Widać, że doświadczenia z nieakcyzowanymi używkami mocno wpłynęły na stosunek do życia władz naszych, ewidentnie drogich. I tak staropolskie przysłowie, co to jest mądrością narodu, głosiło dotąd, iż „apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Aż tu przy tzw. „korycie” powstała aktualizacja dawnej mądrości i teraz widać, że „apetyt rośnie w miarę wąchania” jeszcze bardziej. Skojarzenia z przyswajaniem nieakcyzowanych substancji odurzających są jak najbardziej na miejscu, gdyż miraże wielkości władz wyglądają jak delirium narkomana. Oto bowiem jeszcze Jerzy Buzek nie został szefem Parlamentu Europejskiego, a już nasze ewidentnie drogie władze mamią masy splendorami stanowiska komisarza UE do spraw przemysłu albo nawet rynku wewnętrznego. A to dlatego, że komisarz od rynku dba przede wszystkim o to, żeby w Unii było jak najwięcej swobody gospodarczej.
Namaszczenie do roli kandydata na wzmiankowane stanowisko Janusza Lewandowskiego wydaje się być wyjątkowo konsekwentną politycznie decyzją władz naszych, ewidentnie drogich. Trzeba bowiem pamiętać, że w latach 1990 – 1993 Janusz Lewandowski pełnił funkcję ministra do spraw przekształceń własnościowych, czyli mówiąc po polsku – prywatyzacji. Efekty jego ministrowania można podziwiać do dziś kupując produkty z obcojęzycznymi metkami, nawet w przypadku tych wyprodukowanych na ziemiach polskich. A i nie od dziś wiadomo, że w sojuzie jaki komisarz, takie swobody. Gospodarcze też.
Zanim jednak staniemy się polityczno – gospodarczą potęgą w strukturach decyzyjnych UE musimy wygrać, a jak półgębkiem napominają media, „stare” kraje UE są przeciwne przekazywaniu takich stanowisk działaczom z „nowych krajów”. To wszystko zapewne dlatego, że UE to przecież organizacja pełna tolerancji, wolności i równości wszystkich we wszystkim. Z tych też powodów pojawiły się głosy o konieczności dostosowania jeszcze obowiązującej polskiej Konstytucji do wymogów Unii, choć odwrotnie byłoby szybciej, łatwiej i uczciwiej wobec obywateli wszystkich państw członkowskich, nie tylko Rzeczypospolitej Polskiej.
Ekscytowane tym wszystkim społeczeństwo polskie musi się jeszcze uporać z kryzysem wewnętrznym w Iranie. Nic więc dziwnego, że w tym całym rozgardiaszu nie ma czasu na stawianie ewidentnie drogiej władzy pytań istotnych. Ot, chociażby o to, jakim „cudem gospodarczym” władze w ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2009 r. narobiły manka na przeszło 16 miliardów złotych? A dalej – jak zapowiadane podwyżki akcyzy i VAT – u mają się do obiecywanego przez dwa lata podatku liniowego „3 razy 15%”? Podobno teraz sezon ogórkowy, więc korzystając z wolnego czasu niech wytłumaczą się z cudu, gdzie „tanie państwo” przepoczwarzyło się „tanie draństwo”.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz