piątek, 7 sierpnia 2009

Głupie komentarze mądrej decyzji

Miłe zaskoczenie decyzją władz, które zdobyły się na odwagę i odmówiły zgody na przejazd „Rajdu Bandery” przez terytorium Polski (będącego faktycznie propagowaniem ideologii ludobójstwa) trwało tylko chwilę. Potem nastąpiły komentarze i wyjaśnienia świadczące dobitnie o wiedzy i postawie moralnej autorów. Jest przy tym kwestią zadziwiającą, że kiedy rząd wreszcie zdobył się na odwagę i podjął trudną decyzję, komentatorzy podjęli próbę wspięcia się na wyżyny głupoty i cynizmu.

I tak jako motyw przewodni odmowy Tomasz Siemoniak (MSWiA) podał „podejrzenia”, że wnioski złożone konsulowi nie odpowiadały rzeczywistemu celowi pobytu tej grupy ale też zaraz dodał, że nie oceniamy poglądów obywateli innych państw, którzy chcą wjechać na terytorium RP. Sekundowała mu wiceminister spraw zagranicznych Grażyna Bernatowicz, dla której od losu bestialsko pomordowanych ofiar OUN – UPA najwyraźniej ważniejsze jest nasze wsparcie i pełne poparcie dla aspiracji euroatlantyckich Ukrainy. Szkoda, że p. Siemoniak nie raczył wyjaśnić skąd się wzięły i na czym polegały owe „podejrzenia”, będące przyczyną odmowy, ani też jaki, w świetle „podejrzeń”, był rzeczywisty cel pobytu tej grupy. Z kolei łącząc wypowiedzi p. Bernatowicz i p. Siemoniaka dowiadujemy się, że są kwestie ważniejsze, niż ludobójstwo Polaków i jeśli grupa poda „rzeczywisty cel pobytu”, to zgodę dostanie, bo przecież nikt nie będzie oceniał poglądów obywateli innych państw, którzy chcą wjechać na terytorium RP. Komentarz Andrzeja Talagi (z – cy redaktora naczelnego „Dziennika”) jednoznacznie potwierdza ową hipotezę ukazując rajd jako prywatną inicjatywę grupy osób, a Polska nie powiedziała, że nie wpuszcza ich dlatego, że są neobanderowcami. Zapewne co innego, gdyby byli na przykład neonazistami, niechby nawet byłymi.

Poseł Karpiniuk Sebastian z kolei zaleca, aby we wspólnej historii szukać tego, co nas łączy, nie wywołując błędnych, historycznych resentymentów ani innych złych, historycznych emocji. Radzi też, aby młodzież obu narodów szukała wspólnego dziedzictwa historycznego. Najwyraźniej do łba mu nie przyszło, że krew ofiar OUN – UPA również jest częścią łączącego oba narody „wspólnego dziedzictwa historycznego” a domaganie się sprawiedliwości dla ofiar nie zawsze jest „błędnymi historycznymi resentymentami” tudzież „złymi emocjami”. Zresztą może myśleć, co mu się tam uroi, ale skoro jako polski poseł tak postrzega zakatowanie ok. 150 tys. obywateli polskich, to cóż jako człowiek konsekwentny zrobi spotkawszy Jana Tomasza Grossa na zgliszczach pewnej stodoły w Jedwabnem?

Tyle urzędnicy państwowi, którzy jak wiadomo muszą się odznaczać innymi zaletami, niż kompetencje. Kiedy jednak zaczęło dyskutować dwu „dziennikarzy”, z których jeden był cytowanym wcześniej Andrzejem Talagą, zrobiło się ponuro. Obaj panowie wspólnie doszli do genialnego wniosku, że skoro Stepan Bandera w czasie mordów siedział w obozie koncentracyjnym, to jest za nie odpowiedzialny tylko „ideologicznie”. I znów bezmyślność w pełnej krasie, bo czyż stworzenie ideologii nawołującej do mordowania na tle narodowościowym umniejsza jego rolę, która można zdefiniować jako „sprawstwo kierownicze”? Mało tego, to nie było zwykłe morderstwo, ale ludobójstwo dokonywane ze szczególnym okrucieństwem. I proszę mi nie wmawiać, że Bandera walczył z państwem polskim. W okresie, w którym jego bandyci swobodnie hulali miast dotrzymywać mu towarzystwa, państwo polskie na terenach działalności OUN – UPA faktycznie nie istniało! Brednia totalna, równa twierdzeniu, że „Hitler mordując Żydów walczył z Izraelem”.

„Uroczo” wyglądają w kontekście losu ofiar ludobójstwa ukraińskiego twierdzenia, że renesans jego ideologi nie stanowi problemu, gdyż Bandera nie jest kultywowany na całej Ukrainie a większość społeczeństwa ukraińskiego odrzuca ten nurt historii. Faktycznie „odrzuca”, ale nie jakiś „nurt historii”, tylko prawdę o historii. Czym zatem jest nadawanie przez oficjalne władze imion szczególnie bestialskich dowódców UPA szkołom, placom i ulicom, skoro nie jest „kultywowaniem”? Trzeba też być kompletnym analfabetą historycznym, żeby beztrosko powtarzać brednie zrównujące polskie ofiary ukraińskiego ludobójstwa z „Akcją Wisła”, której głównym celem było rozbicie bandyckiego OUN – UPA, a w dalszej części repatriacja (ale nie eksterminacja) ludności ukraińskiej. A tak przy okazji – czy takie zestawianie nie jest ze strony ukraińskiej próbą rehabilitacji OUN – UPA? Podobnie zresztą, jak Jeremiego Wiśniowieckiego, który krwawo bo krwawo, ale bronił ojczyzny przed siłami, które nawiasem mówiąc ludności ukraińskiej wcale nie traktowały lepiej niż Żydów czy Lachów.

Gdyby przypadkiem wymienieni powyżej zainteresowali się ciągle jeszcze obowiązującą Konstytucją RP, to w Artykule 13 delegalizuje ona występowanie w Polsce partii politycznych i innych organizacji, które odwołują się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową. Czyżby z jakiś przyczyn ukraińskie ludobójstwo dokonane na polskiej, ormiańskiej i żydowskiej ludności cywilnej oraz organizacja rajdów, upamiętniających ich ojca „ideologicznego”, nie stały w sprzeczności z owym artykułem?

A swoją drogą – czy to nie zastanawiające, że w owej „konstruktywnej dyskusji merytorycznej” nie wypowiedział się żaden zajmujący się tematyką banderowską historyk?

Brak komentarzy: