środa, 8 października 2008

Paradoks Michnika

Na wstępie jednak wyjaśnienie o czym ten tekst nie jest. Nie jest o agenturalnym (a więc i szpiegowskim) charakterze wszystkich organizacji komunistycznych w okresie dwudziestolecia międzywojennego, który dziś został by określony jako terroryzm. O tym, że działalność agenturalna była prowadzona na rzecz ZSRR też nie. Nie jest też rozważaniem różnic pomiędzy sentencją wyroku (przytoczoną w publikacji IPN) a aktem oskarżenia (którego treść przywołuje A. Michnik). Nie będzie wreszcie o jednym z podstawowych celów istnienia IPN – u, którym jest utrzymywanie kontaktów z zagranicznymi archiwami (np. niemieckimi, amerykańskimi, brytyjskimi, rosyjskimi czy ukraińskimi) oraz pozyskiwanie z nich informacji dotyczących dziejów Polski i losów jej obywateli.

Ponieważ sprawa jest w sądzie należy podejrzewać, że IPN nie miał podstaw do sprostowania informacji na temat Ozjasza Szechtera. Dla dalszych rozważań nad paradoksem powództwa A. Michnika oraz wyrokiem, który zapadnie, istotne jest przypomnienie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 19. września 2008 r. dopuszczającego jako formę dyskusji badawczej (i wolności słowa) pomówienie narodu polskiego o współudział i współodpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne i nazistowskie na podstawie archiwów komunistycznej bezpieki.

Niezależnie bowiem od tego, czy IPN publikując takie a nie inne informacje dopuścił się pomówienia (według TK jest to forma wolności słowa i dyskusji „historycznej”) Ozjasza Szechtera sąd będzie musiał orzec, czy pomówienie na podstawie dokumentów komunistycznej bezpieki mieści się w granicach swobody publikacji i badań naukowych, zaś na podstawie archiwów sądowych II RP – jest przestępstwem. Paradoksalnie bowiem może się okazać, że archiwa sądowe II RP są mniej wiarygodne, niż ubeckie „teczki”, choć w przypadku Lecha Wałęsy (i paru innych „autorytetów”) wielokrotnie podważano wiarygodność zawartych w nich dokumentów.

Być może dowiemy się, że opublikowane nie tylko przez IPN wiadomości na temat Ozjasza Szechtera są przejawem antysemityzmu. Tyle, że jak dotąd nikt nie zakwestionował jego przynależności do kompartii Zachodniej Ukrainy. Obali to jednak przez lata stosowany argument, że Żyd nie mógł być komunistą, co będzie miało ciekawe konsekwencje w rozważaniach nad działalnością stalinowsko – komunistycznego prokuratora Szechtera, którego działalność skupiała się na legalnej eksterminacji niepożądanego klasowo elementu, zwłaszcza AK – owców. Nie wspominając już o ewidentnie rasistowskim podłożu takiego pojmowania sprawy.

Słowem cała ta sprawa wydaje się być jednym wielkim paradoksem. Jakikolwiek wyrok nie zapadnie – wzbudzi kontrowersje. Chyba, że wiadomość o wstąpieniu na drogę sądową przez naczelnego GW była „faktem prasowym”, czyli mówiąc po ludzku prawdą, ale taką nie pełną.

Brak komentarzy: