Swoje strony i blogi w internecie mają różni ludzie. Swój blog ma profesor Joanna Senyszyn. Od kobiety i profesora można oczekiwać więcej, zwłaszcza kultury osobistej. A tu - „posłanka”... . Lech Wałęsa ma nawet swoją stronę internetową, lecz nie ma na niej opisu ulubionych kolorowanek, więc chyba newsy o pożarze w jego bibliotece są prawdziwe. Opisu puzzli (na pudełku napisali 6 do 7 lat, a ja w tydzień ułożyłem) też nie ma, pewnie z powodów bezpieczeństwa narodowego... I ta leksyka, ktoś mu pomagał? Poseł Janusz Palikot również ma swojego bloga, a co tam wypisuje... strach też pomyśleć czym to wypisuje, bo może jednak nie atrapą skonfiskowaną po rodzinie. Kondo(n)lencje. Kazimierz Marcinkiewicz również ma bloga, a odkąd wyleciał z hukiem ze wszystkich ciepłych synekurek stał się obrońcą demokracji i publikuje, że ho-ho! Co prawda dziwne to, że o tylu sprawach zaczął mówić dopiero teraz... Jasnym jest, że będąc premierem czy p.o. prezydenta Warszawy krył cały ten zamachostanowy „kaczyzm” a nawet brał w nim czynny udział, co potwierdza podejrzenia, że właściwym ustrojem RP jest ochlokracja, a nie jakieś tam demokracje. Wszyscy oni rozgłos swoim wypocinom zapewnili rzucając fałszywe oskarżenia, których konsekwencji uniknęli dzięki „plecom”. To nieuczciwe wobec wszystkich blogerów, którzy też by chcieli się lansować. Niniejszym ogłaszam akcję poszukiwań protektorów (mogą być media, partie polityczne, mafie, związki zawodowe, razwiedki – czyli wszystko wcześniejsze razem). Bluzgać już umiem, komu też się znajdzie.
Część społeczeństwa wkurza się, że obecni rządzący nie spełniają swoich obietnic wyborczych. A ja się z tego szczerze cieszę! Praktyka uczy, że władza spełniając swe obietnice i życzenia maluczkich czyni to sięgając do kieszeni podatników. Tusk & Co. w kampanii wyborczej tyle cudów naobiecywali, tyle podwyżek płac i nakładów, że strach się bać. Nie można też oprzeć się wrażeniu, że politycy jako grupa społeczna są całkowicie pozbawieni instynktu samozachowawczego. Społeczeństwo i podatnicy sobie bez nich poradzą. A oni bez nas - nie!
Kończy się kolejna majówka, czyli tzw. długi „łykent”. Liczba ofiar śmiertelnych wypadków drogowych już jest spora, a to dopiero wieczór się zbliża... Po każdym takim długim „łykencie” należałoby od razu ogłaszać żałobę narodową.
niedziela, 25 maja 2008
Zaczadzony grylowaniem
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz