środa, 4 czerwca 2008

Perpetuum biurokratum

Miłościwie nam panujący rząd miłości powszechnej ogłosił bombę, gdyż jak mawiali niemieccy apostołowie miłości z Wehrmachtu nic miłości tak nie wznieci, jak gdy na łeb bomba zleci. Przygotowana przez minister Piterę bomba okazała się niewypałem, i nie jest to pierwszy niewypał, z którym rząd premiera Tuska ma problemy. Jak wiadomo sukces ma wielu ojców, ale porażka jest sierotą, więc koledzy klubowi dość wstrzemięźliwie odnieśli się do raportu pani minister, która teraz będzie musiała sama zjeść tę żabę.
Również opozycja, której dotyczył raport, miast się cieszyć jego treścią, krzywi się i poprzez megafon peronowego Gosiewskiego obwieszcza światu, że szkoda pieniędzy na pensję pani minister Pitery. Pokazuje tym samym, że być politykiem nie jest równoznaczne z byciem mężem stanu. Mąż stanu zaproponowałby podwojenie pensji babie, byle dalej zajmowała się tylko rachunkami. Dlaczego? Bo jej pensja nigdy nie pokryje strat w gospodarce czy polityce jakich mogłaby przysporzyć.
Takie rozwiązanie ma jeszcze jedną zaletę – jak już pani minister skontroluje rachunki wszystkich rządów, to może zacząć kontrolować sumienność przeprowadzonych kontroli rachunków wszystkich rządów i tak dalej ad mortem usrandum, czyli takie piterum mobile. Amen.

Brak komentarzy: