wtorek, 14 października 2008

Tylko zdrowi mają szansę na terapię

Cały kraj ekscytuje się kolejnym pomysłem na rozwiązanie sytuacji w służbie zdrowia. I słusznie, bo przecież jesteśmy w majestacie prawa podatkami łupieni na „publiczną” opiekę zdrowotną. Przynajmniej część polityków i komentatorów udaje głupich (albo i nie) skoro twierdzi, że komercjalizacja nie jest najczęściej wstępem do prywatyzacji. To po co by ją w takim razie przeprowadzać, skoro spółka prawa handlowego musi być dochodowa, a przedsiębiorstwo państwowe, w tym szpital – nie. Mało tego – społeczeństwo jest informowane o nic nie znaczących ekwiwokach kolejnych „wiedzących”, ale ani słowa o szczegółach operacji, co jest wymowne.

Inna sprawa, że polska publiczna służba zdrowia jest w opłakanym stanie. Być może dlatego właśnie mówimy o służbie zdrowia, nie wspominając o chorych do opieki nad którymi zasadniczo została powołana. Tyle, że taka sytuacja nie jest niczym nowym w polskiej rzeczywistości. Od blisko dwudziestu lat co roku obok pielęgniarek i lekarzy wszystkich specjalizacji strajkują bądź strajkami grożą nauczyciele, policjanci i inni przedstawiciele „budżetówki”, a ostatnio dołączyli do nich sędziowie. Kolejne rządy stając przed problemem strajków i nierentowności rozważają jedynie skąd wziąć pieniądze na podwyżki, czyli jak dodatkowo okraść obywateli. Nikomu nie przyjdzie do łba postawienie podstawowego w tej sytuacji pytania: czy to aby system dystrybucji środków nie jest do kitu? A jeżeli tak, jeżeli system finansowania i dystrybucji środków odziedziczony po PRL jest niewydolny, to jak go zmienić? Większość obywateli odpowie zapewne, że przede wszystkim mnie kraść.

Warto nad tym pomyśleć, tym bardziej, że skoro prywatne banki bankrutujące na skutek swej „niefrasobliwości” (nie potrafią liczyć?) są „dofinansowywane” z budżetu (czyli przez tych co wzięli kredyty i nie mieli za co spłacić oraz tych, którzy kredytów nie wzięli, bo np. nie potrzebowali), to czy komercyjna spółka skarbu państwa w jaką ma zostać przekształcony szpital, nie będzie mogła zbankrutować? PRL – owi się przecież udało. A wtedy zapłacimy i składkę, i specjalną daninę na ratowanie naciągaczy. A potem pobiegniemy do psychoanalityka. Prywatnie.

P.S. Czy dzisiaj w sejmie to były te same pielęgniarki, co nieco ponad rok temu urządzały w nocy pod sejmem takie sympatyczne libacje? „Białe Miasteczko” się ta melina aktywistek nazywała.

Brak komentarzy: