W ramach komentarzy do wyroku sądu, przyznającego opiekę nad dzieckiem babci, oskarżającej matkę o narkotyki, alkoholizm i ogólny brak odpowiedzialności, pojawiły się również twierdzenia, że wyrok jest taki a nie inny, bo matka dziewczynki jest lesbijką.
Od razu pojawiła się dyżurna wypowiedź (nie zauważyłem czyja - telewizor jest w drugim pokoju): rodzice homoseksualni kochają swoje dzieci tak samo jak rodzice heteroseksualni. Nie negując tejże wypowiedzi, a to dla braku jakiejkolwiek eksperiencji tegoż tematu, mam jednak pewne wątpliwości.
Z definicji pary homoseksualne nie płodzą dzieci - więc skąd wiadomo? Czy para matka + macocha (względnie ojciec + ojczym) na pewno będzie zapewniać dziecku tyle samo miłości co rodzice heteroseksualni? Wszak konflikty z ojczymami czy macochami częściej kończą się na sali sądowej. Nadto ciekaw jestem, skąd autor wypowiedzi tak dokładnie wie, że uczucia rodziców homoseksualnych i heteroseksualnych są identyczne? Doświadczył tego osobiście?
Jakiś czas temu homoseksualistów określano mianem "kochających inaczej". Oni sami zresztą nie negowali tego określenia. Mało tego - przecież to właśnie orientacja seksualna jest w ich przypadku jedynym kryterium wyróżniającym. To co to za odmienność, skoro w zasadzie jest tak samo?
Homoseksualiści są mi obojętni i tacy pozostaną, do czasu gdy nie zaczną zmuszać mnie do zmiany mojej heteroseksualnej orientacji. Tak zwanych "działaczy gejowskich" postrzegam raczej jako drobnych cwaniaczków, którzy starają się realizować swoje wielkie ambicje nie znajdujące pokrycia w przymiotach charakteru. To, że homoseksualiści dają się podpuszczać i prowadzić - ich sprawa, choć wychodzi na to, że nie są wcale tak wyjątkowi jak im "działacze" wmawiają. Ale w polityce chyba obowiązują jeszcze jakieś standardy i nie wolno wygadywać takich bzdur, jeśli się nie chce narazić na śmieszność i kpiny.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz