Władze Ukrainy, które ogłosiły rok 2009 „Rokiem Stepana Bandery”, ideologa odpowiedzialnego za 150 tysięcy bestialsko pomordowanych polskich, ormiańskich i żydowskich cywili, przedstawiają „Rajd śladami Stepana Bandery” jako „prywatną inicjatywę”. Ze strony polskiej godny odnotowania jest fakt, że odmowy wjazdu nie komentował patriotyczny prezydent, liberalno – demokratyczny premier, waleczny minister spraw zagranicznych ani „przyjaciel kibiców” – minister spraw wewnętrznych PO.
Tymczasem nad Ukrainą, a konkretnie jej probanderowskimi władzami, zaczęły się zbierać czarne chmury. Prezydent Rosji Miedwiediew raczył opieprzyć prezydenta Wiktora Juszczenkę przed całym światem. W związku z tym prezydent Juszczenko kaptując stronników nie opieprzył władz RP – Ludowej za niewpuszczenie rajdu śladami bandyty, właśnie ogłaszanego na Ukrainie „bohaterem”. Mało tego, zgodził się na „odkrycie” grobów polskich obywateli pomordowanych przez NKWD oraz stosownej dokumentacji, którą zresztą obiecał się przekazać stronie polskiej. Strona rosyjska z kolei tradycyjnie odmawiając przyznania się do odpowiedzialności za to i owo, grozi przykręceniem kurka z gazem. Rzecz jasna nie bratniej Rzeszy Niemieckiej, tylko buforowej swołoczy, której patriotyzm jak dawniej jest blotką w pokerze potęg dominujących.
Pytanie, czy w zaistniałych okolicznościach Polacy znów poprą banderowców z kijowskiego majdanu, czy też wybiorą gaz w kuchenkach i grzejnikach? No, ale któż może przewidzieć łaskę pańską, co to na pstrym koniu jeżdżąc różne SMS – y wysyła...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz