Przy okazji nadchodzącego plebiscytu do PE (bo wybór praktycznie żaden) co i rusz jesteśmy mamieni mirażami wielkości i potęgi w ramach eurokołchozu. Jak każda propaganda tak i ta pozostaje w jawnej sprzeczności z elementarnymi faktami ekonomicznymi, jak choćby upadkiem polskiego przemysłu stoczniowego, do czego w taki czy inny sposób przyczyniły się unijne dyrektywy. Rzecz jasna to skutek decyzji z czerwca 2003 r., ale o tym milczy się tym bardziej.
Jednakże UE to nie tylko wymiar ekonomiczny (jak być powinno), ale również społeczny i polityczny. Powracając do pamiętnej kampanii z 2003 r. warto przypomnieć, że po wejściu do UE Polska miała zyskać wsparcie państw członkowskich w polityce międzynarodowej. Iluzoryczność owych perspektyw ukazała się w stanowisku Unii wobec kolejnych embarg nakładanych przez Rosję na polski eksport.
Pozostaje jeszcze kwestia tzw. polityki historycznej, którą kolejne rządy „wolnej” Polski najwyraźniej postrzegają jako przemilczanie kłopotliwych faktów bądź powielanie kłamstw zarówno z czasów PRL – u, jak i współczesnych. Przykładem może tu być sprawa bojkotu przez urzędników państwowych sesji poświęconej bestialskiemu ludobójstwu polskich (również ormiańskich i żydowskich) mężczyzn, kobiet, dzieci i starców na Wołyniu, dokonanego głównie przez bandytów z OUN – UPA. Urzędnicy państwowi raczyli po prostu zbojkotować zorganizowaną pod patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich w dniu 20 maja 2009 r. sesję, najwyraźniej mając na widoku ważniejsze cele, choć nie wiadomo jakie. Niewiele lepiej dzieje się w tzw. sprawie katyńskiej, gdzie gdyby nie upór rodzin pomordowanych przez reżim sowiecki polskich oficerów, żołnierzy, policjantów oraz urzędników państwowych, to szczerze wątpię, czy w ogóle jeszcze ktoś by o tym mówił. Zresztą jakże wspaniale „nowa Europa” się do tego odniosła – podczas odbytej 23 maja 2009 r. dorocznej sesji katyńskiej na Zamku Królewskim zza okien dobiegały skoczne melodyjki, wygrywane ku uciesze gawiedzi na specjalnie ustawionej w tym celu scenie.
Do tego wszystkiego dopisywać można by wiele pytań o polską politykę w sprawie oszczerstw o „polskich obozach koncentracyjnych”, odpowiedzialności Polaków za holokaust, konsekwencje przegranej przez Niemców wojny itd. Dotychczasowe działania władz podsumować można przestrogą marszałka Józefa Piłsudskiego - Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości. Czy tak być musi?
Źródła:


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz