Do grona historycznych Kazimierzy, o jakże zaszczytnych przydomkach Wielkiego, Sprawiedliwego, Odnowiciela czy chociaż „nad Wisłą”, u progu XXI wieku dołączyć postanowił Symboliczny. Albowiem tak symboliczną była jego władza z namaszczenia prezesa PiS – u, jak i symboliczny był wylot ze stanowiska na zbity uśmiech. Jako symbol emigranta symbolicznie poszukiwał pracy w Londynie, przy czym – jak się okazało – z symboliczną znajomością języka angielskiego. Symbolicznie nawrócony złożył samokrytykę, zaś PO symbolicznie mu wybaczyła w imieniu narodu i mediów. Nawiasem mówiąc guzik z pętelką, który Kazimierz Marcinkiewicz otrzymał za swoją samokrytykę od PO, również był symboliczny. Dziś zaś, dążąc do zostania symbolem elastyczności moralnej, symbolicznie obnaża się ze swoimi sprawami prywatnymi i, jako były ZChN – owiec, symbolicznie zostawia żonę z dziećmi.
Wszystko to razem predestynuje Kazimierza Marcinkiewicza do zostania symbolem polskiej debaty politycznej, coraz bardziej przypominającej permanentną kampanię wyborczą. W kampanii wyborczej, podobnie jak w obecnej debacie politycznej, nikt nie pyta o zdanie ekspertów. Na wszystko znajdują odpowiedź politycy, którzy najwyraźniej znają się na wszystkim, i tylko ich wyjaśnienia w kwestii ogólnego bałaganu pozostają takie więcej mętne. Właściwie nie bardzo wiadomo, dlaczego taki np. B. Borusewicz wypowiada się o polityce Watykanu, S. Niesiołowski – o badaniach historycznych i moralności a J. Palikot o wszystkim, zaś wszyscy razem najchętniej o planach przeciwników politycznych. Z drugiej jednak strony trudno się dziwić, skoro partyjne kongresy czy wiece usiłują konkurować z filmami, programami rozrywkowymi i innymi talk – czy reality show, zaś sami politycy najchętniej pokazują się właśnie w tego typu widowiskach.
Rzecz jasna wszechwiedzący politycy nie udzielą odpowiedzi na pytanie o sens zatrudniania ekspertów i armii rzeczników. Najwyraźniej nie są też w stanie dostrzec, że potok wygadywanych bzdur przez nich samych coraz bardziej przypomina strzyżenie świń, opisane przez Andrzeja Sapkowskiego. Roboty i wrzasku w bród, a pożytek żaden.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz