czwartek, 26 lutego 2009

Polityka z perspektywy czasu

Stosunkowo częstym zjawiskiem w polskiej polityce jest nagła popularność polityków, którzy zostali odsunięci od „korytka”. Bez wątpienia ma to swoje rzetelne uzasadnienie w faktach. W charakterze takich popularnych „nieczynnych” polityków można wymienić np. Edwarda Gierka, którego czasy, gdy „Polska rosła w siłę a ludziom się żyło dostatniej” (wszystkim, jakby co), wciąż jeszcze niektórzy wspominają. Z bliższych przykładów można wskazać takiego Kazimierza Marcinkiewicza, którzy stał się ulubieńcem mediów i ludzi tuż po tym, jak przestał być premierem.

No i jest jeszcze Najnobliwszy Prezydent Wśród Stoczniowców (i nie tylko), czyli Lech Wałęsa. Jak tylko historycy napisali pracę, z której wynika, że były prezydent nie składa się wyłącznie z: legendy, skoku przez płot, „Nobla” i immunitetu – od razu mu popularność wzrosła. Rodzą się we mnie brzydkie podejrzenia w kwestii społecznych motywów takiego postępowania, ale mniejsza z tym.

Tymczasem ostatnio Lech Wałęsa został skazany prawomocnym wyrokiem niezawisłego sądu za określenie Krzysztofa Wyszkowskiego mianem „debila” i paroma innymi inwektywami. Ponieważ wątpliwym jest, aby Lech Wałęsa w taki sposób zwracał się do swoich najbliższych, przeto takie podkreślenie przez Lecha Wałęsę odrębności winno raczej być powodem do dumy a nie procesu, ale to już prywatna sprawa pana Wyszkowskiego. Sam wyrok skazujący można wytłumaczyć dwojako: albo limit ubliżania wyczerpali poseł Palikot do spółki z posłem Niesiołowskim, albo też Lechowi Wałęsie spadło w sondażach i trzeba podeprzeć „symbola”.

A skoro już o symbolach mowa – pewien emeryt z Kędzierzyna – Koźla odpowiadać będzie przed sądem za groźby wysadzenia miejscowego oddziału ZUS – u w powietrze. No cóż, jest to bez wątpienia symbol dotykającego Polskę kryzysu i takiego „misia na miarę naszych obecnych możliwości” można podsumować słowami: jaki ustrój, tacy terroryści.

Brak komentarzy: