piątek, 12 grudnia 2008

Edukacja indoktrynacji

Jednym z celów edukacji jest obok przekazywania wiedzy kształtowanie postaw obywatelskich. Okres życia od narodzin po osiągnięcie dojrzałości jest po temu najodpowiedniejszy. Dla małego dziecka dorosły (rodzic, nauczyciel) są niekwestionowanymi autorytetami. Z kolei w okresie młodzieńczego buntu przeciw zastanemu porządkowi świata, równie łatwo jest wpływać na poglądy młodego człowieka i można mu zaszczepić dowolną ideologię. Byle robić to powoli i konsekwentnie.

W związku z kształtowaniem postaw obywatelskich jako programowym zadaniem edukacji niezwykle istotna jest świadomość, jak cienka i niejednoznaczna jest granica pomiędzy edukacją i pedagogiką a indoktrynacją. Wpajanie tego, co nazywane bywa cnotami obywatelskimi o wymiarze uniwersalnym (np. honor, uczciwość, odpowiedzialność) oraz świadomości, że ludzie się różnią między sobą i nie ma w tym nic dziwnego, jest chyba ze wszech miar chwalebne. Lecz gdy następuje jakiekolwiek ukierunkowanie, laudacja niektórych odmienności bądź ideologii – zaczyna się indoktrynacja. Przy czym o ile patriotyzm wynikający ze świadomości narodowej jest przejawem wolności, o tyle postawy wykształcone w procesie indoktrynacji są właściwe dla niewolników. Pytanie kto i po co dąży do zniewolenia umysłów na razie pozostaje bez szczegółowej odpowiedzi.

Czy obecnie w Polsce jest prowadzona indoktrynacja? W charakterze przykładów warto przytoczyć rządowe prace nad polsko – niemieckim podręcznikiem historii, będące w istocie niczym innym, jak powrotem do jedynie słusznej interpretacji procesów dziejowych. Nadto widać jasno, że będzie to interpretacja „urzędowa”. Poza tym wielce wymowny jest też system oceniania pisemnych matur z języka polskiego – uczeń ma użyć odpowiedniej ilości wyrazów oraz odgórnie zaakceptowanych sformułowań, w przeciwnym razie – nie otrzyma świadectwa dojrzałości.

Efektem obecnie prowadzonej indoktrynacji jest cała rzesza ludzi nie potrafiących zrozumieć najprostszego tekstu, jeśli tylko wykracza poza wszczepiony im schemat myślenia i światopogląd. Jedynymi reakcjami, na jakie są w stanie się zdobyć będą inwektywy, wysyłanie na leczenie i temu podobne wycieczki osobiste. Na merytoryczną dysputę nie ma co liczyć, za to popis arogancji, ciasnoty intelektualnej i związanych z nimi ograniczeń kulturowych – gwarantowany. Dzieje się tak, gdyż w ramach indoktrynacji współcześni niewolnicy są uczeni niszczenia wszystkiego, co narusza wpojone stereotypy. Nie potrafiąc polemizować z argumentami – wyśmiewają cudze poglądy, obrzucają błotem autorów.

Zwolennicy prounijnej indoktrynacji szermują argumentem, że przecież RP wolą większości społeczeństwa weszła do Unii i takie są tego konsekwencje. Nie negując tezy o konsekwencjach należy postawić pytanie, czy dokonany w referendum w 2003 r. wybór był świadomy. Obawiam się, że nie. Zdecydowana większość zwolenników akcesji do UE nie miała bladego bodaj pojęcia, czym naprawdę są struktury Unii ani jak funkcjonują i po dzień dzisiejszy takowej wiedzy nie nabyła. Widać to chociażby w debacie o wprowadzeniu Polski do strefy Euro, gdzie większość orędowników i specjalistów zdaje się nie wiedzieć, czym jest ERM II oraz jakie są zasady przystąpienia do tego programu. Warto przy tym również pamiętać o coraz silniejszych tendencjach socjalistycznych w UE, a przecież socjalizm to nie tylko założenia ekonomiczne, ale przede wszystkim ideologia społeczna.

A propos UE oraz „świętej woli większości”. Wolą większości (czy to się komu podoba, czy nie) prezydentem RP został Lech Kaczyński. Wolą większości Irlandia odrzuciła bełkot lizboński. Wolą większości ostatnie wybory parlamentarne wygrała PO, której sztandarowym hasłem był podatek liniowy 3 razy 15 %. To jak z tą wolą i szacunkiem dla niej?

Brak komentarzy: