Pojawiające się np. w kwestiach gospodarczych różnice względem dania wczorajszego wynikają z likwidacji całych gałęzi gospodarki. „Unarodowienie”, będące w swej istocie upaństwowieniem ma się dobrze, zaś „inicjatywa prywatna” poddawana coraz skrupulatniejszej kontroli państwa staje się zakładnikiem zapisanej w konstytucji „sprawiedliwości społecznej”. No, ale ktoś przecież musi finansować zarówno ekonomiczne przeżytki PRL – u, jak i „filantropię” rządzących. Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że szeregowi pracownicy budżetówki są podmiotem równie bezczelnych kradzieży, co „inicjatywa prywatna”.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że fałszerstwo wprowadzające w Polsce socjalizm stało się stylem sprawowania władzy. I nie chodzi tu o okres PRL – u, ale czasy współczesne, w których jakże się rozwijają popeerelowskie pojęcia „koryta”, „żłobu”, „stołków” czy „kiełbasy wyborczej”. W tych określeniach tkwi kwintesencja społecznego braku zaufania i szacunku do władzy. Jakby tego było mało, jak w PRL – u, na potęgę mnożone są idiotyczne przepisy prawa, wprowadzane w życie z podziwu godną bezmyślnością.
Najdobitniej jednak duch referendum z 1946 r. wyraża się w mentalności społecznej. To z jednej strony zastępy leserów, którzy uważają, że „sie należy”. Z drugiej strony wyuczona nienawiść do burżuazyjno – kapitalistycznych wyzyskiwaczy. Obok słusznego sprzeciwu społeczeństwa wobec planowanych podwyżek podatków celem pokrycia manka w kasie pojawia się bowiem postulat zwiększenia obciążeń dla... firm. Tylko dzięki socjalistycznej tresurze można zgłaszać postulaty, żeby wszystko zdrożało a płace spadły, bo przecież w konsekwencji firmy podniosą ceny i będą cięły koszty, aby wyjść na swoje. Ale to już szczegół.
Ciekawym nawiązaniem do czasów PRL – u jest pomysł, aby prezydentem kraju mógł być przewodniczący partii. Tej samej partii, która w 2005 r. podniosła larum, że prezydentem nie może być osoba wywodząca się z dysponującej większością parlamentarną partii. Ale inne czasy, inni ludzie, to i wszystko już być może. Może nawet do urzędu prezydenta i funkcji przewodniczącego partii dołączy się jeszcze urząd ministra obrony narodowej, patent oficerski i ciemne okulary? A na straży zaprowadzonego porządku stanie ze swą całą powagą jaki sojuz. Jak kiedyś...
Link: http://www.dziennik.pl/polityka/article407411/Polacy_nie_zgadzaja_sie_na_plan_Tuska.html


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz