piątek, 17 października 2008

Wizja kasandryczna

Jak wiadomo (przynajmniej niektórym) z historii, wrogami klasowymi społeczeństwa radzieckiego (czytaj: władzy radzieckiej) byli: kułak, burżuj, fabrykant, obszarnik, imperialista itd. W sumie pod względem merytorycznym, który różnił się zasadniczo od wersji ideologicznej, wszystkich wrogów klasowych łączyło jedno – własność, którą posiadali. Owa własność bowiem dawała im pewne prawa, np. właściciel samochodu może pojechać sobie w siną dal (rzecz jasna nie w ZSRR ale dzisiaj), a władza nie wie gdzie sobie pojechał, i dlaczego. Właściciel mieszkania może je na przykład sprzedać, wyprowadzić się i więcej nie płacić podatków władzy, która mu się nie podoba. Albo też może sobie w mieszkaniu zameldować, kogo mu się żywnie podoba, może je przekazać, komu mu się żywnie podoba itd. I wcale nie musi przy tym pytać władzy o zgodę. Słowem – anarchia, samowola i brak kontroli.

Dlatego wszelka własność prywatna, za wyjątkiem zaufanego grona towarzyszy, jest zwalczana z całą bezwzględnością i wszelkimi sposobami. Oto najpierw banki udzielały kredytów hipotecznych kompletnie ignorując kryteria zdolności kredytowej pożyczkobiorcy. Dzisiaj tracą na tym wszyscy, włącznie z tymi, którzy kredyty spłacali sumiennie, względnie kredytów nie zaciągali. Wszyscy bowiem będą musieli zrzucić się ze swych zarobków i oszczędności na daninę dla bankierów. Mało tego, „w trosce o dobro społeczne” postanowiono utworzyć unijną radę ekspertów, którzy zajmą się kontrolowaniem rynku bankowego, czyli będą decydować, komu i na jakich zasadach kredyt się nie należy. Jest to więcej niż pewne, skoro do owej rady wytypowano Leszka Balcerowicza, dzięki któremu dzisiaj w Polsce przemysł, wytwórczość i usługi są w zdecydowanej większości własnością kapitału zagranicznego. A zwłaszcza banki. Mało tego – już raz wyczyścił Polakom oszczędności, więc należy się spodziewać, że powracamy do systemu społecznego utrzymania instytucji, ale już prywatnych z nich zysków.

No dobrze, to załatwia sprawę tych, co chcieliby zostać właścicielami, albo nawet uzbierali 30 procent wartości (więc mogą i całość), ale co z tymi, co właścicielami już zostali? Banki obracając ich pieniędzmi straciły, ale w sumie wiadomo, że nie bank czy bankier stracili, ale klient banku. Ale to wszystko mało i dlatego wszelką własność prywatną okłada się idiotycznymi podatkami, jak np. obowiązkowe ubezpieczenie OC dla kierowców. Co za sens, skoro i tak każdy kierujący ponosi pełną odpowiedzialność za wyrządzone szkody, zaś OC pokrywa je tylko do jakiejś kwoty, a mało tego – ubezpieczyciel może zakwestionować żądane odszkodowanie. I co wtedy? Sięgamy do kieszeni.

Ale i tego mało – należy podnieść koszty życia i utrzymania własności do możliwie absurdalnego poziomu. Stąd dzisiaj właściciele mieszkań mają wyższe świadczenia więcej niż najemcy, do których czynszów właściciele i tak dopłacają poprzez miejską kasę. W takim też kontekście należałoby rozpatrywać pomysł pakietu klimatyczno – energetycznego, którego głównym punktem będzie ciągle zmniejszany przydział emisji dwutlenku węgla. Przecież w pierwszym rzędzie uderzy to w gospodarkę opartą o elektrownie węglowe. A gdy te już zostaną wykończone, przyjdzie czas na państwa z elektrowniami atomowymi, gdyż jak wiadomo brak konkurencji działa demoralizująco. Warto przypomnieć, że o kredytach na modernizację elektrowni węglowych będzie decydowała rada ekspertów, z prof. Balcerowiczem na czele. Tym, którzy wierzą, że chodzi tu o ochronę środowiska polecam rozważenie dylematu, dlaczego ekolodzy protestują przeciwko budowie obwodnicy w Rospudzie, a nie protestują przeciwko ruchowi tranzytowemu tirów, który niesie w sobie większe skażenie i więcej zagrożeń dla zdrowia, życia i każdego ekosystemu.

W ten sposób dzięki kryzysowi bankowemu i pomysłom eurokratów został uczyniony kolejny krok na drodze do systemu, w którym właścicielami zostają nie ci, co na własność zapracowali, ale ci, których zaakceptuje ogół właścicieli. Innymi słowy – system niewolniczy, bo tylko niewolnik nie może posiadać własności, gdyż z definicji wszystko, co ma, z nim włącznie, należy do kogo innego. Cały dowcip polega na tym, by sprzedać pomysł jako działanie dla dobra ogółu. A po przeprowadzeniu można będzie odrzucić pozory. W końcu wiadomo, że tylko niewolnicy uważają niewolnictwo za parszywy system społeczny. Ich właściciele raczej nie.

Tymi, którym się to nie spodoba zajmie się policja, której po raz kolejny poszerzone mają zostać uprawnienia. Odpowiedni projekt leży już w MSWiA, a hakerzy atakują strony tych, którzy nie dostrzegają cudu przemiany i jeszcze mają czelność o tym mówić.  

Brak komentarzy: