Parlamentarzyści polskojęzyczni podjęli inicjatywę przyjęcia uchwały wzywającej prezydenta Kaczyńskiego do natychmiastowej ratyfikacji traktatu lizbońskiego i dalszej działalności na arenie polityki europejskiej na rzecz ratyfikacji bełkotu. Dziwi nazywanie takich nacisków na demokratycznie wybranego prezydenta „standardami demokracji”. Podobne uchwały, wzywające polityków do np. składania w terminie oświadczeń majątkowych (Hanna Gronkiewicz – Waltz) czy oświadczeń o współpracy z komunistyczną bezpieką (Bronisław Geremek) przedstawiano jako łamiące zasady demokracji. Daje do myślenia, jak bardzo PO chce ratyfikacji dokumentu wynegocjowanego przez „niekompetentnych prawicowych paranoików” rządu Jarosława Kaczyńskiego z minister Fotygą na czele (chyba, że Tusk & PO przez dwa lata perfidnie kłamali). Nie dziwi wybór przywódcy państwa polskiego – w krzewieniu takiej „demokracji” to nasi przywódcy mają największe doświadczenie. Poznań czerwiec 1956. Warszawa, marzec 1968. Wybrzeże, grudzień 1970. Kopalnia „Wujek” grudzień 1981. Czechosłowacja 1968. Cała Polska 13 XII 1981 – 22 VII 1984. Korea, Wietnam, Kambodża, Laos, Afganistan – pewnie też jacyś „doradcy wojskowi” z PRL się zaplątali.
Podobne zawłaszczanie terminów to obecne znaczenie „faszysty” ukazane przez Janusz Korwina – Mikkego; do poczytania na:
Podobne zawłaszczanie terminów to obecne znaczenie „faszysty” ukazane przez Janusz Korwina – Mikkego; do poczytania na:
Pomylił się tylko w jednym – pierwotnie faszyści (z wł. Fasci) byli związkiem włoskich frontowców pierwszej wojny światowej. Podobną działalność w Republice Weimarskiej prowadziło SA. Dopiero później organizacje kombatanckie wykorzystano politycznie, z tradycji kultury indoeuropejskiej zawłaszczając symbolikę (swastyka) a z kultury Imperium Rzymskiego gest pozdrowienia. W podobny sposób przez analogię należałoby postrzegać działalność aktywistów „mniejszości” (w demokracji decyduje ponoć większość) seksualnych, ale to już przecież „faszyzm”.
Oczywiście nieścisłość powyższa nie dyskredytuje znaczenia obserwacji p. Korwina – Mikkego, sprowadzającej się do zawłaszczania pojęć i terminów przez politycznych karierowiczów. Od siebie proponuję następującą konstrukcję logiczno – obyczajową:
- każdy przeciwnik Wspólnoty Europejskiej, niezależnie od kierujących nim przesłanek, zostanie zakwalifikowany w RP jako nacjonalista czy wręcz nazista (choć zasady pluralizmu politycznego ponoć dopuszczają odmienność poglądów);
- nacjonaliści kierują się kryterium narodowym, a ich głównym celem jest wielkość państwa narodowego (takie obietnice de facto znajdują się w programie każdej partii politycznej - „żeby Polska była silna” itd.) przy zachowaniu odrębności państwowego bytu politycznego;
- ponieważ rząd polskiego państwa dąży do likwidacji odrębnego bytu politycznego państwa (o potędze gospodarczej czy politycznej nie wspominając) nacjonalista w odruchu patriotyzmu musi sprzeciwić się polityce i władzom państwa;
- negując decyzje rządu i kierunek polityki państwowej nacjonalista staje się anarchistą;
- anarchiści kwestionują celowość istnienia państw, granic itd. są więc naturalnym sojusznikiem orędowników bezgranicznej Europy i przeciwnikami nacjonalistów;
- tyle, że w większości anarchiści obecnie są nacjonalistami.
Jeżeli ktoś nie wierzy, to niech porówna komentarze do protestów przeciwników WE w Polsce (nacjonaliści) i np. Czechach (anarchiści), choć zasadniczo ich cel jest identyczny – sprzeciw wobec WE!
A teraz prowokacja – ja jestem nacjonistą!
Ciekawe, czy barany sprawdzą, co właściwie oznacza ten termin (ja dokładnie wiem!), nim mnie oskarżą.
Oczywiście nieścisłość powyższa nie dyskredytuje znaczenia obserwacji p. Korwina – Mikkego, sprowadzającej się do zawłaszczania pojęć i terminów przez politycznych karierowiczów. Od siebie proponuję następującą konstrukcję logiczno – obyczajową:
- każdy przeciwnik Wspólnoty Europejskiej, niezależnie od kierujących nim przesłanek, zostanie zakwalifikowany w RP jako nacjonalista czy wręcz nazista (choć zasady pluralizmu politycznego ponoć dopuszczają odmienność poglądów);
- nacjonaliści kierują się kryterium narodowym, a ich głównym celem jest wielkość państwa narodowego (takie obietnice de facto znajdują się w programie każdej partii politycznej - „żeby Polska była silna” itd.) przy zachowaniu odrębności państwowego bytu politycznego;
- ponieważ rząd polskiego państwa dąży do likwidacji odrębnego bytu politycznego państwa (o potędze gospodarczej czy politycznej nie wspominając) nacjonalista w odruchu patriotyzmu musi sprzeciwić się polityce i władzom państwa;
- negując decyzje rządu i kierunek polityki państwowej nacjonalista staje się anarchistą;
- anarchiści kwestionują celowość istnienia państw, granic itd. są więc naturalnym sojusznikiem orędowników bezgranicznej Europy i przeciwnikami nacjonalistów;
- tyle, że w większości anarchiści obecnie są nacjonalistami.
Jeżeli ktoś nie wierzy, to niech porówna komentarze do protestów przeciwników WE w Polsce (nacjonaliści) i np. Czechach (anarchiści), choć zasadniczo ich cel jest identyczny – sprzeciw wobec WE!
A teraz prowokacja – ja jestem nacjonistą!
Ciekawe, czy barany sprawdzą, co właściwie oznacza ten termin (ja dokładnie wiem!), nim mnie oskarżą.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz