Od lat zagadnienie integracji europejskiej jest istnym fetyszem „elit”. Musimy się integrować, bo „jak nie Unia, to Białoruś”; w drodze integracji rozwiązane zostaną wszystkie problemy świata a nasza gospodarka prześcignie USA itd. Rzecz jasna mityczna integracja nie może odbywać się w drodze wolnorynkowej wymiany towarów i usług – co to, to nie. W takiej sytuacji politycy lokalni nie mieliby się czym wykazać a i Parlament Europejski straciłby rację bytu. Tedy swobodna wymiana towarów i usług – tak, ale za wiedzą i zgodą biurokracji przy wtórze biadolenia, że przeciwnicy takiej metody hamują integrację. Nic w tym zresztą dziwnego, skoro nie od dziś wiadomo, że polskie „przypadkowe społeczeństwo” nie dorosło do poziomu „elit”. Jako żywo przypomina to sytuację z lat bodajże osiemdziesiątych XX wieku, kiedy Jan Pietrzak żartował z hasła wypisanego przez towarzyszy na transparencie - „program Partii programem Narodu” - pytając, czy to nie może być odwrotnie?
Kliknij tytuł aby przeczytać cały tekst
środa, 26 maja 2010
Fetysz integracji
Etykiety:
publicystyka proKapitalizm
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


0 komentarze:
Prześlij komentarz