Tyle, że jeśli trochę się zastanowić, to wszystkie polskie partie polityczne i działacze po 1989 r. permanentnie uprawiają kampanię wyborczą. Dotyczy to zarówno rządów jak i opozycji. Gdyby było inaczej, dawno rozwiązane by zostały problemy związane z ZUS – em, KRUS – em, służbą zdrowia, szkolnictwem itd., z którymi każdy kolejny rząd się boryka. Tyle, że gdyby komukolwiek zależało na rozwiązaniu tych problemów, musiałby podjąć decyzje, które najprawdopodobniej nie byłyby popularne społecznie, w związku z czym spadną słupki poparcia. Grozi to brakiem reelekcji, a co ma robić polityk przyzwyczajony do egzystowania w sferze przywilejów i publicznych funduszy, czyli na koszt społeczeństwa? I tak jedynym remedium na nierentowność i długi różnych instytucji jest jedynie przerzucanie środków, choć każdy kretyn chyba rozumie, że podnoszenie kosztów funkcjonowania wcale nie musi oznaczać poprawy jakości oferowanych usług.
To właśnie dzięki owej permanentnej kampanii wyborczej, prowadzonej przez wszystkich „polityków” niezależnie od ich aktualnej pozycji, na polskiej scenie politycznej zaistniał fenomen, że co wybory startowały inne partie, ale „mordy nasze kochane” wciąż te same. Rzecz jasna z paroma ciekawymi wyjątkami – np. PSL i Waldemar Pawlak, czy Jarosław Kalinowski także z tej formacji. Trzeba się jednak w tym miejscu uderzyć w piersi – myśmy sami tego sprawcami. Bo jakże często głosujemy na puste obietnice, czyli „kiełbasę wyborczą” zapominając, że za nimi stoją jednak konkretni ludzie, których często jest już z czego rozliczyć, w tym z wywiązywania się ze złożonych obietnic. Inna sprawa, że często dochodzi do paradoksalnych sytuacji, gdzie głosuje się nie tyle na kandydata, ile przeciw jego oponentowi. Tak było w 1990 r., gdy w drugiej turze wyborów prezydenckich dokonywano wyboru między enigmatycznym Stanem Tymińskim a Lechem Wałęsą. Pięć lat później sytuacja się powtórzyła, leczy tym razem głosowano na Aleksandra Kwaśniewskiego mając dość pomroczności jasnej w Pałacu Prezydenckim i wszelkich wystąpieniach państwowych najwybitniejszego noblisty wśród stoczniowców (i nie tylko).
Cała ta heca i przecieranie g... przez durszlak w nadziei otrzymania leguminy ukazuje jeszcze jedno. Ogromną pogardę i arogancję, z jaką zarówno politycy jak i dziennikarze traktują społeczeństwo polskie. Wpisuje się to znakomicie w proces tresury, gdzie merytoryczna debata polityczna została zastąpiona retorycznymi przepychankami rodem z sitcomu dla opornych.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz