sobota, 14 czerwca 2008

€ - komiwojażerka

Irlandczycy w referendum jako jedyni w całej Europie mieli odwagę powiedzieć, że nie podpiszą bełkotu (czyt. traktatu) lizbońskiego, bo nic z niego nie można zrozumieć. A przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie podpisuje zobowiązań, których treści nie rozumie czy też nie zna, co na jedno w sumie wychodzi. Cześć wam i chwała, Irlandczycy i Irlandki! Nasi politycznie poprawni parlamentarzyści podpisali bez czytania!!! Ciekawe czemu, skoro winni bronić interesów Polski, jako kraju, który ich opłaca. Irlandczycy dostrzegli, że niejasne zapisy traktatu mogą być niekorzystne dla ich kraju, a nasi „geniusze” nie. No, ale to w zasadzie byłby temat na dochodzenie a nie artykuł. W sumie, skoro piłkarzy i trenera naszej narodowej reprezentacji musimy importować z Holandii i Brazylii, to może czas również zaimportować elity polityczne? Byle przyjęli chrzest, a i chrzest im się przyjął.
Najlepsze okazały się jednak reakcje € - entuzjastycznie nastawionych polityków. Oto frau Aniela Merkelowa, kanclerzyca Reihu, wielce nerwowo zapowiedziała, że na najbliższym szczytowaniu w Brukseli badaniom na okoliczność irlandzkiego veta zostanie poddany premier Irlandii. No jasne, tyle, że on akurat osobiście jest zwolennikiem tego traktatu. Równie dobrze można przepytać Lecha Wałęsę na okoliczność praktycznego zastosowania teorii względności albo rozwiązania paradoksu kłamcy. Strata czasu. Ale nic to, jak mawiał sienkiewiczowski patriota. Grunt, że są pozory legalizmu, bo przecież traktat musi być wprowadzony w życie – i już! Jest ordnung, więc trzeba zęby zacisnąć i robić tę unię.
Premier suwerennej Rzeczypospolitej Polskiej, Donald Tusk, zapowiedział, że przed wyjazdem do Brukseli na szczytowanie a Anielą i € - kompanami będzie rozmawiał z prezydentem Lechem Kaczyńskim o dalszej ratyfikacji traktatu lizbońskiego! Kuriozum jakoweś! Przecież traktat miał wejść w życie tylko po jednomyślnym przyjęciu przez wszystkie kraje członkowskie Wspólnoty € - pejskiej, a właśnie jeden z krajów członkowskich olał ten cały traktat i nawet się nie raczył zarumienić! Chyba premier Tusk to zauważył? Nawiasem mówiąc – w RP suwerenem jest Naród, o czym wspomina artykuł 4 jeszcze obowiązującej konstytucji, nadto Naród ów może sprawować władzę bezpośrednio, tj. poprzez referendum. Zrzeczenie niepodległości na rzecz obcego państwa (flaga i waluta są, hymn nieoficjalnie, konstytucja w drodze) może nastąpić wyłącznie w formie referendalnej. A, znaczy Naród musiałby się dowiedzieć, co tak właściwie jest w tym traktacie? W miękkie trafione – sami nie wiedzą co, ale wiedzą, że Naród jest za głupi, by o sobie samodzielnie decydować. Tylko kto ich wybrał do parlamentowania?
Dobra, mniejsza z tym. Jest popłoch w kwestii „co czynić dalej”. Ale oznaki tego popłochu są wielce symptomatyczne. Przywódcy państw € - kołchozu już raz poronili € - konstytucję, która im przepadła. Popracowali trochę i z dumą zaprezentowali traktat lizboński, będący dawną € - konstytucją, tyle, że mętniej napisaną. I znowu klapa. Więc kombinują, jak tu jednak wtrynić nam to dobrodziejstwo, ponownie nie mówiąc przy tym, co właściwie jest w środku. W ten sposób nie zachowuje się polityk, tylko podrzędny komiwojażer wciskający tandetę! A tego mamy pod dostatkiem i nikomu chyba nie zależy, żeby było więcej. No, chyba, że będzie miał z tego zapewniony stały profit.
Jeżeli komukolwiek naprawdę zależałoby na usprawnieniu WE, winien porzucić imperialistyczne ciągoty, rozpędzić na cztery wiatry towarzystwo darmozjadów Parlamentu € - pejskiego (nadmierna biurokracja tworzy problemy, ale nigdy nie rozwiązuje!) i zaprzestać komunistycznego systemu dotowania różnych gałęzi gospodarki (tzw. dopłaty unijne). Tylko w ten sposób zaczną w gospodarce działać sensowne prawa rynku. Resztę problemów można rozwiązać bez kosztownych pośredników w gronie samych zainteresowanych. Także bez tandety i prowizji komiwojażera.

Brak komentarzy: