W chwili, gdy drogowcy postanowili zlikwidować możliwość dojazdu z drogi do stacji benzynowej wydali na nią wyrok. Bo chyba każdy, nawet minister do walki z korupcją, rozumie, że aby stacja benzynowa działała – musi mieć zmotoryzowanych klientów. Dlatego też nic dziwnego, że właściciel stacji się, delikatnie mówiąc, wkurzył na takie dictum drogowców. Postanowił walczyć o swoje i udał się do posła E. Kłopotka z PSL. Być może akurat głosował w okręgu z którego poseł Kłopotek kandydował do sejmu, więc nic dziwnego, że się do niego zwrócił po pomoc. W końcu po coś są te okręgi wyborcze i mieszkańcy okręgu mają prawo zwracać się do posła, który reprezentuje ich okręg.
Co dziwne, poseł Kłopotek rzeczywiście wziął sobie do serca krzywdę biznesmena i udał się na rozmowy najpierw do Ministra Infrastruktury, a następnie do wójta. Sprawę u wójta pomyślnie załatwiono (gdzież to biją źródła władzy w naszym kraju!) – jest możliwość dojazdu z drogi do stacji paliw. Oczywiście w polskiej rzeczywistości takie zaangażowanie urzędnika państwowego wydaje się podejrzane, ale umówmy się – winnym tego są ci, co przez tyle lat przyzwyczajali społeczeństwo do niekompetencji, prywaty, nepotyzmu, kumoterstwa i łapownictwa.
Aktywność i sukces posła Kłopotka z nerw wyprowadził kieszonkową minister do walki z korupcją Julię Piterę, która na razie sukcesy ma tylko w branży rybnej. Oczywiście podejrzeń kieszonkowej minister do walki z korupcją Pitery nie wzbudziła decyzja drogowców, choć co najmniej intrygująca, ile działalność posła Kłopotka. Oskarżając posła Kłopotka o korupcję (nader wszystko przypominającą lobbing, taka polska wersja – polityk lobbuje w sprawie biznesmena, patrz tandem poseł Pęczak – biznesmen Dochanl) stwierdziła, że jeżeli jakikolwiek polityk wpływa na urząd, aby odstąpił od swojej decyzji, to przekracza granicę korupcji. Tyle, że każde wpływanie polityka na urząd – zarówno w kwestii odstępowania od podjętej decyzji jak i na rzecz podjęcia decyzji bądź działań staje się korupcją, gdyż kompetencje urzędników oraz tryb podejmowania bądź odstępowania od decyzji dokładnie określił ustawodawca. O czym minister powinien był wiedzieć, zwłaszcza zaś minister do spraw walki z korupcją. Nawet kieszonkowy.
Pytanie gdzie była pani minister Piter Julia, gdy rząd premiera Donalda Tuska ogłosił potrzebę uchwalenia gramoty wzywającej urząd prezydenta RP, sprawowany aktualnie przez Lecha Kaczyńskiego, do natychmiastowej ratyfikacji bełkotu zwanego traktatem lizbońskim?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz