Światowy kryzys finansowy, który miał Polskę ominąć, jednak jej nie ominął. Jeszcze w maju rząd zarzekał się, że nie ma potrzeby zwiększania deficytu budżetowego, ale już w czerwcu zmienił zdanie, albo kalkulator, i zamierza zwiększyć o prawie 50%. To, że w maju mówił jedno, a w czerwcu drugie jest po części skutkiem wyborów do PE, bo jakże tu przed konkursem straszyć elektorat? Ale też swoją drogą czas pokazuje, że jak rząd się przed czymś zarzeka, to zrobi dokładnie odwrotnie niż mówi. Podobnie zresztą postępuje w kwestii obietnic.
Tymczasem Komisja Europejska zażądała od niepodległej Polski zmniejszenia deficytu budżetowego. W ramach rozwiązywania klasycznego dylematu godzenia d... z batem rząd jak zwykle planuje sięgnąć do kieszeni podatników. I tak sonduje opinię informacjami o wzroście akcyzy i VAT – u, zaś we wrześniu dowiemy się, czy nasi panujący podniosą w przyszłym roku podatki. Ostatnio też pojawiły się spekulacje na temat powrotu trzech progów podatkowych. Mało tego, władza „tnie wydatki ministerialne”, czyli należy się spodziewać, że ludzie będą musieli dopłacać do usług finansowanych z podatków, aby nagrody urzędnicze pozostały na odpowiednio wysokim poziomie.
Rzecz jasna finansowe żądania KE to dla władzy miód na rany, bo dzięki temu będzie mogła rozłożyć ręce i jak za dawnych lat racjonalnie zwalić winę na czynniki wyższe. Paradoksalnie argumentem orędowników UE jest to, że jak władza nie zmniejszy deficytu budżetowego, to Polska później wejdzie do strefy euro. Tylko po co się tam pchać, skoro tam ponoć kryzys jeszcze gorszy niż tutaj? Ano, tego władza nie mówi, a niezależne media obiektywnie nie nie pytają.
To zresztą ani nie pierwszy kryzys w dziejach Polski, ani nie pierwszy plan „wychodzenia z dołka”. Warto przy tym zwrócić uwagę, że tak jak wszystkie plany walki z kryzysem poronione po 1945 r. tak i obecny miast wprowadzać stymulujące rozwój gospodarczy reformy wolnorynkowe, sięga do kieszeni podatnika. Konsekwencje takiego postępowania są łatwe do przewidzenia. Wyjdzie tak, jak walka z przestępczością – coraz więcej specjalnych służb i policji różnej maści, a przestępczość ma się dobrze i nawet przyrasta. No, ale jak ma nie przyrastać, skoro najaktywniejszą ze służb jest straż miejska, co się dwoi i troi i ze skóry wychodzi? Swoją drogą jest to również najbardziej ekologiczna ze służb, która wzorem ekoterrorystów służy społeczeństwu zatruwając obywatelom życie. Nie za darmo, rzecz jasna.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz