Media właśnie ogłosiły wojnę z kolejnym zamachem na suwerenność i demokrację. Sprawa tyczy się kolejnej publikacji poświęconej Najnobliwszemu Prezydentowi Wśród Stoczniowców. W boju tym ramię w ramię z dziennikarzami zgodnie walczą politycy, dzięki czemu wyjaśniło się nareszcie, czym jest ów „interes narodowy”, którego w kampaniach wyborczych politycy zobowiązują się bronić, choć pewnie nie dla każdego miano „interesu” byłoby powodem do dumy. Parafrazując pewnego marszałka można by też filozoficznie stwierdzić, że jaki kraj, taki „interes”.
Rozwiązaniem problemu plugawych ataków na nasz „interes narodowy” personifikowany osobą Lecha Wałęsy, obok sugerowanej likwidacji znienawidzonego IPN – u (z którym nota bene publikacja nie ma nic wspólnego), byłby całkowity zakaz wypowiedzi na temat Lecha Wałęsy oraz surowe kary dla łamiących z sankcją działania wstecz. Miałoby to i ten pozytywny skutek, że przecież nikt więcej nie mówi o Lechu Wałęsie niż sam Lech Wałęsa, a i nikt częściej jego wypowiedzi nie publikuje, niż TVN czy Gazeta Wyborcza, ergo...
I liberalno – demokratyczny premier Tusk, który nie po to walczył z zamordystycznym kaczyzmem, żeby ludzie teraz myśleli co im się żywnie podoba, mógłby pograć trochę w piłkę, miast ciągle zwalczać teczkowe jądro ciemności, czyli IPN. Podobnie taki zapis wytrąciłby broń z ręki tych wszystkich nienawistników, którzy na groźby Lecha Wałęsy, że „jak nie”, to odda „wszystkie odznaczenia i zaszczyty” zawołali gromko Trzymamy za słowo! i wzięli się za dalsze „godzenie w podstawy wiekopomnej przyjaźni polsko – radzieckiej”. W końcu kto „siedzi”, ten nie wyjedzie, a Lech Wałęsa to wzór cnót wszelakich, więc prawa nie złamie za nic w świecie. Szczególnie, że przysięgał.
A może ta cała awantura to tylko prima aprilis i wzorem hipermarketów elity polityczne zaczęły wcześniej? Pytanie tylko, kiedy?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz