czwartek, 29 stycznia 2009

Księga zasług wieczystych – jedyny sprawiedliwy

Chociaż w jeszcze obowiązującej Konstytucji RP zapisane są prawa obywateli, to praktyka skłania ku refleksji, że głównym beneficjentem owych „praw” są w rzeczywistości urzędy. W starciu z biurokratycznym „betonem” urzędów obywatel z góry skazany jest na porażkę, jako winny sytuacji, zwłaszcza, jeśli akurat winien jest urząd.

Ot, chociażby sprawa, o której pisałem jakiś czas temu w tekście Księga zasług wieczystych . Pomijając prawnicze ekwiwoki rzecz przedstawia się następująco: urzędnicy miejscy wespół z urzędnikami sądowymi pokpili sprawę przejmowania budynku zakładowego w 2002 r. i jedna z warszawskich nieruchomości w księgach wieczystych ma zapisanych dwu właścicieli – Urząd Miasta (zgodnie z prawem) i Skarb Państwa (niezgodnie). Miasto sprzedało lokatorom mieszkania, lecz Sąd nie chce uznać praw własności nabywców, gdyż bezpodstawnie figurujący w księgach wieczystych Skarb Państwa nie był obecny przy sprzedaży. Mniejsza z tym, kto nie dopatrzył sprzecznych z prawem zapisów w księgach – pracownicy sądu czy urzędnicy miejscy – winni są i tak obywatele. Wprawdzie uczciwie wykupili i zapłacili, ponoszą wszelkie koszta utrzymania, w tym opłaty za wieczyste użytkowanie gruntu oraz podatek od nieruchomości, ale właścicielami nie są, gdyż nie mają sądowego potwierdzenia prawa własności.

Lecz że w każdej społeczności znajdzie się „jedyny sprawiedliwy”, więc i tu się takowy znalazł. Najpierw pani P. wykupiła mieszkanie pół roku przed oficjalnym rozpoczęciem przez urząd sprzedaży lokali, zapewne w promocji czy czymś takim. Potem, gdy jej sąsiedzi otrzymywali pisma, iż zdaniem sądowych referendarzy – stażystów złożone prze nich wnioski „nie zasługują” na pozytywne rozpatrzenie – ów rodzynek ciupasem otrzymał pozytywną odpowiedź i potwierdzenie swych praw własności odnośnym wpisem. Pozostali, gdy już wyszli z szoku po zapoznaniu się z metodami, jakimi „państwo prawa” poprzez wymiar sprawiedliwości realizuje „równość obywateli wobec prawa”, zachodzą w głowę, jakież to „zasługi” miała pani P.? Czemu zawdzięcza tak szczególne przywileje? Solidarność to jakowaś, li tylko kumoterstwo – ot, zagadka...

Wiele wskazuje na to, że sąd nie chcąc przyznać się do fuszerki, „gra na zwłokę” – dosłownie i w przenośni. Pytania, dlaczego w jednym przypadku wniosek rozpatrzono pozytywnie, podczas gdy w analogicznych przypadkach – nie, pozostają bez odpowiedzi. Jakby sprawy w ogóle nie było. A że większość „analogicznych przypadków” stanowią emeryci, więc sprawy coraz częściej rozwiązują się „same przez się” w momencie, gdy z przyczyn naturalnych ubywa osób zgłaszających roszczenia.

Na zakończenie refleksja ogólna. Istniejący stan przetrwał administrowanie Warszawą przez PiS i świetnie się trzyma podczas włodarzenia PO. W tym czasie Rzeczpospolitą Polską rządziły „ekipy” SLD, PiS – u, a obecnie PO. Każda z nich szła do wyborów pod hasłami walki z patologiami władzy będących, rzecz jasna, dziełem uprzedniej ekipy. A patologie, jak widać, trwają sobie w najlepsze za nic walkę mając. Czyli jakaś „polityczna ciągłość władzy” wbrew pozorom jest.

Brak komentarzy: