To straszne, jak szybko te wirusy mutują – normalnie szybciej niż komuniści w demokratów! Jeszcze parę dni temu świat drżał przed świńską grypą, która później była określana różnymi naukowymi eufemizmami, aż pojawił się dylemat, czy aby świńska grypa jest koszerna, więc zmutowała w meksykańską. W zasadzie to po chorobie filipińskiej Kwaśniewskiego Aleksandra (jakże podobnej do pomroczności jasnej) nasze elity są najwyraźniej uodpornione na wszelkie zagraniczne świństwa, ale ostrożności nigdy nie zawadzi. W sumie to może jednak lepiej nie drażnić Meksyku, bo gotów jeszcze, jak onegdaj Filipiny, domagać się przeprosin. A przecież pod ręką w charakterze potencjalnego dawcy nazwy jest poseł Palikot Janusz, który jak wieść niesie poświntuszyć sobie lubi, wibratorem pomachać, a i z ryjkiem wiadomej nierogacizny obnosić się nie ma wstydu. I w ogóle to z niego taki mucho, że studenci i emeryci tysiące wpłacają na jego kampanie wyborcze. Pewien młodzieniec akuratnie zdający maturę, gdy o tym wszystkim usłyszał, z zachwytem ogłosił, że wyjeżdża na Lubelszczyznę studiować aż do emerytury.
Zresztą i bez importu mamy własnych smrodów bez liku. Oto po przyspieszonej wyborami wymianie opon mózgowych na letnie, posłowie SLD i PSL postanowili potępić przewrót majowy z 1926 r. A jakże uroczo argumentują – W wyniku przewrotu majowego Polska znalazła się na krawędzi wojny domowej. Jego autorzy skazali na śmierć setki niewinnych ludzi: żołnierzy i mieszkańców Warszawy. Kazali Polakom strzelać do Polaków. Stworzyli w Berezie Kartuskiej obóz dla przeciwników politycznych [utworzony 12 lipca 1934 r. - dopisek M.N.]. Zamiast służyć Narodowi podzielili go na zwalczające się obozy [...] Zamach majowy był ciemną kartą polskiej historii. Obalono legalne władze i wprowadzono dyktatorskie. Szanownym pomysłodawcom życzę wytrwałości w lekturze podręczników historii – w końcu to już trzecia klasa gimnazjum! Jako historyk szczególnie polecam ich uwadze domagające się potępienia następujące wydarzenia (i ich autorów) w dziejach Polski XX wieku: 1 września 1939, 17 września 1939, 5 marca 1940 (decyzja Stalina o wymordowaniu polskich oficerów przebywających w niewoli sowieckiej), 22 lipca 1944, 4 – 11 lutego 1945 (konferencja jałtańska), ludobójstwo Polaków na Kresach (1942 – 1946), czerwiec 1956, marzec 1968, grudzień 1970, 13 grudnia 1981. Gwałtów, terroru, ciemnych kart, niewinnych ofiar, obozów dla przeciwników politycznych itd. – multum. A i Polacy do Polaków strzelać musieli, a i rozkazy strzelania wydawali – np. w sprawie generała Fieldorfa i wielu innych.
Swoją drogą to znamienne, że większość przytoczonych powyżej wydarzeń związanych jest z naszym wschodnim sąsiadem i jego, hm..., entuzjastami. Tylko jakoś owe wydarzenia nie spędzają snu z powiek autorom programu Partnerstwa Wschodniego, choć już z uwagą i troską pochylają się nad postulatami naszych zachodnich sąsiadów, domagających się przeprosin i odszkodowań za drugą wojnę światową. Widać serce nie sługa, ale mniejsza z tym, albowiem najprawdopodobniej z owego Partnerstwa wyjdzie to, co zawsze. Programu nie uznała Rosja, a firmować nie chcą Francuzi, Anglicy, a nawet bliscy socjalnie zapateryści z Hiszpanii. Za to na czwartkowy szczyt inauguracyjny PW przybędzie Angela Merkel, zapewne pilnować, aby polscy wyrobnicy nazbyt się nie rozdokazywali.
A na koniec najlepsze – w obawie przed zadymami związków zawodowych, które pewnie kiedyś radośnie poparły akces do WE nie myśląc o skutkach, obchody rocznicowe 4 czerwca najprawdopodobniej nie odbędą się w Gdańsku, skąd pochodzi premier. Jak to drzewiej mawiano nie sr... tam, gdzie jesz!
Źródła:
http://www.tvn24.pl/12691,1598903,0,1,na-partnerstwie-wschodnim-skorzysta-rosja,wiadomosc.html


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz