Oczy całego świata zwrócone dziś były na Waszyngton, gdzie dokonywała się historyczna intronizacja na urzędzie pierwszego czarnoskórego prezydenta Baracka Obamy. Jako że kryzys toczy amerykańskie (i nie tylko) finanse, liczący każdego dolara dziennikarze z zachwytem obwieścili, że będzie to najdroższa impreza w dziejach prezydentury USA.
Częstym fragmentem relacji z przygotowań był widok szlochającej ze szczęścia afroamerykanki, która zduszonym głosem wyrażała radość, że wreszcie prezydentem USA będzie jej „ziomek”. Rzecz jasna nie jest to żaden rasizm a jedynie „solidarność etniczna”. Ponieważ jednak na kontynencie afrykańskim znaczna część prezydentów i premierów jest czarna, powstaje pytanie, dlaczego afroamerykanie miast cierpieć pod jarzmem rasistowskich „białasów” w USA po prostu nie reemigrowali, by tam swobodnie kultywować „solidarność etniczną”?
W Polsce z kolei w ramach walki z kryzysem społeczeństwo najpierw urządziło sobie fetę z okazji 25 – lecia Nobla, a teraz za jeszcze ciężkie pieniądze przypomni sobie, dlaczego tak kocha twórców Okrągłego Stołu. Bo jakby zapomniało, że kocha, to mogłoby sobie przypomnieć, czemu wielokrotnie strajkowało przeciwko tymże twórcom zarówno przed, jak i po 1989 r. Na razie jednak czarne myśli o kolejnym niezbędnym wydatku budżetu odwraca honorowa dymisja ministra Ćwiąkalskiego. Nawiązując do światłych wzorców amerykańskich warto wyliczyć sukcesy jego resortu. Przede wszystkim poprawiła się skuteczność i jakość usług prawniczych, szczególnie w przypadkach, gdy jako obrońca występował późniejszy prokurator generalny, mecenas Ćwiąkalski. I choć plotka niesie, że poginęły z sądów i prokuratur różne kwity bądź kompromaty, rąk załamywać nie należy, albowiem choć „poginęły”, to niekoniecznie musiały zostać „zniszczone”, a więc mogą się objawić w najmniej spodziewanym momencie np. kampanii wyborczej. A swoją drogą – czegóż dokona syn tak znamienitego karnisty?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz