wtorek, 29 lipca 2008

Kudrycka, Hall – d... łomens politik

Amerykanie bystrzy są i odkryli właśnie, że emisja filmów anglojęzycznych bez lektora a tylko z napisami (a nawet bez napisów) jest jedną z najlepszych metod uczenia języka angielskiego. Tym zapewne można wyjaśnić powszechną znajomość angielskiego i jego pochodnych na terenach USA, Kanady, Australii czy Wielkiej Brytanii, choć niejasna pozostaje kwestia jak z upowszechnianiem angielskiego radzono sobie w erze przed odkryciem telewizji, ale to już szczegół.
Tubylcze elity RP ludowej w swych aspiracjach międzynarodowych i z braku własnych inicjatyw (kto może wymienić jakieś sensowne pomysły minister edukacji Katarzyny Hall i minister nauki Barbary Kudryckiej?) amerykańską ideę kupiły i kaptują adherentów dla wcielenia go w życie na powierzonym sobie terenie. Jeśli pójdą za ciosem, to trzeba się spodziewać zamiast poezji Mickiewicza, Słowackiego, Norwida czy Baczyńskiego w podręcznikach literatury tekstów raperów i hiphopowców. Można by ewentualnie spróbować z Szekspirem czy Byronem, ale przecież minister też człowiek i coś rozumieć z podręcznika musi, więc stek anglojęzycznych bluzgów wystarczy do zaspokojenia potrzeb intelektualnych elit.
A ileż pracy nad wprowadzeniem w życie pomysłu szanownych pań będą miały Sejm, Senat, rząd, Trybunał Konstytucyjny! A to trzeba będzie zmienić zapisy ciągle jeszcze obowiązującej konstytucji dotyczące urzędowego języka polskiego. A to zaskarżyć do TK i zmienić ustawę o ochronie języka ojczystego (dla większości społeczeństwa jest to polski) czy kulturotwórczej roli mediów publicznych. Te debaty i rozterki na gorąco transmitowane w mediach! Aż powtórzę za Clintonem: Gospodarka, sucker's!
Kłody pod nogi jak zwykle będą rzucać emeryci, którzy dzięki honorowemu dotrzymaniu słowa przez naszych anglojęzycznych sojuszników od 1945 r. musieli uczyć się języka rosyjskiego. Niektórzy mogą też podnosić kwestię swobody wyboru języka w jakim oglądają telewizję. Może się też np. okazać, że chcąc oglądać telewizję po angielsku wystarczy włączyć jakiś anglojęzyczny kanał, gdzie nikt nie wychwala prowincjonalnych dyletantów, których w polskiej polityce nie brak.
A tu jeszcze hiszpański, rosyjski, niemiecki, francuski, włoski, rumuński, szwedzki, norweski, fiński, waloński, flamandzki, grecki, węgierski, suahili, farsi, japoński, mongolski, koptyjski... Przecież nie można dyskryminować innych języków czy dorobku filmowego innych narodów. Jest też problem wtórnego analfabetyzmu objawiającego się między innymi brakiem zrozumienia czytanego tekstu. A Lech Wałęsa ze swymi uzdolnieniami językowymi...
Można by sprawę upowszechniania języka angielskiego na ziemiach polskich załatwić ekspresowo wypowiadając wojnę USA, a już Amerykanie i języka nauczą, i gospodarkę naprawią, KRUS będzie syty, ZUS cały i elity nowe...
No, ale to by było pójście na łatwiznę, a i pewno nasza elita nie jest skłonna do takowego poświęcenia dla ojczyzny. Nie pozostaje więc nic innego, jak obu paniom minister życzyć powodzenia zgodnie z wzorcami wyniesionymi z amerykańskich filmów emitowanych w polskich telewizjach: Fuck!
ŹRÓDŁO: http://wiadomosci.onet.pl/1796277,11,1,1,item.html

Brak komentarzy: