Afera wokół IPN - u, jaką ostatnio serwują społeczeństwu politycy wespół z dziennikarzami staje się coraz bardziej kuriozalna. Gdy dr Cenckiewicz odchodził z pracy prezes Janusz Kurtyka dementował stawiane przez dr Cenckiewicza zarzuty o naciski rządu na jego zwolnienie. Dementował, jakoby były jakieś naciski, groźby rewizji budżetu itd. Dzisiaj sam wysuwa oskarżenia o wywieranie nacisków i to pod konkretnym adresem – marszałka senatu Bogdana Borusewicza. Pojawia się w telewizji dr Gontarczyk, współautor znanego przyczynku do biografii najwybitniejszego polskiego noblisty wśród stoczniowców (i nie tylko), który mówi, że nie tylko były takie naciski, ale również że zostały uwiecznione w sporządzanych przez pracowników IPN notatkach służbowych. Sam Borusewicz zaprzecza, a wtóruje mu inteligent dla opornych – Stefan Niesiołowski.
Pomijając dyrdymały kablującej na potęgę Muchy Gówniarki Pyskatej, warto zastanowić się nad wątpliwościami dotyczącymi tej afery. Po pierwsze, jeżeli były takie naciski i zostały udokumentowane przez pracowników notatkami służbowymi, to dlaczego prezes Kurtyka nie złożył zawiadomienia do odpowiednich organów? Przecież taki mobbing jest ścigany i karany, a niezależnie od wszystkiego chyba wywieranie nacisków politycznych na instytucje naukowo – badawcze jest sprzeczne z zasadami etyki, również poselskiej. Po drugie, jeżeli jednak odpowiednie zawiadomienia zostały złożone, to u kogo i co się z nimi stało? Po trzecie, jeżeli jednak prezes Kurtyka kłamie wstrętliwie, to dlaczego autorytet moralny Borusewicz wzorem Wałęsy i innych autorytetów nie złożył zawiadomienia do prokuratury?
Sprawa jest kryształowo mętna.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz