niedziela, 15 marca 2009

Trudne wybory

Wprawdzie na wybory do Parlamentu Europejskiego trzeba będzie jeszcze poczekać, ale co szkodzi zacząć wcześniej kampanię? Ano, nic nie szkodzi, tym bardziej, że można jeszcze nasładzać swe ego widokiem własnej facjaty w telewizorze, w dodatku w słusznej sprawie. Tedy posypały się nowiny, sukcesy i oskarżenia. Oto Bartoszewski Władysław zjednoczył Niemcy, tym razem wokół Eriki Steinbach i jej idei, której ona zgodziła się chwilowo odstąpić. Z kolei dziennik „Dziennik” odkrył Amerykę wespół z teorią heliocentryczną i oskarżył PSL o nepotyzm. Gdzież to się owe nieboraczki piszące do „Dziennika” uchowały, bo bym się przeprowadził. Wszak miejsce, gdzie nie znają innych opcji politycznych niż PSL musi być oazą szczęśliwości na tym łez padole.

Obroną polskiej polityki zajęła się stacja TVN24 publikując demaskatorski materiał, jak to publiczna TVP wbrew wszelkim zasadom etyki promuje ugrupowanie Libertas irlandzkiego milionera Declana Galeny'ego. Być może, gdyby TVP promowała ponad wszelkie wyobrażenie PO tudzież SLD, nie byłoby to takie karygodne. Gdyby nie chodziło tu o TVN24, tylko jakieś Radio Maryja albo inną Telewizję TRWAM, człowiek chociaż by wiedział, że to zwykła ksenofobia i ciemnogród tak gromić polityczną międzynarodówkę. A tak tylko w głowę zachodzi, czy się aby nowy etap nie zaczął i nowe mądrości nie obowiązują.

Nieoficjalne rozpoczęcie kampanii wyborczej w najbliższych miesiącach zapewni społeczeństwu masę ciekawych doznań oraz przyniesie wieści niezwykłej (na co dzień) treści. Rzecz jasna główną kwestią, wokół której będą się ogniskować „programy” wyborcze, będzie walka z kryzysem, czyli kto i na ile zamierza skubnąć podatników i z kim się chce tym podzielić. Obok tego pojawi się cała masa tradycyjnego socjal – bełkotu o doli najuboższych, programach pomocowych oraz gwarantowanych przez WE wolnościach, oferowanych w zamian za wolność prawdziwą.

Swego czasu Wojciech Cejrowski podsumował kampanię wyborczą spostrzeżeniem, że program partii rządzących zawiera się w słowie „koryto”, zaś partii spoza rządu w dwóch słowach – „zabrać koryto”. Tym niemniej nie należy odpuszczać i głosować trzeba. Tyle, że ja w obiecanki wyborcze za grosz nie wierzę. Więc jak wybierać? Ano, kryteriów jest wiele. Można np. rozważać, czy głosować na tego, co już się nakradł (bo nie będzie kradł zanadto), czy przeciwnie – na tego, co jeszcze się nie nakradł (bo może akurat uczciwy)? Czy na durnia bądź inszego dyplomatołka (w nadziei, że dzięki głupcom szlag trafi ten poroniony kołchoz), czy na mądrego (z tego samego powodu)? Czy na tego, co może słowa dotrzyma, czy też tego, co pewnikiem złamie? Czy na tego, co mnie wkurza, czy na tego, co mnie nie wkurzał?

Rzecz jasna wszystkie powyższe kryteria mają jedynie charakter poglądowy i najlepszy pogląd dają o moim zdaniu na temat polskiej sceny politycznej. Ale ileż to trudnych decyzji w życiu człowiek podjąć musi...

Brak komentarzy: