Apel prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz – Waltz do mieszkańców stolicy, aby 1. sierpnia o godzinie 17. zatrzymać się na moment i oddać cześć Powstaniu Warszawskiemu oraz jego uczestnikom, w sposób upokarzający pokazuje jak niewiele, na ogół, obecni „warszawiacy” mają wspólnego z Warszawą. Mało tego – jest przykrym dowodem na zwycięstwo treści internacjonalistycznych (komunistycznych czy europejskich) nad patriotycznymi. Dowodem upadku polskiego ducha obywatelskiego i degeneracji systemu edukacji, wyrażającymi się w nieznajomości historii Polski przez jej obywateli. To, o co do mieszkańców miasta apeluje prezydent Warszawy, przez lata było ich spontanicznym gestem. Gestem szacunku, pamięci, ale też wyzywaniem rzucanym komunistycznym okupantom – pamiętamy o prawdzie, pamiętamy o przeszłości, pamiętamy o akcji „Burza”, o waszej współpracy z Hitlerem, o polskich ofiarach tejże współpracy, o waszych zbrodniach. A dzisiaj prezydent miasta apeluje do mieszkańców o pamięć i szacunek – cóż, takie czasy.
Zapewne pojawią się, jak w przypadku niedawnej rocznicy rzezi wołyńskiej, głosy krytykujące wspominanie klęski Powstania Warszawskiego i samo powstanie w ogóle. Nie będą one niczym nowym wpisując się w szereg głosów dyletantów mylących kontrowersje wokół oceny Powstania Warszawskiego, czy szerzej – wydarzeń historycznych – z pamięcią o prawdzie historycznej. Jednakże w obliczu kłamliwych oskarżeń o współudział w dokonanym przez Niemców ludobójstwie podczas drugiej wojny światowej, w obliczu wysuwanych roszczeń odszkodowawczych ze strony potomków leutnantów Wehrmachtu czy sturmmführerów SS, kłamstw o „polskich obozach zagłady” i myleniu Powstania Warszawskiego z powstaniem w getcie warszawskim, prawda i pamięć o Powstaniu Warszawskim nabierają ogromnego znaczenia, porównywalnego ze znaczeniem z czasów komunistycznej propagandy fałszującej historię Polski. Przypominając bestialstwo niemieckie wobec powstańców i ludności cywilnej Warszawy, barbarzyństwo niemieckie wobec pokonanego miasta i wymowną bierność radziecką wobec tych wydarzeń, nie „świętujemy” klęski, lecz oddajemy cześć bohaterstwu rodaków walczących o wolną Polskę. Przypominamy o uczestnikach akcji „Burza”, którzy za walki o wyzwolenie Wilna, Lwowa i Kresów Wschodnich stawali przed plutonami egzekucyjnymi NKWD, bądź byli wywożeni do łagrów. Nie dajemy wreszcie ulec zapomnieniu, zafałszowaniu, tragicznych losów żołnierzy Polski Podziemnej bezwzględnie niszczonych w „wolnej” PRL. I przypominamy o losach tych wszystkich, którzy nie uważali komunizmu za jedynie słuszny system.
Powstanie Warszawskie, podobnie jak XIX – wieczne powstania listopadowe czy styczniowe, budzi kontrowersje. Oceny kolejnych zrywów narodowych, tak jak oceny samej tradycji powstańczej, są różne i w historiografii polskiej spotkać można cały ich wachlarz – od całkowitej dyskredytacji po całkowitą laudację. Pojawiają się głosy, że niezależnie od tego, czy powstanie wybuchło, czy nie, i tak było by źle, a Stalin i tak... Nie wiemy, co by było gdyby, i nigdy się tego nie dowiemy z różnych powodów (np. nie znamy planów radzieckich wobec Polski sprzed 1 sierpnia 1944). Jednakże istnienie takich kontrowersji jest całkowicie zrozumiałe, więcej – potrzebne, gdyż to właśnie one są bodźcami badań nad przeszłością.
Historia to nie tylko nazwiska królów i wygranych batalii. Historia to również klęski i ofiary. Przechowując pamięć o klęskach i ofiarach, przechowujemy często pamięć o zbrodniarzach. W tym przypadku przechowujemy również pamięć o czymś znacznie ważniejszym – o patriotyzmie i poświęceniu dla idei wolności ojczyzny, którego nie musimy się wstydzić, w odróżnieniu od wielu innych nacji. Póki będziemy o tym pamiętać, póki będziemy okazywać szacunek właśnie takim postawom – Polska pozostanie Polską. Jest to istotne tym bardziej, że przechowywanie pamięci o losach państwa i narodu, o zwycięstwach i klęskach, bohaterach, zbrodniarzach i zdrajcach, jest elementem tzw. polityki historycznej państwa, której jak dotąd niepodległa RP nie uprawiała, bądź też uprawiała w sposób urągający historii Polski i inteligencji w ogóle.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz