poniedziałek, 4 maja 2009

Pantha degenera

Drzewiej na każdym dworze zatrudniano trefnisia, którego rolą było rozśmieszanie dworzan. Świat poszedł do przodu a że wszystko parszywieje, to trefnisie pojawiają się już nie to, że na dworach, ale nawet w czworakach. Tak przynajmniej każe postrzegać polski parlament poziom toczącej się w nim debaty publicznej, w której rej wodzą takie creatures jak Palikot Janusz. Zadał on ostatnio szpanu komentując pracę doktorską Lecha Kaczyńskiego, aktualnie prezydenta RP. Okazało się, że posłowi Palikotowi przeszkadza „marksizm” poglądów wyzierających z pracy. Strach pomyśleć, cóż to się będzie działo, gdy poseł Palikot zapozna się dokładnie z działalnością guru polskich „leberałów”, czyli Geremka Bronisława. A i część osób startujących z list PO do PE też ma w życiorysie epizod marksistowsko – pezetpeerowski.

Wszelako należy podejrzewać, że o ile w przypadku Lecha Kaczyńskiego jakiekolwiek zająknięcia socjalistyczne są dyskredytujące, to już sama przynależność do słusznej partii nie tylko nobilituje, ale również socjalistycznym a nawet marksistowskim poglądom nadaje kształt wizjonerski i genialny. Taki oto komunikat wysłało do ludu TVN komentując powrót do polityki Gabriela Janowskiego. Cokolwiek karkołomnie wygląda tu argumentacja typu „a w normalnym kraju”. Wprawdzie dzisiejszą Polskę faktycznie trudno uznać za normalny kraj, ale wszak również TVN jako telewizja „opiniotwórcza” znacznie wpłynęła na taki właśnie stan. I dlatego zarówno w przypadku posła Palikota jak i TVN – u wypowiedzi można równie dobrze tłumaczyć idiotyzmem, hipokryzją jak i złą wolą, a co paradoksalne – każde tłumaczenie będzie trafne.

Bo co by nie mówić, czepianie się czyjegoś dorobku naukowego podczas gdy inni czynem i pismem wspierali reżim socjalistyczny, co odpowiednie służby skwapliwie rejestrowały... Mniejsza wszelako z tym. W sumie sytuacja wygląda następująco: decyzje w sprawach Polski zapadają za granicą, politycy nie mają programu a społeczeństwo ma to wszystko wiadomo gdzie. Sytuacja przypominałaby ostatnie lata niepodległości Rzeczypospolitej szlacheckiej, gdyby nie zasadnicze różnice. Brak mężów stanu pokroju Kołłątaja, Staszica, Krasickiego. Repniny siedzą dobrze pochowane, Rejtanom krzywo z pyska patrzy. Nie ma nawet porządnych warchołów pokroju Karola „Panie Kochanku” Radziwiłła, czy karierowiczów pokroju Czartoryskich. Wszystko inne się zgadza, jak najbardziej, tylko mocno sparszywiało przez te wszystkie lata „dobrobytu”.

Brak komentarzy: