poniedziałek, 21 lipca 2008

Elitarna alienacja

Gdyby komukolwiek przyszło do głowy spisanie list apologetów i krytyków Bronisława Geremka i np. obrońców i krytyków Lecha Wałęsy zobaczyłby z pewnością jak zbieżne są te listy, gdzie apologeci Geremka nader często są obrońcami „dobrego imienia” Wałęsy i na odwrót. Tworzenie dalszych list tego typu, dotyczących ikon nowej mentalności społecznej (np. Barbary Blidy, Alicji Tysiąc, Anety Krawczyk) bądź „jedynie słusznych” idei (Unii Europejskiej, małżeństw homoseksualnych czy bezstresowego wychowania) potwierdziłoby trafność powyższego spostrzeżenia. Szczególnie w odniesieniu do „elit” i mediów. Znamiennym zarazem jest, że „apologeci” zamienią się miejscami z „krytykami” w przypadku tworzenia takowych list dla Jana Pawła II czy też idei lustracji.
W zasadzie nie ma w tym nic dziwnego – pluralizm dopuszcza różnorodność poglądów i powstawanie przeciwnych ideologicznie nurtów intelektualnych, którym bezdyskusyjnie należą się: obiektywna ocena, merytoryczna polemika i szacunek. Z żalem trzeba w tym miejscu zauważyć, że nasze „elity” polityczne włącznie z mediami (tzw. czwarta władza) do tego jeszcze nie dorosły.
Ów jednoznaczny obraz poglądów i postaw będących społecznie „trendy” bądź „passe”, tworzony przez przodowników wychowania politycznego (w nowomowie: politycznej poprawności), ma potężną skazę – internet. Pełni on obecnie rolę światowego forum wolnej opinii skutecznie podważając prymat organizatorskiej roli prasy i powstałe w jego wyniku sielskie bagienko. Wystarczy przejrzeć wpisy na oficjalnych forach, o opiniach zamieszczanych na stronach autorskich czy blogach nie wspominając. Politycy i media swoje, a społeczeństwo swoje, co świadczy o nieumarłym instynkcie samozachowawczym, jak również o całkowitej alienacji społecznej elit (czy to są w tej sytuacji nadal elity?). Doskonałym przykładem jest „sukces” Aleksandra Kwaśniewskiego, który najpierw złożył gratulacje Janukowyczowi (szybszy był od Putina), a po protestach kijowskiego „majdanu” i polskiej „ulicy” zdecydował się wystąpić w roli opatrznościowego mediatora. Media i politycy mu tego nie przypomną – internauci owszem.
Należy sądzić, że podobnie ma się sytuacja w innych krajach Europy. Tłumaczyłoby to dążenia polityków europejskich do wprowadzenia cenzury w internecie, gdyż w ten sposób można tłumaczyć prace nad kuriozalną ustawą określającą legalność wykorzystywanego przez internautów oprogramowania (np. Firefox'a). Jakoś dziwnie jestem przekonany, że to wstęp do wprowadzenia całkowitej cenzury poglądów, a hagiografowie A. Tysiąc, B. Blidy, A. Krawczyk, L. Wałęsy i B. Geremka będą nam tłumaczyć, że to słuszne, dobre, twórcze, odkrywcze i w ogóle – dla naszego dobra. Nie oni pierwsi, nie ostatni ...

Brak komentarzy: