Informacja dotycząca założeń koncepcyjnych Muzeum Historii Europy wywołała u mnie skojarzenia ze sprawą projektu polsko – niemieckiego podręcznika historii. Miałem okazję swego czasu w tekście Niedoinformowane społeczeństwo informacyjne wyłożyć zastrzeżenia, jakie we mnie budzi owa inicjatywa i które nadal pozostają w pełni aktualne. Jednakże cały czas miałem wrażenie, że coś niezwykle istotnego mi w tym wszystkim umyka. Teraz już wiem.
Do roku 1989 na ziemiach Polskich obowiązywały podręczniki szkolne zatwierdzone przez odpowiednie organa. Po Okrągłym Stole, w efekcie którego nastąpiła „transformacja upadłego ustroju” komunistycznego zasada odgórnej akceptacji przestała obowiązywać. Efekty tego stanu rzeczy są co najmniej dyskusyjne, ale nie w tym rzecz.
Prace nad polsko – niemieckim podręcznikiem historii zainaugurował minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, co już samo w sobie jest dość wymowne. Inna sprawa, że stało się to w jego prywatnym pałacu, co też ma znaczenie symboliczne. Logicznym jest, że skoro rząd zabrał się za nadzór nad pisaniem podręczników, to szykują się zmiany. Innymi słowy – kończy się era wyboru, powraca era jedynie słusznej interpretacji procesów dziejowych.
Tego, jak wyglądać będzie jedynie słuszna wizja historii można się domyślać na podstawie „inicjatyw” historycznych. To obok koncepcji Muzeum Historii Europy również Centrum Przeciwko Wysiedleniom Eriki Steinbach, rewizjonizm niemiecki (art. 116 konstytucji RFN) czy proces upokarzania Polski na arenie międzynarodowej przez wiadomą diasporę, głoszącą tezy o „polskich obozach koncentracyjnych” II wojny światowej i żądania odszkodowań. Po drugiej stronie barykady całkowity marazm polskich władz wobec patologii różnych „światowej sławy historyków” i całkowity brak zaangażowania w kwestie związane z losami polskich obywateli – sprawa Katynia czy bestialskiej rzezi wołyńskiej. To również tępienie wszelkich przejawów oddolnych inicjatyw historycznych, jak chociażby książki o. Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego, poświęconej właśnie rzezi wołyńskiej. I całkowite kapitulanctwo w każdej niemal sprawie związanej z przeszłością Polaków. Chyba, że znów okazuje się jak to „strach być sąsiadem”.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz