Odkąd urzędy zaczęły „tworzyć” dokumenty, zidiocenie w Polsce osiągnęło poziom, o którego wysokości PKB czy indeksy giełdowe mogą jedynie pomarzyć. Ponieważ praca twórcza dla jednostek o ograniczonej refleksji jest wyzwaniem ponad siły, sposób wskazało staropolskie przysłowie „co dwie głowy, to nie jedna”. Dzięki jego zastosowaniu w praktyce możemy podziwiać z jednej strony ciągłe mnożenie urzędów i urzędników, z drugiej zaś – płodów ich twórczej bezmyślności względnie bezmyślnej twórczości, jak kto woli.
Bogactwo urzędów, które miast rozwiązywać częściej generują trudności, oznacza problemy finansowe instytucji bądź gałęzi gospodarki, nad którymi owe urzędy sprawują kontrolę. Przykładem może być sytuacja w tzw. resorcie ochrony zdrowia, gdzie bizantyjski przepych pałaców ZUS i NFZ poprzez kontrast wspaniale podkreśla bankructwo zadłużonych do granic możliwości szpitali. Odpowiedzialnych jak zawsze brak, podobnie jak logicznej refleksji czy konstruktywnych planów rozwiązania problemu. Chyba, że za takowe uznać pomysły na podniesienie wysokości składki przy jednoczesnym wprowadzeniu odpłatności „ubezpieczonych” za „procedury medyczne”. Konsekwencją takiego podejścia powinna być blokada stadionów piłkarskich przez strajkujące pielęgniarki, co zresztą w socjalizmie z „ludzką twarzą” gołej d... nie jest wcale pozbawione głębszego sensu.
Zresztą i tak nie to jest najważniejsze. Wygląda bowiem na to, że przy wsparciu bratniej biurokracji UE generujące horrendalne koszty urzędy wkrótce mogą wykreować taką „dziurą budżetową”, że żaden system tego nie wytrzyma. Osiągnięcie masy krytycznej, gdzie nie będzie już komu utrzymywać pasożytniczej biurokracji roszczącej sobie prawo do kontroli wszystkich i wszystkiego wydaje się coraz bliższe. Czy biurokracja zachodnia przetrwa dłużej niż nasza, tego nie wiadomo, ale losy PRL i ZSRR napawają optymizmem, że i tym razem nie.
Paradoksalne w tym wszystkim jest to, że dopiero „demokracja” i „kapitalizm” made in UE pozwolą doświadczalnie sprawdzić twierdzenie socjalistycznego rzecznika Jerzego Urbana, że „rząd sam się wyżywi”.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz