Służby specjalne zajmują się działalnością specjalną, dzięki czemu służby zwyczajne zajmują się działalnością zwyczajną, która jako taka jest mniej pasjonująca niż działalność specjalna a i niespecjalnie dobrze płatna. Jednym z najistotniejszych kryteriów, pozwalających rozpoznać działalność specjalną jest otaczająca ją tajemnica i dezinformacja. W przeciwnym przypadku taka działalność staje się zwyczajna, a to przynosi omówione wcześniej konsekwencje.
Podstawą pracy służb specjalnych jest informacja. Dzięki niej można prowadzić „gry” operacyjne, do których należy również i dezinformacja. Nikt jednak sam wszystkiego robić nie może, więc potrzebni są różni donosiciele oraz agenci wpływu. Jednych i drugich umieszcza się, gdzie tylko można, aby z jednej strony zbierać informacje o danym środowisku, z drugiej zaś – dementować informacje o zbieraniu informacji.
Najlepszymi agentami, obok zwerbowanych akurat przez nasze służby specjalne są agenci konkurencyjnych służb specjalnych, względnie przejęci po służbach specjalnych okupacyjnych reżimów. Ci ostatni zwłaszcza są bezcenni – w obawie przed ujawnieniem prawdy gotowi są na każde draństwo, aż dziw bierze, że poczucie przyzwoitości może być w takim niedorozwoju względem instynktu samozachowawczego.
Oczywiście do najcenniejszych informacji zdobywanych przez służby specjalne należą te o konkurencyjnych służbach specjalnych. Rzecz jasna nasze służby specjalne też są konkurencyjne dla innych służb specjalnych, więc trzeba strzec informacji o nich za wszelką cenę. Niestety w demokracji czynnik ludzki w parlamencie domaga się kontroli nad służbami specjalnymi. I co wtedy? Ano trzeba wprowadzić zasadę, że kontrolę nad specsłużbami mogą mieć wyłącznie osoby, które uzyskają certyfikat bezpieczeństwa, zezwalający na dostęp do tajnych informacji o służbach specjalnych. Certyfikat ten wydają właśnie służby specjalne, więc wszystko zostaje w rodzinie.
Bo podstawą działalności przez cały czas jest tajemnica. Zdemaskowany agent jest bezużyteczny, podobnie jak zdemaskowany konfident czy zdemaskowany agent wpływu. Nikt nie wypaple nic ważnego przy donosicielu, nikt się nie nabierze na agitacje agenta wpływu. Dlatego agenci wpływu bronią tajemnic specsłużb broniąc tym samym własnego tyłka, a specsłużby bronią tyłka agentów broniąc tym samym własnych interesów. Ręka rękę myje, proste jak konstrukcja cepa. Tym bardziej, że brak parasola służb specjalnych może mieć przykre następstwa – oto wyda się plagiat pracy magisterskiej, kompan od kieliszka da w mordę za kablowanie itd. Same niezasłużone przykrości.
A teraz zgadnijcie – co w świetle powyższego sądzi autor o przeciwnikach lustracji?
Podstawą pracy służb specjalnych jest informacja. Dzięki niej można prowadzić „gry” operacyjne, do których należy również i dezinformacja. Nikt jednak sam wszystkiego robić nie może, więc potrzebni są różni donosiciele oraz agenci wpływu. Jednych i drugich umieszcza się, gdzie tylko można, aby z jednej strony zbierać informacje o danym środowisku, z drugiej zaś – dementować informacje o zbieraniu informacji.
Najlepszymi agentami, obok zwerbowanych akurat przez nasze służby specjalne są agenci konkurencyjnych służb specjalnych, względnie przejęci po służbach specjalnych okupacyjnych reżimów. Ci ostatni zwłaszcza są bezcenni – w obawie przed ujawnieniem prawdy gotowi są na każde draństwo, aż dziw bierze, że poczucie przyzwoitości może być w takim niedorozwoju względem instynktu samozachowawczego.
Oczywiście do najcenniejszych informacji zdobywanych przez służby specjalne należą te o konkurencyjnych służbach specjalnych. Rzecz jasna nasze służby specjalne też są konkurencyjne dla innych służb specjalnych, więc trzeba strzec informacji o nich za wszelką cenę. Niestety w demokracji czynnik ludzki w parlamencie domaga się kontroli nad służbami specjalnymi. I co wtedy? Ano trzeba wprowadzić zasadę, że kontrolę nad specsłużbami mogą mieć wyłącznie osoby, które uzyskają certyfikat bezpieczeństwa, zezwalający na dostęp do tajnych informacji o służbach specjalnych. Certyfikat ten wydają właśnie służby specjalne, więc wszystko zostaje w rodzinie.
Bo podstawą działalności przez cały czas jest tajemnica. Zdemaskowany agent jest bezużyteczny, podobnie jak zdemaskowany konfident czy zdemaskowany agent wpływu. Nikt nie wypaple nic ważnego przy donosicielu, nikt się nie nabierze na agitacje agenta wpływu. Dlatego agenci wpływu bronią tajemnic specsłużb broniąc tym samym własnego tyłka, a specsłużby bronią tyłka agentów broniąc tym samym własnych interesów. Ręka rękę myje, proste jak konstrukcja cepa. Tym bardziej, że brak parasola służb specjalnych może mieć przykre następstwa – oto wyda się plagiat pracy magisterskiej, kompan od kieliszka da w mordę za kablowanie itd. Same niezasłużone przykrości.
A teraz zgadnijcie – co w świetle powyższego sądzi autor o przeciwnikach lustracji?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz