czwartek, 6 sierpnia 2009

Symulanci zdrowia

Mania wielkości jest chorobą, która atakuje społeczeństwo coraz skuteczniej. O ile jednak pijany menel owładnięty manią jest postacią tragikomiczną, o tyle, gdy dotyka ona osób mających realny wpływ na politykę i gospodarkę, przestaje być wesoło. Tym bardziej, że nader często w ich przypadku występuje uodpornienie na wszelką racjonalną krytykę i argumentację. Całość skutkuje oderwaniem od rzeczywistości, błędną oceną faktów i fałszywymi wnioskami.

Weźmy dla przykładu takich „działaczy ekologicznych”, którzy onegdaj wsławili się blokowaniem inwestycji drogowych. Nie wiedzieć czemu uznali oni, że przyroda bez nich sobie nie poradzi z kolejną drogą i nastąpi kolejne zlodowacenie, a całe życie organiczne na Ziemi szlag trafi. Do głów im nie przyszło, że w dziejach naszej planety okresy zlodowaceń są czymś naturalnym, podobnie jak i to, że natura od tysięcy lat radzi sobie z różnymi formami nie zawsze mądrej działalności człowieka. Nie raczyli przy tym zauważyć, że prawdziwym problemem, stanowiącym zagrożenie dla wszystkich ekosystemów, stanowią TIR – y. Jakoś żaden ekolog nie zaprotestował przeciwko rozjeżdżającym i tak już kiepskie polskie drogi tabunom olbrzymich ciężarówek. Hałas i smród to tylko jedna strona medalu. Drugą stanowi część kierowców TIR – ów i ich wyczyny, z rozsądkiem, przepisami, wyobraźnią czy kulturą nie mające nic wspólnego. No, ale przecież skądś trzeba czerpać fundusze na walkę z globalnym ociepleniem, więc i TIR – y i „czerwona fala” na sygnalizatorach głównych ulic miast najwyraźniej mają swoje uzasadnienie ekonomiczne.

To jednak i tak drobne zmartwienie wobec polityków wszystkich opcji, którzy licytują się, kto więcej wyciśnie od podatników „walkę z biedą”. Gdyby miarą oceny bogactw naturalnych Polski były przepojone duchem socjalizmu programy polityczne, to na pierwszym miejscu znalazłaby się bieda. Jest ona tak cenna dla socjalistycznej gospodarki, że kolejne ekipy rządzące raczej złupią ze skóry podatników, niż zatroszczą się o to, aby była uczciwa praca i jak najmniej biedy. No, ale w końcu jeśli wierzyć mediom, to populizm jest domeną środowisk prawicowych, w szczególności zaś tych, które na bogactwo każą zapracować.

Ostatnio ofiarą manii wielkości stała się minister zdrowia Kopacz Ewa, której sodówka uderzyła do głowy po wprowadzeniu dla ubezpieczonych odpłatności za „procedury medyczne”. Ostatnio pani minister postanowiła wyposażyć ZUS w nowe uprawnienia. Specjalni funkcjonariusze ZUS będą sprawdzać, czy chory jest chory, czy leży zgodnie z zaleceniami i czy wykupił przepisane leki. Ponieważ jednak na receptach brak wskazań, gdzie należy odbywać kurację, jak również nigdzie nie ma zapisanego obowiązku wykupywania przepisanych leków i wpuszczania kontrolerów ZUS - u, więc najwyraźniej mamy do czynienia z tresowaniem społeczeństwa do permanentnej inwigilacji ze strony urzędów.

W porównaniu z wszechogarniającą manią wielkości wszelkie świńskie czy ptasie grypy to jedynie dziecięce igraszki. To zwalczaniem manii wielkości, jako prowadzącej do kompletnego skretynienia powinna się zająć służba zdrowia. No ale cóż, skoro minister najwyraźniej też symuluje zdrowie a na stosowną kontrolę nie ma co liczyć.

Brak komentarzy: