piątek, 26 września 2008

Śmiechoterapia

Żywe emocje, towarzyszące publikacji doktorów Cenckiewicza i Gontarczyka, debacie nad ubeckimi przywilejami emerytalnymi czy wreszcie procesom karnym wytoczonym autorom pacyfikacji Wybrzeża w 1970 r. i wprowadzenia stanu wojennego w 1981 r., dyskredytują powtarzaną jak mantra tezę pogrobowców PZPR i komunistycznej bezpieki, że Polaków przeszłość nic nie obchodzi, nie chcą rozliczeń komuny, tylko „grubą kreską” z żywymi naprzód iść.

W tym całym zgiełku i jazgocie uwagę zwracają satyryczne w swej istocie argumenty „społecznych obrońców” autora stanu wojennego, generała Wojciecha Jaruzelskiego. Że Sybirak, żołnierz, wyzwoliciel i patriota, który uratował kraj przed radziecką inwazją. Pomijając fakt, że wprowadzenie stanu wojennego w 13 grudnia 1981 r. było niezgodne nawet z konstytucją PRL wesołość budzi owo ratowanie przed radziecką interwencją. Jak wiadomo ZSRR nigdy nie „interweniował” ani nie „najeżdżał”, tylko „udzielał bratniej pomocy”. Pomijając wyłaniające się z tego faktu zależności historyczno – językowe warto zwrócić uwagę, że „bratniej pomocy” ZSRR raczył udzielić Polsce 17 września 1939 r., a po zakończeniu sporów w wielkiej, socjalistycznej rodzinie [pomiędzy NSDAP a WKP(b)], od 1945 r. udzielał „bratniej pomocy” nieprzerwanie. Dysponując agenturą we władzach oraz bazami wojskowymi na terytorium PRL, włącznie z wyrzutniami rakiet balistycznych, wcale nie musiał „wkraczać”, wystarczyło wyjść za bramę by dokonać „inwazji”.

Inna sprawa, czy wyręczanie najeźdźców w prześladowaniach politycznych (i nie tylko) rzeczywiście jest aktem patriotyzmu. Jeżeli tak, to pytanie dlaczego ściganie autorów wojny polsko – jaruzelskiej jest „skandalicznym aktem szczeniackiej zemsty”, a ściganie usiłujących przesłuchać Barbarę Blidę – nie? Czyżby standardy wbrew swej nazwie nie zawsze były jednakowe?

Przywołujący w obronie generała Jaruzelskiego i jego popleczników opowieści kremlowskich sołdatów, jak to szykowali się do „udzielenia bratniej pomocy społeczeństwu PRL”, powinni pamiętać, że mniej więcej od czasów Iwana IV Groźnego władcy Kremla mówią to, co akurat powiedzieć potrzebują i niekoniecznie jest to zgodne z prawdą historyczną bądź prawdziwymi intencjami. Na przykład w sprawie dokonanych przez NKWD mordów polskich obywateli w Katyniu, Starobielsku, lwowskim więzieniu itd.

Na marginesie tych rozważań warto zastanowić się nad zależnością rewizjonizmu emerytalno – ubeckiego, któremu PO w poprzedniej kadencji parlamentu tak ostro się sprzeciwiała, a przepowiadanym mniej więcej od roku bankructwem polskiego systemu ubezpieczeń emerytalnych. Jeżeli taka zależność jest, to najwyższy czas się zacząć bać...

Brak komentarzy: