sobota, 26 lipca 2008

Demokracja ludowej sprawiedliwości społecznej

Poziom populizmu „polskich polityków” jest najdokładniejszym odwzorowaniem stopnia zakorzenienia ideologii komunistycznej w świadomości społecznej. Składanie niespełnianych obietnic, koncentrowanie całego wysiłku na walce z innymi koteriami (w poprawnej politycznie nowomowie nazywanymi partiami) i nabijanie kieszeni kosztem państwa, a więc podatników, są dziedzicznymi grzechami „polskiej klasy politycznej” i najtrwalszą spuścizną PRL. Również osławiony pluralizm polityczny w starciu z rzeczywistością okazuje się kolejnym mitem, gdyż de facto wszystkie koterie polskiego gumna politycznego obiecują dokładnie to samo.
Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że nie mając najmniejszych predyspozycji do rządzenia ambitne beztalencia w garniturach kurczowo trzymają się koryta. Większość „polityków” na polskim gumnie przewija się od przeszło dwudziestu lat a ich ciągła obecność i jej skutki wskazują na całkowite zatracenie instynktu samozachowawczego zarówno przez polityków jak i wyborców. Przecież jeszcze trochę, i już nie będzie kogo okradać w imię zapisanej w konstytucji RP komunistycznej zasady „sprawiedliwości społecznej”.
Ponieważ karierowiczom politycznym, których pełno w administracji publicznej, zbywa na wszystkim poza ambicją i bezczelnością, kaptują adherentów w jedyny możliwy przy ich całkowitym beztalenciu sposób – rozdawnictwem pieniędzy publicznych. Bo można szczerze współczuć powodzianom czy pogorzelcom i innym „poszkodowanym”, ale nie można zmuszać całego społeczeństwa do restytucji finansowej strat, jakie ponieśli niektórzy spośród nich! Od tego są ubezpieczenia dostępne dla wszystkich i na każdą okazję. Jeżeli wiatr przewróci drzewo na mój samochód, to czy mam się domagać od społeczeństwa żeby za pośrednictwem rządu kupiło mi nowy? Jasnym jest, że jeśli nie był ubezpieczony, to nie dostanę żadnego odszkodowania, o nowym aucie nie wspominając. Ale to moja suwerenna decyzja i moje ryzyko, czy go ubezpieczyłem czy nie. Analogicznie jest z powodzianami czy pogorzelcami – dokonali wyboru, muszą ponieść konsekwencje! Nawiasem mówiąc, jeżeli na coś płacę, to mam chyba prawo korzystać z tego bez dodatkowych opłat czy zezwoleń, co finansuję. Co na to powodzianie, pogorzelcy i inni „poszkodowani”?
Jako jedyny premier Włodzimierz Cimoszewicz miał odwagę powiedzieć, że odszkodowania dostaną ci, którzy się ubezpieczyli. I choć W. Cimoszewicz jako polityk jest mi obcy ideowo – za tą wypowiedź go szanuję.
Kupowanie popularności za pieniądze podatników weszło do kanonu chwytów politycznych XXI wieku. Władze oczywiście nie uchwalą prawa o obowiązkowym ubezpieczeniu nieruchomości, upraw itd., bo jest to ingerencja w prawo własności. Ale te same władze zakazują jazdy samochodem bez ważnego, obowiązkowego ubezpieczenia OC, co też jest ingerencją w prawo własności (ogranicza możliwości wykonywania prawa własności). Mało tego – za brak OC przewidziane są represje czyli tzw. sankcje prawne. Te same władze ingerują również w prawo własności nakazując całej rzeszy podatników finansowanie życia całkowicie obcych im ludzi. Ludzi, którzy przecież mogą wykupić ubezpieczenie, ale nie robią tego bo wiedzą, że władza chętnie się pokaże przed kamerami i wręczy pieniądze zabrane innym grupom społecznym.
W ogóle to trzeba zauważyć, że władza chętnie dzieli pieniądze podatników już to wypłacając odszkodowania cwaniakom, którym się nie chce ubezpieczyć, czy też uprzywilejowując jakieś grupy społeczne. A przecież każdy ma prawo wyboru, również tego, czy, komu i jak pomaga.
Cały ten cyrk z pomocą i odszkodowaniami odbywa się w pełnym zrozumienia i podziwu blasku mediów, których pracownicy widać są zbyt głupi, by zrozumieć, że „piękny gest premiera” jest gestem, który to oni, jako podatnicy, będą finansować.
Dlatego mam taką propozycję, żeby Donald, Lech, Jarosław, Leszek, Aleksander, Kazimierz i inni „przywódcy” odszkodowania przywileje, „piękne gesty” i swoje błyszczenie w mediach zechcieli finansować z własnej, nie mojej kieszeni. Okażcie swoją hojność!

Brak komentarzy: