Człowiek uczy się ponoć przez całe życie. Niektórzy twierdzą, że najefektywniej na błędach. Tym razem mi wypada uderzyć się w piersi i przyznać do błędu. Oto 17 lutego 2009 r. popełniłem tekst Kryzysowe opcje dojenia społeczeństwa i teraz muszę dokonać sprostowania.
Tworząc konstrukcję błędnie przyjąłem, że kontrakt opcyjny polega na obustronnej dobrowolności. Tymczasem prawda jest taka, że bank ma prawo (ale nie musi) kupić walutę po określonej cenie, zaś klient zobowiązuje się i musi sprzedać zakontraktowaną kwotę. Mój błąd, moja wina i cały wywód dotyczący funkcjonowania kontraktu opcyjnego o kant kuli potłuc. Stek bzdur i tyle.
Serdeczne podziękowania za wyrozumiałość i „łopatologiczne” wyprowadzenie z błędu należą się Michałowi S.
Zbudowany w oparciu o błędne założenie tekst zostaje usunięty. Chciałbym w tym miejscu z całego serca przeprosić tych wszystkich, którzy się irytowali czytając ową „porażkę”.
Tym niemniej wcale nie rozwiały się moje podejrzenia dotyczące takiej interwencji państwa. Nadal mam wątpliwości, czy taka interwencja nie będzie karygodnym naruszeniem zasad konkurencji rynkowej. Obawiam się też, że wprowadzenie owego przepisu przyniesie skutek w postaci stosu pozwów o odszkodowania. Banki tym samym zarobią podwójnie – dostaną i zakontraktowane opcje, i odszkodowania. Tym samym Polska włączy się w ogólnoświatową walkę z kryzysem finansowym, polegającą na pompowaniu publicznych pieniędzy do prywatnych banków. Można też podejrzewać, że forma zaś wynika z chęci zachowania twarzy przez rząd, który przez tyle czasu wmawiał społeczeństwu, że kryzys nas ominie.
Moje przeświadczenie wynika z dotychczasowych doświadczeń, które uczą, że jak nasza władza zaczyna się przesadnie troszczyć o byt społeczeństwa, to kryje się za tym coś innego, niż wynika z deklaracji.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz