piątek, 16 stycznia 2009

RP Ludowej obraz własny

„Reklama dźwignią handlu”, to wie każde dziecko. A że towarem jest obecnie praktycznie wszystko, to już insza inszość. Inna sprawa, że tak jak ramię i siła dźwigni są uzależnione ciężarem, tak reklama, aby była skuteczna – intelektem odbiorców. I szczerze mówiąc – nie jest dobrze.

Pół biedy, jeśli za tancerzem na występy biega mamusia z litrową butlą płynu do prania. Albo siostry noszą ze sobą analogiczny rekwizyt na imprezy. Nie ma biedy, gdy „prosto ze dżefka” (zapis w miarę fonetyczny, oddający dykcję pewnej kretynki)  sypią się truskawki. To też można przeżyć, w końcu ponoć bywają rzeczy „bielsze niż białe”. Nawet rasizm.

Niepokój wzbudza, gdy „nowa kultura bankowości” afiszuje się sloganem, w myśl którego „połowa środków na koncie zarabia w nocy 11%”. Znaczy to ni mniej, ni więcej, że całość realnie zarabia 5,5%. Ale warto też rozważyć ową „noc”. Jakoś ciężko mi uwierzyć, że banki opierają kryteria oprocentowania o wschody i zachody słońca czy fazy księżyca. Pojmując enigmatyczną „noc” jako połowę doby, wychodzi, że realnie całość środków miesięcznie zarabia ćwierć (połowa połowy) kwoty z reklamy, czyli 2,75%. A to już nie 11%.

Do kogo jest zatem adresowana taka reklama? Nie oszukujmy się – do nie umiejących liczyć tępaków. Do tchórzy, którzy boją się przeciwstawić wszechobecnemu chamstwu, lansowanemu pod hasłami typu „róbta, gdzie chceta”. Do rządzącej życiem i debatą publiczną hołoty, fetowanej na wszelkiego rodzaju imprezach ogólnodostępnych. Do prawników z aplikacją, urządzających meliny i ostentacyjnie olewających przepisy, grożących sądem osobom dochodzącym swych praw.

W latach 90. ubiegłego wieku Kazik Staszewski pytał retorycznie „coście, skurwysyny, uczynili z tą krainą?”. Dziś można już odpowiedzieć – przykroili na obraz i podobieństwo swoje. Najlepiej widoczne w poziomie reklam.

Brak komentarzy: