Jak widać takie są koleje losu, że po propagandzie sukcesu przychodzi etap krytyki błędów i wypaczeń. Wprawdzie nie da się przewidzieć, czy potępiająca przewrót majowy z 1926 r. lewica osiągnie moment samokrytyki przed wyborami do europarlamentu, ale wszystko to być może tym bardziej, że „człowiek honoru” Czesław Kiszczak swymi zeznaniami podważył nieco legendę zdobyczy Solidarności jako organizacji, a tym samym Lecha Wałęsy.
Krytyce zaczyna podlegać wszystko. Tradycyjnie prezydent i jego świta, ale pojawiają się również nowalijki. Profesor „dla opornych” Niesiołowski Stefan skrytykował dla przykładu Lecha Wałęsę za udział w rzymskim kongresie Libertasu. Z kolei część eurosceptyków z tego samego powodu skrytykowała Libertas. Sekundujący bankietowi pielęgniarek pod sejmem TVN skrytykował stoczniowców i okiem bystrym jak woda w klozecie dostrzegł, że związkowcy obecnie walczą wyłącznie o swoje stołki i przywileje. Nie odmawiając słuszności temu stwierdzeniu należy wszelako zapytać, o co niby mają walczyć związkowcy w kraju, gdzie praktycznie zlikwidowano przemysł?
Z kolei, jeśli wierzyć sondażom, Polacy skrytykowali premiera Tuska za przeniesienie obchodów rocznicy 4 czerwca z Gdańska do Krakowa. Że to niby ugiął się przez związkowcami, którzy mogą narobić smrodu, a i obić też mogą. Wśród domniemanych wyjaśnień pojawiły się i takie, że premier nie chce zostać bohaterem kolejnego „polskiego czerwca” po 1956 i 1990 r. Dla porządku warto odnotować sugestie, aby w ogóle obchody rocznicowe 4 czerwca przenieść do Peru, albo chociaż w Dolomity.
Wszelako w odniesieniu do rocznicy 4 czerwca pojawiają się zasadnicze kwestie – co takiego właściwie świętujemy? To, że w 1990 r. wrzucając kartki do urn wyborczych Polacy wykonali plan ustalony przy Okrągłym Stole? Czy może to, że powołany w ich wyniku „sejm kontraktowy” (sic!) wybrał prezydentem autora stanu wojennego (i nie tylko), generała Wojciecha Jaruzelskiego?
Mnie osobiście intryguje jeszcze coś – dlaczego Kraków? Tradycyjne dla socjalistów skłonności do fetowania kolejnych przekrętów w pałacach i zbytnia aluzyjność warszawskiego im. Józefa Stalina nie są wystarczającym wyjaśnieniem. A może chodzi o nową świecką tradycję, że to kiedyś na Wawelu rezydował niemiecki generał – gubernator Hans Frank? Też socjalista, chociaż narodowy.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz