Wprawdzie według zapewnień premiera Tuska podczas piątkowej debaty internauci go nie przekonali, co miało być warunkiem zmian w ustawie i projektowanym rejestrze „stron niedozwolonych”, to jednak zawiesił dalsze prace nad zapisem w ustawie w celu przygotowania go „tak by spełniał swoje zadania i był wolny od zagrożeń wolności słowa”. Słowem – „jestem za, a nawet przeciw”, co wynika z ewidentnej sprzeczności deklaracji o przekonaniu jako warunku zmian z uzasadnieniem postanowienia o wstrzymaniu prac. Taka ciągłość „myśli politycznej” raczej nie nastraja optymistycznie wobec niezwykłej wręcz determinacji obecnych władz w „upaństwowieniu” (czytaj: poddaniu urzędniczej kontroli) internetu. Bo przecież z wypowiedzi premiera Tuska jednoznacznie wynika, że rząd nie zamierza zrezygnować z wprowadzenia kontroli internetu, a jedynie odłożył jej inicjację w czasie. Zwyczajowo zresztą składając niejasne deklaracje bliżej nieokreślonych zmian, co zapewne miało uspokoić zaniepokojonych internautów.
Kliknij tytuł, aby przeczytać cały tekst
czwartek, 11 lutego 2010
Wiedza reglamentowana
Etykiety:
publicystyka proKapitalizm
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


0 komentarze:
Prześlij komentarz