wtorek, 16 września 2008

Manewr napoleoński

Myślenie jak wiadomo, kolosalną przyszłość ma. Zapewne dlatego część lewactwa, kontestując kapitalizm ukuło hasło no future, ale mniejsza z tym. W ostatnich dniach doniesienia serwisów informacyjnych z krajowego podwórka przypominały raczej relację z bitwy na łopatki i wiaderka z piaskownicy przy ulicy Pipidowskiej w Zadoopiszczach, gmina Wygwizdowo, powiat Pierdziszewo itd. W Polszcze, jak mawiali Sarmaci, takie podejście do sprawy to ewidentny „manewr napoleoński”, czyli odwrócenie uwagi od spraw istotnych. Przecież tak naprawdę co zmieni w życiu przeciętnego Polaka kwestia kastrować, czy nie, a jak już, to czy ze znieczuleniem, i czy refundować przez NFZ, czy też Ministerstwo Sprawiedliwości. Albo, czy kieszonkowa minister od walki z korupcją i dorszami ma rację, skarżąc posła PSL, o dramatycznie adekwatnym do hecy nazwisku Kłopotek, czy też w błędzie sromotnym jest?

Wszystko to pic na wodę, fotomontaż, odwracający uwagę od spraw istotnych. Ale uczciwie trzeba przyznać specom od piaru, czasem ciężko wyczuć właściwe sedno sprawy. A tu proszę – iluminacja, jaką Budda by nie pogardził. Przecież ostatnio, bodajże w piątek czy sobotę, o północy, upływał termin złożenia w Brukseli planu restrukturyzacji polskich stoczni. Plan złożono, ale w odróżnieniu od innych sukcesów, np. dominacji RP nad Ukrainą w przygotowaniach do Euro 2012, nikt nie raczył pochwalić się szczegółami przedłożonego planu. Żadnych doniesień, o pierwszych pozytywnych reakcjach komisji na pomysły wybitnych fachowców z PO. A przecież odrzucenie przedłożonych w Brukseli planów oznacza nie tylko kaput polskiego przemysłu stoczniowego, ale również konieczność zwrotu całkiem sporych sum, pobranych a konto rozwoju. I nikt jakoś nie mówi o geniuszu proponowanych w Brukseli rozwiązań, a wszyscy zajmują się pedofilami, którzy stanowią przecież znikomy procent dewiantów.

Brak komentarzy: