Gdyby oceniać poziom polskiej piłki nożnej po zainteresowaniu konfliktem pomiędzy polskimi władzami a piłkarską międzynarodówką i jej polską ekspozyturą, to nasza reprezentacja notorycznie wygrywa wszelkie zawody, rozgrywki i co tam jeszcze jest. Tymczasem prawda jest nieco inna, a najcelniej opisał ją Rafał Ziemkiewicz, który udział polskich drużyn piłkarskich w turniejach międzynarodowych skwitował krótko: mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor. Czapeczki, pamiątkowe proporczyki, suweniry dla rodzinki i do domu. Wniosek z tego taki, że nawet zawieszenie udziału polskich piłkarzy w rozgrywkach międzynarodowych niewiele by tak naprawdę zmieniło. Nie licząc rzecz jasna kasy, która nie została by z tego tytułu „rozdysponowana”. No i braku wpływów z udziału w reklamach. Pokazuje to zarazem rozmiary kompromitacji polskiego rządu, który usiłuje wmówić ludziom, że tęgie lanie, jakie mu spuszczono, to wielki sukces naszych polityków. Skoro tak, to należy postawić pytanie, dla kogo właściwie oni pracują?
Dla każdego jasnym jest, że chcąc uporządkować bagno trzeba je wpierw osuszyć, choć szlag wtedy trafi komary, żabki i inne przyjemne stworzonka, z upodobaniem bytujące w błotku. Zasada ta jest imperatywem dla każdego, kto zechce naprawdę uzdrowić sytuację w polskiej piłce nożnej. To oczywiste. Dla mnie jednak bardziej zastanawiający jest moment, w którym cała ta dęta afera o pietruszkę wybuchła. A stało się to akurat w chwili, gdy pierwsze komentarze płynące z Brukseli wskazywały na odrzucenie rządowego planu ratowania polskich stoczni. Temat stoczni właściwie zniknął z mediów, a wszyscy zajęli się naszą dumą i chlubą – polską piłką.
A tak na marginesie – po tej aferze, gdzie piłkarska międzynarodówka murem stanęła za oskarżanymi o korupcję kolegami, nikt już chyba nie uwierzy, że Polska to jedyny kraj, gdzie do „koryta” podstawiane są „stołki”. Jakiś pozytyw jednak jest.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz