czwartek, 21 sierpnia 2008

Narodziny „drogiego Radosława”

W Afganistanie zginęło trzech polskich żołnierzy. Smutne, ale w końcu jest to ryzyko zawodowe.

Jak wiadomo, zwierzchnikiem polskiego wojska jest prezydent RP, w ramach pracy rządu sprawami armii zajmuje się minister obrony narodowej (aktualnie: ob. Bogdan Klich), odpowiadający przed premierem (aktualnie: ob. Tusk Donald). Jest też jeszcze sztab generalny, marszałkowie, generałowie, dowódcy, kadra oficerska itd. A tymczasem radiowa „Trójka” podała, że kondolencje rodzinom zabitych żołnierzy złożył... minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski! Można by z tego wysnuć wniosek, że największym zagrożeniem dla naszych żołnierzy w Afganistanie nie są Talibowie, ale polska służba dyplomatyczna.

Rzecz jasna polska służba dyplomatyczna strzela co najwyżej w portki na dywaniku w Brukseli / Berlinie / Moskwie (co niepotrzebne – skreślić z przyjemnością), ale nie w tym rzecz. Nie rzecz w tym, że kondolencje winien składać prezydent, premier czy minister obrony narodowej. Ale nie minister spraw zagranicznych! Rzecz w tym, że – niestety – medialna nośność tragedii w połączeniu z pychą i samouwielbieniem niektórych daje efekty wręcz obrzydliwe w swej wymowie.

Minister Sikorski zaapelował w związku ze śmiercią polskich żołnierzy, by udzielić Afganistanowi również innej, niż militarna, pomocy. Mam pomysł – udzielmy Afganowi pomocy dyplomatycznej. Wyślijmy im w prezencie „drogiego Radosława”. Z Anną Applebaum do kompletu. Chyba nosiciel pomarańczowego pasa karate (daltonista?) nie spęka? Dorzućmy mu mu różowe stringi lidera – niech tam chłopek, tzn. przepraszam – chłopak, ma.

Brak komentarzy: