sobota, 25 października 2008

By żyło się lepiej

W trakcie ubiegłorocznej kampanii wyborczej spotkałem znajomego, o którym wiem, że należy do PO. Zadałem mu wtedy dość jasno sformułowane pytanie, na które odpowiedź bardzo mnie interesowała. Skąd mianowicie PO ma zamiar wziąć pieniądze na obiecywane wszem i wobec podwyżki, skoro z drugiej strony deklaruje podjęcie działań przynajmniej początkowo zmniejszających wpływy do budżetu, takich jak wprowadzenie podatku liniowego (sztandarowy postulat PO z lat 2005 – 2007, dziś „taktownie” zapomniany), likwidacja abonamentu i ponad 200 opłat urzędowych, wreszcie zwolnienie emerytur z podatków. W odpowiedzi usłyszałem, że wrócą rodacy z emigracji, przywiozą ze sobą pieniądze i dzięki temu rząd będzie mógł się wywiązać ze swych obietnic.

Zatkało mnie. Nie dlatego, że miast rzetelnej odpowiedzi od człowieka po dwóch fakultetach usłyszałem jedynie stek propagandowych bzdur. Zatkał mnie poziom bezczelności. Po pierwsze spece z PO liczyli na pieniądze, o których tak naprawdę nie mieli żadnych danych, zwłaszcza co do ilości czy pewności wpływu. Po drugie – przecież ci wszyscy, którzy emigrowali z kraju „za chlebem” uczynili to w nadziei poprawy własnego losu, nie zaś dla zdobycia środków zaspokajających polityczne aspiracje. Inna sprawa, że jakich ja właściwie wyjaśnień oczekiwałem ze strony działaczy całkiem serio operujących pojęciami budowy „drugiej Irlandii” czy „cudu gospodarczego”?

Polska nie jest izolowana od reszty świata i [...] również nas zaczynają dotykać objawy kryzysu – mówił w piątek w trakcie wizyty w Chinach premier Tusk. Miło z jego strony, że wreszcie zauważył pewne zależności. Ciekawe, czy wyciągnie z tego wnioski praktyczne. Niezależnie od tego z niepokojem patrzę w przyszłość, gdy do kryzysu, a w istocie rezultatu sprzedaży sektora bankowego, dochodzą ważkie reformy polskiej służby zdrowia, a w mediach pojawiają się relacje o powracających z emigracji zarobkowej rodakach. Wprawdzie jeszcze niewielu wróciło (pytanie ilu już zdążyło ponownie wyjechać?), ale za to w przyszłym roku, jak wrócą...

Partie polityczne mają swoje hasła wyborcze, slogany a nawet piosenki, które w zamierzeniu mają ułatwiać wyborcom orientację co do programu i kompetencji działaczy danej kliki. Obawiam się, że w najbliższym okresie możemy oczekiwać renesansu popularności piosenki kabaretu Tey, niestety w charakterze wypełnienia treścią pamiętnego sloganu „by żyło się lepiej”:

Bo my musimy być silni i zdrowi,

choćby na skrobi, choćby na skrobi!

Bo my musimy być dziś mniej pazerni,

roślinożerni, roślinożerni!

Brak komentarzy: