piątek, 30 maja 2008

Kiełbasa egzystencjalna

Przeglądając w sklepie zawartość etykietek na opakowaniach kiełbasy poczułem się jak bohater filmu Poszukiwany – poszukiwana. On brał udział w badaniach nad zawartością cukru w cukrze, ja – nad zawartością kiełbasy w kiełbasie. Mogę od biedy zrozumieć mieszanie różnych gatunków mięsa, dodawanie konserwantów (choć do XX wieku wystarczała sól). Podejrzenia budzą „aromaty identyczne z naturalnym”, zwłaszcza zaś „aromat dymu wędzonego”. Ale gdy czytam, że „kiełbasa” została oprócz tego wzbogacona białkiem sojowym bądź mączką ziemniaczaną... dochodzę do wniosku, że czym więcej składników kiełbasy, tym mniej kiełbasy.

Dziś premier Tusk wespół ze swymi doradcami zajęli się problemem kar cielesnych wobec nieletnich. I postanowili wprowadzić całkowity zakaz wymierzania nieletnim klapsów i innych kar cielesnych. Czyli jednak granice ludzkich możliwości są jeszcze odległe, przynajmniej głupoty.

W zarysie sprawa wygląda tak: władza będzie kontrolować wychowywanie dzieci w domach rodzinnych (ciekawe jak – monitoring jakiś, obróżki?), autorytatywnie ustalać środki wychowawcze i karać łamiących przyjęte przez nią ustalenia, a w zamian za to społeczeństwo będzie jej sowicie płacić (ileż to nowych miejsc pracy w urzędach...). Genialne! Tego, że wprowadzając takie przepisy władza powinna przejąć również odpowiedzialność (także materialną) za życie i wszelkie działania nieletnich, jakoś w pompatycznych wystąpieniach premiera i jego totumfackich nie było. Rzecz jasna los dzieci się pogorszy, bo kto będzie chciał utrzymywać nieznośnego bachora, którego nie może skarcić? Można też przytoczyć losy bohatera ZSRR, Pawlika Morozowa, co to zakablował na swoich rodziców, a ich los można sobie dopisać. Ciekawe wzorce postępowania wychodzą gdy te unijne pomysły przeanalizować...

Wychodzi na to, że jedynymi szczerymi słowami była wypowiedź premiera twierdzącego, że chodzi o całkowitą zmianę mentalności społecznej. Zmienią, jeszcze jak! Obywatel nie będzie ufał rodzinie (jeszcze trafi za to do pudła), nie będzie szukał oparcia w rodzinie. Całkowicie odda swe serce i myśli partii, tfu! - państwu, rzecz jasna! Wyzbywając się całkowicie elementarnych stosunków społecznych nie nauczy się nawiązywać bardziej skomplikowanych i nie zauważy jak pewnego dnia w imię wolności stanie się niewolnikiem systemu. A jeśli nawet zauważy – nie będzie w stanie przeciwdziałać, bo nie będzie wiedział jak nawiązać kontakty z innymi członkami społeczności, a samemu to można co najwyżej... Mniejsza z tym.

Zasadnicza różnica między katowaniem czy znęcaniem się a karceniem chyba dla każdego jest zrozumiała. Wprowadzanie przepisów w tej materii – nie koniecznie. Bo znęcanie się czy maltretowanie winno być ścigane z urzędu zawsze, niezależnie od okoliczności czy osoby poszkodowanego. I tu pojawia się analogia do początkowej kiełbasy – czym więcej prawa w państwie, tym mniej wolności obywatelskich.

A tak przy okazji – jak premier ma zamiar zwalczać bandytyzm stadionowych chuliganów, skoro wielu z nich to nieletni?

P.S. Wiem, że moje wywody brzmią gorzko i cynicznie. Jestem tego świadom, tyle, że w odróżnieniu od premiera na własnej skórze doświadczyłem, jak uciążliwy może być bezstresowo wychowywany bachor sąsiadów. Nikomu tego nie życzę. No, może autorom pomysłu, jeśli zostanie wprowadzony w życie.

Brak komentarzy: