W pierwszym rzędzie dalszej degradacji ulegnie znaczenie świadectwa dojrzałości. Przecież logicznie rzecz ujmując, wskazuje ono osoby dysponujące pewną wiedzą i potrafiące wykorzystać ją praktycznie. Zakres wiedzy i umiejętności powinien obejmować nie tylko umiejętność stawiania krzyżyków w odpowiedniej kratce. Znajomość literatury, matematyki czy wreszcie przeszłości i tradycji są w tym zakresie, moim zdaniem, bezdyskusyjne. Redukcja programowa siłą rzeczy obniży i tak już niskie wymagania dla maturzystów.
Zyskując pewną wiedzę z zakresu np. matematyki czy historii uczymy się zarazem pewnego konkretnego sposobu analizy danych. Wyszukiwania potrzebnych informacji, odrzucania fałszywych bądź zbędnych, stawiania hipotez i ich weryfikacji na różne sposoby. Ograniczanie wymagań spowoduje degenerację umiejętności, które bądź co bądź przydają się w życiu. Mało tego, przedmioty takie jak historia, WOS i język polski w znacznym stopniu wpływają na kształtowanie postaw obywatelskich. Bez tego przyszłe pokolenia staną się zwykłymi niewolnikami. Wystarczy im podszepnąć, że „prawdziwa inteligencja” to popiera to, czy tamto, a w podskokach i... możliwa będzie powtórka niemieckiego narodowego socjalizmu czy komunizmu, z łagrami, czystkami etnicznymi itd. Wszystko dlatego, że brak wiedzy o pewnych mechanizmach politycznych przeszkodzi w porę dostrzec zagrożenie. No chyba, że będziemy uczyć 12 – 13 letnie dzieci o szczegółach wszystkich krwawych szaleństw ludzkich w XX wieku, uzasadnianych ideologicznie. Efekty wszystkich zadziwią, ręczę.
Zresztą niepokojące oznaki ogłupiania już są widoczne. Kto ma dzieci może się pokusić o eksperyment – poprosić o zestawienie historycznych wiadomości o powstaniu Chmielnickiego i potopie szwedzkim z obrazem literackim tychże wydarzeń, z uwzględnieniem wiedzy geograficznej i botanicznej. Wbrew pozorom wcale nie jest to takie trudne, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Są też i inne znaki na niebie i ziemi. Przykładowo coraz więcej ludzi rozróżnia nazistów i Niemców a reżimy komunistyczne uważa za „mniejsze zło” w porównaniu do III Rzeszy. To, że spora grupa ludzi wierzy, iż jedynie Polacy są nacjonalistami i organicznymi antysemitami, chociaż stosunkowo często obdarzanymi tytułem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, też ma swoją wymowę.
Ktoś może zapytać, po co właściwie mu znajomość historii? Matematyka, fizyka, chemia, biologia, to jeszcze, ale historia? Część z Czytelników zapewne skojarzyła proponowany przeze mnie „eksperyment” z dziełami chociażby Henryka Sienkiewicza, a niektórzy może i z utworami J. I. Kraszewskiego. Inni bez wątpienia wyłapali sarkazm łączenia pojęć „widocznego znaku” z „nowym radzieckim człowiekiem”, być może zestawiając to z własnymi opiniami na temat UE. Chyba wszyscy wzdrygnęli się na myśl opowiadania dorastającym dzieciakom o łagrach, obozach koncentracyjnych, UPA itp., skoro nawet dorosłym czasem ciężko słuchać spokojnie opisów wyczynów NKWD, SS itd. Ale czy bez elementarnej wiedzy historycznej odczytali by Państwo to tak samo?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz