Odkąd dotarło do mnie, że zdecydowaną większość mieszkańców Warszawy stanowi element napływowy, przestały mnie drażnić pokłady żółci i nienawiści wylewane na stolicę i jej mieszkańców. Któż bowiem lepiej, niźli my sami, nas obsmaruje? Jasne też, że sytuacja, gdzie większość stanowi element napływowy, ma i dobrą stronę. Wszelkie spostrzeżenia i wnioski siłą rzeczy stają się ogólnopolskimi uogólnieniami. Wszak człowiek uczciwy pozostaje uczciwy niezależnie od okoliczności, czasu czy szerokości geograficznej. Chyba, że jednak uczciwy nie jest.
Polacy lubią świętować, a i w kalendarzu jest dość okazji, by swej pasji mogli dać upust. I powiedzmy od razu – nie jest dobrze. Zwłaszcza gdy święta, niezależnie świeckie czy kościelne, wiążą się z tak zwanym długim weekendem. Już na tydzień przed świętami rozpoczyna się gorączka świąteczna, która później przeradza się w amok. Początkowe objawy są niegroźne – ot to czy tamto odkłada się na „po świętach”, planuje i dyskutuje, gdzie, z kim itd.
Potem jednak przychodzi obłęd. Wyścig z czasem i śmiercią na ulicach jest wstępem do szału zakupów. Za każdym razem widząc uginające się wózki z zakupami zastanawiam się, czy ci wszyscy ludzie naprawdę niczego w domach nie mają? A dalej – czy poziom niestrawności i wzdęcia są symptomami wymiernymi dla religijności bądź patriotyzmu? Nic mi do tego, na co ktoś wydaje swoje pieniądze, ale czy masowość zjawiska nie przeczy tak chętnie przypisywanym sobie przez Polaków cechom – patriotyzmowi i religijności? W świętach przecież nie chodzi o to by się obeżreć, na pierwszym miejscu są względy patriotyczne, moralne, mistyczne.
Nie ma sensu pisać o tym, co się dzieje na drogach w okresie „wyjazdów” i „powrotów”, bo to rzecz ogólnie znana. Podobnie jak przebieg „świętowania” z wódą w tle. Tym jednak, co się nieodmiennie wiąże ze świętami są sterty śmieci. I nie chodzi tu o jakieś „promowanie postaw ekologicznych”, tylko o najzwyklejszy w świecie chlew. Przepełnione śmietniki to jedna strona medalu. Po drugiej stoją te wszystkie odpadki wyrzucane przez okna bądź po prostu rzucane gdzie popadnie. Papiery, torebki i przede wszystkim butelki, nader często porozbijane. Warto też wspomnieć o „podrzucaniu” śmieci sąsiadom, czyli bezczelnym stawianiu worków pod cudzymi śmietnikami.
Główne arterie miasta, tzw. ulice reprezentacyjne, są sprzątane, ale boczne – już nie. Nie wiadomo właściwie dlaczego, skoro tych bocznych jest więcej, więc i więcej tam mieszka podatników. Ale mniejsza z tym. Rzecz w tym, że jeśli chcemy być szanowani przez inne nacje, to sami zacznijmy się pierwej szanować. Szanować swoje najbliższe otoczenie, chociażby nie śmiecąc na początek. Inaczej wizerunek brudnego i pijanego Polaka dalej będzie krążył po świece. I to sami Polacy będą tego stanu rzeczy przyczyną, a nie to kto i w jaki sposób sepleniący będzie akurat aktualną głową państwa.